Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o Listy spod róży

Berlińska niedziela

[13.09.2026]

Niedzielną (albo ostatni-dzień-wyjazdu) tradycją jest śniadanie w La Femme przy Winterfelderplatz, zawsze napycham się jak sołtys i niczego nie żałuję. Kolejną tradycją staje się odwiedzenie pchlego targu w Mauerpark; nastolatka wyszła z handmade koszulkami, ja z talerzykami Minton Haddon Hall za drobne euro. Potem dla odmiany pojechaliśmy do Spandau (tak, stąd nazwa Spandau Ballet), gdzie wśród fabryk Siemensa i BMW wtem w zieleni można wejść do Zitadelle Spandau. Więzienia już nie ma, są za to zdekomisjonowane pomniki na wystawie Unveiled (w Proviantmagazin) oraz mini zoo z nietoperzami w piwnicy Haus 4; cała cytadela jest siedliskiem lokalnych nietoperzy, ale te raczej nie są do zwiedzania. Pomniki są duże i dobrze oświetlone z prominentną Głową Lenina (oraz kilka bez nosów[1]), nietoperze zaś malutkie i w świetle czerwonym, za to dostarczają dużo radości. Na miejscu można ciacho i kawę w kawiarni przy wejściu. Na następny raz planuję samo Spandau, może nawet metrem.

Hasło wyjazdu: "Nie było znaku zakazu, a po niemiecku nic nie rozumiem".

GALERIA ZDJĘĆ.

[1] Jako że chwilę temu oglądaliśmy rodzinnie w kinie “Asteriksa i Kleopatrę”, śmiechom i facecjom z utrąconych nosów nie było końca.

Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday September 23, 2026

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: berlin, niemcy - Skomentuj


O sobocie w Berlinie

[12.09.2026]

Impulsem do wyjazdu był Festiwal Latawców, który odbywał się przez cały dzień na Tempelhof, gdzie od dawna chciałam pojechać, a jakoś się nie składało. I wtem się złożyło. Ale chronologicznie, 17 tysięcy kroków i bardzo holistycznie wyszło, bo prawie była sztuka, była natura, konsumpcjonizm i festyn. Najpierw zabrałam rodzinę do Neue Nationalgalerie na wystawę rzeźb Fujiko Nakaya, której integralną częścią miała być mgła opływająca rzeźby. Tyle że maszyna do mgły się zepsuła. Więc pojechaliśmy dalej, do Viktoriapark, gdzie wprawdzie trochę się wchodzi pod górę, ale są za to widoki i wodospad. Potem nieco zakupów - nastolatka jak zwykle wyszła szczęśliwa z Darkstorów, a ja wyszłam szczęśliwa z 5-piętrowej Humany, ale nie ze względu na zakupy, a na klatkę schodową. Wspominałam, że lubię klatki schodowe? Po obiedzie i krótkiej drzemce wielka wyprawa; wielka, bo miasto Berlin z niewiadomych przyczyn zamknęło, poza Tempelhofer Damm dla ruchu samochodowego, trzy przystanki metra przy Tempelhof i trzeba było w dwie strony iść z i na Platz der Luftbrücke. Ale dzień był piękny, niebko dopisało, trochę już było czuć jesień, a setki kolorowych latawców to fantastyczny widok. Bardzo mi się podobało, może i za rok pojadę?

A na sam koniec dnia, kiedy wracaliśmy po zakupach do HIT-a, bo przypomniałam sobie, że nie zrealizowałam kupony za butelki, a eloy przypomniał sobie, że nie zjadł Curry Wursta, usłyszałam przy przejściu przez Wilhelmstrasse "A dzień dobry", bo niespodziewanie wpadłam na A. W Poznaniu się nie możemy spotkać, za to w Berlinie i owszem.

Adresy:

Metrem: Unter den Linden - U6 - Platz der Luftbrücke.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday September 19, 2026

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: berlin, niemcy - Skomentuj


Saloniki - meet the locals

Żeby nie było, to nie jest tak, że ja się rzucam z łapami. Najpierw grzecznie pytam, czy lokales jest zainteresowany i jakby co, to tu jest ręka i można się o nią poczochrać. Nie wszystkie chcą, ale niektóre są zachwycone. A ja bym chciała je wszystkie przywieźć do domu na stałe.

Marina, miała własną budkę z podpisem i zdjęciem

GALERIA ZDJĘĆ i przypominajka z listopada 2025.

Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday September 16, 2026

Link permanentny - Kategorie: Koty, Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: grecja, saloniki - Skomentuj


O Salonikach w sierpniu

Nie pisałam, bo pojechałam do Berlina. Ale już wróciłam.

[12-19.08.2026]

Saloniki w sierpniu są, oględnie mówiąc, nieco ciepłe. Dlatego większość spacerów odbywała się przy okazji posiłków albo wieczorami, kiedy temperatura była bardziej do ludzi. Najlepsze piosenki są znane[1], więc krążyłam po znajomych okolicach - plac Arystotelesa, bulwary, okolice portu, deptak Dimitriou Gounari, Ladadika, szukając nisko przy ziemi lokalnych znajomości (o czym niebawem, IYKYK), a w górę patrząc na przelatujące samoloty. Mieszkałam przy ulicy Dodekanisou, co miało zalety w postaci doskonałej lokalizacji przy porcie, restauracjach i metrze, niestety miało też i wady - okropny hałas nawet mimo zamkniętych okien, motocykle, śmieciarki, klaksony, wspomniane samoloty, a dzień pierwszego poranka zainicjowała ekipa budowlana, która w ciągu jednego dnia obłożyła budynek rusztowaniem i zniknęła na resztę pobytu (aż poszłam sprawdzić, jak jest po grecku “Czy panowie muszą tak napierdalać od bladego świtu?!”[2]). Zakupy w Sklavenitis i mniejszych Masoutis, czasem w 4All (taka bardziej Żabka); ale Thessaloniki to raj dla hipochondryka, nie widziałam innego miasta z taką liczbą aptek. Podsumowując - chodziłam i jadłam, chociaż nie dosypiałam.
Adresy:

  • Efessou - Dodekanisou 10Β, kawa, kanapki i słodkie
  • Fluffy Brunch - Pl. Navarinou 10, puchate pankejki
  • Savvikos - Great Greek Grill - Likourgou 12, Peristeriou 2, grecka nieturystyczna
  • BEYOND The Walls - Fragkon 2, śniadania na bogato
  • Asian House - Kapodistriou & Paikou, azjatycka
  • Mediterranean Cosmos - Neon Moudanion, centrum handlowe, do którego trafiliśmy, żeby ostatniego dnia doczekać do lotu o 23:00

[1] Mam miłe poczucie, że ogarniam Saloniki; jedna główna ulica, wybrzeże, port, lotnisko, a na górce forteca i zoo. Nie wiem, czy chciałabym mieszkać, ale nie czuję się obco.

[2] Prépei oi kýrioi na doulévoun tóso sklirá apó tin avgí?! (Πρέπει οι κύριοι να δουλεύουν τόσο σκληρά από την αυγή).

GALERIA ZDJĘĆ oraz wcześniejsze z listopada 2025: nocą i dniem.

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday September 13, 2026

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: grecja, saloniki - Skomentuj


O napadzie pod jaskinią

[19.08.2026]

Zaledwie 50 km od Salonik, w stronę półwyspów Chalkidiki (albo Halkidiki, nawet lokalnie widziałam obie wersje, zdecydujcie się), w jaskini Petralona, znaleziono najstarszą czaszkę w Grecji. W grocie, w której przez cały rok jest 17 stopni, zimą czy latem. A teraz grotę można zwiedzać za drobną opłatą, młodzież nie płaci. Parkuje się na darmowym parkingu, sympatyczna pani macha i wskazuje kierunek, potem można pójść pod górę jakiś kilometr, nietrudno, ale niekoniecznie wszystkim chce się w upał (mnie się na przykład nie chciało), ale można podjechać, oczywiście za opłatą, takim śmiesznym elektrycznym pociągiem. Na górze, już przed wejściem, jeszcze zanim zdążyłam popodziwiać widoki, zostałam napadnięta przez trójgłowego biało-rudego, szybko poruszającego się łakomego stwora, który okazał się trzema kocimi podrostkami, bardzo zadowolonymi z faktu, że miałam w torebce pośniadaniową szynkę. Więc jak miałabym mieć bezczelność, to właśnie taką. Ale wracając do grot, to zwiedza się w małych grupach, z przewodnikiem, również po angielsku, trochę wymiarów, historii i proszę nie lizać ani nie dotykać skał. Formacje są niesamowite, nie widziałam wcześniej takich, chociaż oczywiście kształty falliczne, hatifnatyczne i przypominające całą farmę zwierząt też są, jak wszędzie w grotach. 300 metrów spaceru, bardzo orzeźwiające. Na miejscu jest barek, darmowe toalety i muzeum z modelem czaszki, który ma czegoś tam historycznie dowodzić. Na pewno dowodzi, że nasi przodkowie mieli kości. B. zadowolona.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday September 6, 2026

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: grecja, petralona - Komentarzy: 3


O Werii

[18.08.2026]

Godzinę od Salonik przez piękne okoliczności przyrody w kierunku górek; wiedzieliście, że Olimp to nie jedna duża góra, na której brykali greccy bogowie, tylko całe pasmo? Ale nie pojechałam w górki, tylko do miasteczka, znanego głównie z tego, że co krok to zabytek wczesnochrześcijański albo i wcześniejszy. Nawigacja, nastawiona na zabytkową synagogę wyprowadziła nas na trasę pieszą przy górskim strumieniu, chociaż równie dobrze można zaparkować jak sołtys w mieście na parkingu. Nie planowałam jakiejś specjalnej trasy, pokręciliśmy się tu i ówdzie, żeby w końcu - takie kręcenie się, z przerwami na głaskanie kotów, jest bardzo męczące - przysiąść przy wspomnianej wodzie, gdzie chłodek i napoje, bardzo polecam.

  • Nea Barbouta Restaurant - Τριποταμου/Tripotamos 1

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday September 3, 2026

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: grecja, weria - Skomentuj