Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Informacje dla polska

Andrzej Sapkowski - Narrenturm

Na wstępie powiem, że trochę mi zajęło oswojenie się z audiobookiem, który był połączeniem audiobooka właściwego (dokładną treścią książki) a słuchowiskiem (ponoć setka aktorów, w tle odgłosy np. bitwy czy spółkowania); podziwiam zamach przedsięwzięcia, ale na przyszłość dziękuję, wolę sam tekst.

XV wiek, w centralnej Europie szaleje krucjata antyhusycka. Reinmar z Bielawy, student medycyny i - jak się okazuje - adept sztuk magicznych, zostaje nakryty podczas pozamałżeńskich uciech z Adelą von Stercza, żoną śląskiego szlachcica. Chwilę później goni cała rodzina von Sterczów, a że podczas pogoni jeden z prześladowców ginie w wypadku, niebawem jego tropem ruszają wynajęte zbiry. Z pomocą spowinowaconego kanonika wrocławskiego młodzian otrzymuje eskortę w postaci ekscentrycznego eks-zakonnika, zwanego przez siebie Szarlejem i w zasadzie zamierza posłuchać kanonika, żeby ukryć się na Węgrzech i przeczekać, ale serce nie sługa - najpierw planuje odwiedzić brata, a potem porwać ukochaną z klasztoru i na Węgry udać się razem, bo miłość i te sprawy. Problem w tym, że brata Reinmara właśnie ktoś zabił, a jego samego zaczyna ścigać Święte Oficjum. Podczas coraz bardziej chaotycznej ucieczki (przerywanej oczywiście doskonałymi dialogami, potyczkami, spotkaniami barwnej galerii postaci, również historycznych) do wspomnianej dwójki dołącza Samson Miodek, istota z innego wymiaru w ciele klasztornego idioty, przywołana podczas niezbyt udanego egzorcyzmu. I tak jeżdżą sobie po Śląsku, trup ściele się gęsto, czasem pojawia się i magia, i miłość, nad wszystkim krążą mroczne pomurniki, kilka tajemnic się wyjaśnia (chociaż, umówmy się, Reinmar nie jest bardzo błyskotliwy) gdy WTEM po ponad 700 stronach książka się kończy.

Zaskakujące dla mnie jest, czemu tak długo unikałam tego cyklu. Zdecydowanie nie ma spadku formy w stosunku do cyklu o Wiedźminie, zwłaszcza w kwestii dialogów czy postaci. Doskonale odrobione tło historyczne, wcale nie delikatna krytyka kościoła katolickiego i jego aktywności podczas wojen husyckich, szczypta magii i epicki rozmach, których każe mi teraz rzucić wszystko i czytać kolejne tomy.

Inne tego autora tutaj.

#36/#7

Napisane przez Zuzanka w dniu środa maja 30, 2018

Link permanentny - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Tagi: sf-f, polska, panowie, 2018 - Komentarzy: 3


Jakub Żulczyk - Radio Armageddon

W prywatnym liceum (czy raczej na "chemicznym poligonie", przechowalni dla bogatych nastolatków w stylu New Age, gdzie każdy coś bierze albo jest na terapii) pojawia się Cyprian, inny od wszystkich i od pierwszej chwili staje się przywódcą elitarnej paczki, składającej się z nijakiego Szymona, wysokiej i elokwentnej Nadziei oraz Gnata, chudego psychopaty. Cała czwórka ma poczucie, że są lepsi od innych, bezrefleksyjnie skupionych na wizualnych wyznacznikach stylu i zamożności (telefonów, imprez, markowych ubrań); lepsi, mądrzejsi, umiejący używać ironii i zdań wielokrotnie złożonych. Cyprian proponuje założenie zespołu muzycznego, którym rozwali to całe zatęchłe w swoim dobrostanie miasto, zaneguje wszystko i zniszczy pełne hipokryzji zadowolenie pokolenia rodziców, żeby kolejne pokolenie mogło sobie świat ustawić po swojemu. Jak - tu już recepty nie daje, ale pozostali członkowie "Radia Armageddon" mają poczucie, że wiedzą: Szymon pragnie stać się częścią "wielkiej sprawy" i uwolnić się od władzy rodziców; Nadzieja kocha Cypriana i zrobi dla niego wszystko; perkusista Gnat liczy na łatwo dostępne narkotyki i łatwy seks. Planują wywołać zamieszki, co jest nietrudne, pytanie - co dalej. Gdzieś w tle pojawiają się pieniądze, skądś biorą się twarde narkotyki, przychodzą dorośli - tacy w garniturach i z umowami na poczet płyt i tras koncertów, ale i tacy, którzy agresję pijanej muzyką grupy chcą wziąć dla swoich czasem dość brutalnych celów. Tuż przed nagraniem pierwszej płyty Cyprian znika, nikt nie wie czy został uprowadzony, czy uciekł, czy nie żyje. Radio Armageddon bez Cypriana przestaje istnieć.

Narracja jest dwutorowa, na zmianę przedstawione są retrospekcje (zwykle przez Szymona) i wydarzenia dziejące się aktualnie (zwykle, w drugiej osobie, przez kogoś, kto mówi do Nadziei). Geneza powstania zespołu miesza się z chaosem po zniknięciu Cypriana, doplata się wiele dodatkowych wątków, czyjaś śmierć, krew i przemoc.

Odpowiadając na czasem pojawiające się nielicznych (foch!) komentarzach pytanie, czy polecam. To mocna lektura, zwłaszcza dla rodzica, bo Żulczyk mocno opowiada się fabularnie po stronie nastolatków, pokazując dorosłych jako zombie na lekach, skupionych na zarabianiu pieniędzy (również na przemocy), gardzących czymkolwiek niematerialnym. Łatwo poprowadzić czytelnika słowem w taką strony, aby ojca, próbującego wyjąć syna z toksycznego przecież (wandalizm, narkotyki, przypadkowy seks, samobójstwa równolatków, sekta) określił mianem tępego idioty, który nie rozumie fantastycznej idei buntu, jaki się za sprawą Radia Armageddon wykluł. W ogóle Żulczyk zgrabnie uwodzi przemocą, płomieniami rewolucji; wciąga czytanie o handlarzach narkotyków, przestępcach z wyindukowanym narkotykami błyskiem niepoczytalności w oku. Jeśli więc czytelnik się daje uwodzić autorowi, to tak - polecam. Ale nie jest to książka łatwa, zdecydowanie nie relaksująca, może zapewnić emocjonalny rollercoster i wpuścić w spory dół.

Inne tego autora tutaj.

#32 (dawno skończyłam, ale notka utknęła w szkicach)

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maja 19, 2018

Link permanentny - Tagi: polska, panowie, beletrystyka, 2018 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 2


Ewa wzywa 07

Pojechałam na wakacje i WTEM na półce trzy tomiki.

#61 Danuta Frey - Pensjonat "Pod Złotym Lwem".

W Jazach, małej górskiej miejscowości, pani Żarnowska prowadzi luksusowy (jak na polskie warunki) pensjonat dla emerytów. Przyjeżdża do niego samotna wdowa po prawniku, Bergerowa, żeby nie siedzieć samotnie w domu. Na miejscu zastaje zróżnicowany zestaw ludzi u schyłku życia - emerytowaną śpiewaczkę operową, starego, zapomnianego aktora, tzw. bogatego prywaciarza (parającego się oczywiście nielegalnymi interesami), małżeństwo - lekarza i małżonkę (bez zawodu, za to maniakalnie robiącą na drutach), uwłaszczoną hrabinę, byłego wojskowego czy wreszcie niepozornego urzędnika. Cechą wspólną wszystkich jest starość i brak zajęć; czas spędzają na wspominaniu, kiedy jeszcze byli potrzebni, graniu w brydża (co powoduje wielkie kłótnie) czy szachy (mniejsze) oraz rzadkich spacerach po okolicy, bo nie ta pogoda i oczywiście zdrowie nie za bardzo pozwala. Tragedia rozpoczyna się po tym, jak pewnego wieczoru pani Berger ku rozrywce rozpoczyna stawianie kabały, w której szybko wychodzi as pik - śmierć. I rzeczywiście - niebawem starsza pani ginie. Jakiś czas później ginie kolejna osoba, trzecia zostaje znaleziona z rozbitą głową. Włącza się rzutki milicjant, wspomagany przez młodzika zaraz po szkole (i psa). Rozwiązanie jest, delikatnie mówiąc, rozczarowujące: pubel cflpuvpmavr nxgbe mnovwn ybfbjr bfbol qyn fłnjl v fnz cbqnwr ebmjvąmnavr cbyvpwv, żrol zvrć onejal cebprf.

Fantastyczna skądinąd jest idea takiego pensjonatu - brak jakiejkolwiek aktywności poza siedzeniem w fotelu, czytaniem (bądź robieniem na drutach) i czekaniem na posiłki. W tle wszyscy palą, nawet chory na astmę, który ma specjalne, "zdrowotne" papierosy.

#52 Helena Sekuła - Kartka z notesu

Napad na jubilera, ginie zabytkowy wisior ze szmaragdem z 1898 roku. Jeden z przestępców zostaje ujęty po spektakularnym pościgu (porywanie tramwaju jednak nie jest opłacalne), ale okazuje się, że jest wynajętą dzień wcześniej płotką. Dowody pokazują, że podobnie bezczelny napad miał miejsce 4 lata wcześniej, gdzie skradziono pół miliona złotych, złapany współuczestnik również okazał się znęconą szybkim zarobkiem płotką. Milicji udaje się rozwiązać sprawę przypadkiem - przestępca, dostarczający skradzione precjoza, zostaje spłoszony przez tajniaka (jak widać - niezbyt tajnego) i podrzuca wisior do torebki przypadkowej panience, skanując przy okazji jej dowód (jak widać, usunięcie adresu z dowodu nie jest takim głupim posunięciem). Panienka wisior gubi, co zapoczątkowuje ciąg wydarzeń prowadzący do odkrycia zwłok i rozwiązania śledztwa (z niemałym współudziałem zaciągającego taksówkarza pochodzenia kresowego).

Drugoplanowo pojawiają się ciekawe postaci kobiet - luksusowa prostytutka Markiza, czekająca na odsiadującego wyrok Siemaszkowa (wysyłająca przez 4 lata do wiezienia paczki żywnościowe) czy opiekująca się cwaniaczkiem Rajmundem Magdalena, traktująca przestępstwa ukochanego jako nieuleczalną chorobę.

Widome oznaki luksusu: winiak w luksusowym barze hotelu Continental (dwa winiaki plus sok pomarańczowy - 83 zł), włoski garnitur, koszula z jedwabnej popeliny szyta na miarę, woda po goleniu Yardleya (za 10 dolarowych bonów w Peweksie) oraz złoty zegarek Patka (kradziony).

#42 Artur Morena - Arlekin

Autor, dziennikarz Morena, zostaje wezwany do luksusowej willi krytyka muzycznego przez Avę, primabalerinę tuż po tym, jak reżyser oczekiwanej premiery baletowej, Romea i Julii, został znaleziony martwy w basenie. Okazuje się, że wypadł z okna z pokoju, w którym wszyscy byli - Ava, krytyk muzyczny (dawny kochanek Avy), wiolonczelista (aktualny kochanek Avy) oraz wuj Avy (też prawdopodobnie w niej kiedyś zakochany, o tempora, o mores). Problem w tym, że śmierć reżysera nikomu nie przynosi korzyści. Milicjant prowadzący śledztwo niedwuznacznie sugeruje, że zbrodnia była pomyłką i za chwilę pojawią się kolejne zwłoki. I rzeczywiście.

To bardzo zła książka, pełna artystycznej egzaltacji i peror zarówno o istocie sztuki i celu krytyki sztuki, jak i o konstrukcji powieści kryminalnych. W tle tzw. bohema, pijąca drogie alkohole i paląca drogie papierosy (milicjant Anioł dziękuje za Carmeny, bo stać go na sporty).

Inne z tej serii tutaj.

#29

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek maja 4, 2018

Link permanentny - Tagi: polska, panie, kryminał, 2018 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 2


Joanna Pawluśkiewicz - Pani na domkach

No nie zachwyca, chociaż się dobrze zapowiadało po lekturze notki na okładce. Felietono-opowiadania o wizytach i pracy polskiej studentki w Krainie Wolności. Podróż grehoundem, upalny i brudny emigrancki Nowy Jork i "drajw" po pustyni, a na końcu pełna żalu spowiedź niani. Jak dla mnie za dużo blogowego "ja-ja-ja", za mało Ameryki. Niebezpiecznie przypomina mi "Delicje ciotki Dee" Teresy Hołówki, pełne narzekania, że Stany to small-talk, mikser do odpadów w kuchennym zlewie i brak Nocnych Polaków Rozmów. Złośliwostki na temat Polonii dają sumpt do zastanowienia się, czy aby nie warto byłoby nie zamykać się w getcie Polaków na obczyźnie (wiem, wiem, to trudne wejść od razu na głęboką wodę). Historię biednej niani, nie potrafiącej sprzeciwić się demonicznej amerykańskiej pani domu z nadczynnością higieny i kontroli, czytałam już w "Niani z Nowego Jorku", gdzie niania przynajmniej lubiła dziecko, którym się opiekowała. Zdaję sobie sprawę, że mam zupełnie inny punkt widzenia, bo za ocean poleciałam rekreacyjnie, z pewnym zapasem dolarów, pozwalającym na restauracje i spanie w hotelach, a nie do pracy i życia za minimum.

Formalnie do zarzucenia mam niechlujstwo. Zarówno autorce (konsekwentny brak wielkich liter w nazwach zespołów), jak i korekcie (liczne literówki). Irytuje.

#50

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopada 23, 2009

Link permanentny - Tagi: polska, panie, beletrystyka, 2009 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Daniel Koziarski - Kłopoty to moja specjalność, czyli kroniki socjopaty

Przejrzałam kilka recenzji, w których padały oceny typu "zabawna" i przyznam, że jednak książka mnie bardziej irytowała niż bawiła. Bardzo podobna treściowo do "Sprzysiężenia osłów" J. K. Toole'a, w której bohater uważał wszystkich wokół za głupców i był jedyną sensowną osobą na świecie. Tytułowy socjopata, Tomasz, wszechstronnie nie radzi sobie (w jego opinii - pada ofiarą niesamowitych zbiegów okoliczności) z jakąkolwiek aktywnością społeczną - rozmową o pracę z czarnoskórym rekruterem, podczas której rzuca rasistowskimi żartami, spotkaniami z licznymi kobietami, podczas których jakoś tak wychodzi, że jest homoseksualistą czy w sklepie, gdzie z potencjalnej pomyłki przy wydawaniu reszty robi się eskalacja połączona z rękoczynami i policją. Zdaję sobie sprawę z fikcji literackiej, ale na każdej stronie książki miałam wizję jednego znajomego, który pasuje do opisywanego wzorca (to nie do pana, kochaniutki). Absurdalnie, ostatnia historia - socjopata w Londynie - sprawiła, że poczułam do bohatera jakiekolwiek współczucie, a nie irytację połączoną z odrazą. Nie zmienia to faktu, że czyta się nieźle (a autor na zdjęciu na okładce wygląda jak inny mój znajomy, co mnie dodatkowo bawiło).

Inne tego autora:

#42

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela września 13, 2009

Link permanentny - Tagi: polska, panowie, beletrystyka, 2009 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


PRL (2/4) Alen Baxton - Tajemniczy medalion

Mimo iż nazwisko autora nie brzmi rodzimie (zapewne dlatego, że to pseudonim Wiesława Godziemskiego[1]), akcja dzieje się w ekskluzywnej willi pod Warszawą. Właściciel willi (jak również luksusowego porsche'a oraz licznych antyków i zabytkowych sreber) zgłasza morderstwo mieszkającej u niego kochanki. W trakcie śledztwa sympatyczny kapitan milicji wielokrotnie trafia na dowody rozpustnego życia, dziejącego się w wilii i okolicach - a to okazuje się, że oprócz kochanki w domu mieszka żona wraz z ojcem, a to wspomniana żona roztacza swe przywiędłe wdzięki przed kapitanem, a przystojna młoda aktorka udziela mu zeznań w restauracji "Krokodyl" (oczywiście ze striptizem[2]). W finale okazuje się, że jednak w PRL-u nie da się zrobić majątku bez niszczenia innych, kradzieży i malwersacji. Jak również, że mit Edypa to była całkiem niewinna historyjka obyczajowa.

[1] Przyznam, że widzę sens pisania pod pseudonimem, tylko że anglojęzyczny nie bardzo pasuje. I jak Joe Alex zrobił kawał dobrej roboty, tak Baxton piszący o prywaciarzach pod Warszawą jednak nie robi takiego wrażenia.

[2] W wykonaniu profesjonalistki, a nie wspomnianej aktorki.

- Zaczynamy dorównywać rozwiniętym krajom świata - zauważył ironicznie.
- Nie lubi pan striptizu? - zdziwiła się.
- Właściwie nie mam nic przeciwko rozbieraniu się. Zwłaszcza, gdy robi to ładna i zgrabna dziewczyna - dodał po chwili.
Roześmieli się oboje.

(a potem to się pan kapitan dziwi, że jego flama robi mu dziką awanturę).

#16

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maja 4, 2009

Link permanentny - Tagi: prl, polska, panowie, kryminał, 2009 - Kategoria: Czytam - Skomentuj