Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Informacje dla panie

Agatha Christie - Autobiografia

Dawno temu, w swojej "Autobiografii", Joanna Chmielewska zachwalała tę książkę bardzo, twierdząc, że autorka poczytnych kryminałów wyjęła jej frazę i treść. I to, niestety, jest prawda. Niestety, bo z perspektywy czasu obie panie są, nie wiem, jak to dobrze określić, niezbyt strawne. Apodyktyczne, siejące jedynymi słusznymi poglądami swojej epoki, z tą nieznośną pewnością siebie, która wyklucza inny sposób życia i inny punkt widzenia. Czytając o życiu Christie, starałam się oddzielić męczącą mnie warstwę poglądów od samej biografii, barwnej i ciekawej. Przemknęłam nad przeraźliwie wiktoriańskim dzieciństwem (oddawanie dzieci pod opiekę bogatej siostrze, szkoły z internatem, dziecko pod skrzydłami niani, widujące rodziców od czasu do czasu), na dłużej zatrzymałam się na podróżach ("a córkę oddamy mojej siostrze, to tylko 9 miesięcy"), prowadzonych jak na epokę przystało koleją, okrętami i wielbłądami. Temat samego pisania został potraktowany dość powierzchownie - autorka mogła pisać wszędzie, wszędzie znajdowała inspirację, była przeraźliwie skromna i nie szanowała specjalnie większości swoich książek. A szkoda, bo ten kawałek mnie dość interesował.

Przemęczyłam się czytając, i ze względu na sposób pisania (oraz w większości rozjechanie wspólnoty poglądów) oraz na gabaryt książki - prawie 500 stron dużego formatu. Mama mi pożyczyła, mogę z czystym sumieniem oddać, bo raczej nie będę do autobiografii wracać.

Inne tej autorki:

#52

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek maja 29, 2015

Link permanentny - Tagi: wielka-brytania, panie, biografia, 2015 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 2


J. K. Rowling - Harry Potter i czara ognia

Przyznam, że ten tom po raz pierwszy przeczytałam bez irytacji, a z ciekawością (mimo że wcześniej obejrzałam film[1]). Uczciwy kryminał, z podejrzanymi i intrygą i bardzo nagłym finałem.

Hogwart, rok czwarty. Pod koniec wakacji Harry z Wesleyami udaje się na mistrzostwa świata w quidditchu, impreza[2] się nie udaje specjalnie, bo zakapturzeni zwolennicy Voldemorta uprawiają zabawy w stylu Ku-Klux-Klanu, a do tego ktoś ze skradzionej różdżki Harry'ego wyświetla znak Czarnego Pana. W Hogwarcie natomiast nowość - przyjeżdżają delegaci z dwóch innych akademii magii, bo w ciągu całego roku będzie się odbywał Turniej Trójmagiczny. Mimo że uczestnicy muszę mieć co najmniej 17 lat oraz może być tylko jeden z każdej akademii, Harry jakimś cudem zostaje uczestnikiem, wbrew swojej woli. Oprócz tego sporo się dzieje w tle - Hagrid ma romans (i strzelające ogniem z odwłoka przerośnięte krewetki), Hermiona prowadząca społecznie akcję emancypacji skrzatów domowych nagle okazuje się (ku zaskoczeniu Rona) piękną dziewczyną z idealnym zgryzem, Harry zakochuje się w Cho, uroczym dziewczęciu z Hufflepuff, a z Hogwartu jakimś cudem wyciekają do prasy informacje.

[1] WTEM w roli gładysza uczestniczącego w turnieju sam Pattinson.

[2] W tym tomie widać już sporo konsekwencji w budowaniu świata - m. in. wyjaśnione jest, jak sprawić, żeby mugole nie odkryli czarodziejskich miejsc i nie zainterweniowali np. podczas kilkudziesięciotysięcznego spędu czarodziejów na stadionie.

Inne tej autorki tutaj.

#49

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maja 16, 2015

Link permanentny - Tagi: wielka-brytania, sf-f, panie, 2015 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 2


Agatha Christie - Zwierciadło pęka w odłamków stos

Z duetu Poirot Marple zdecydowanie wolę tego pierwszego; panna Marple jest klasistką, szowinistką i za wszystko, co złe w społeczeństwie, oskarża fakt, że kobiety nie siedzą w domach. Jestem w stanie wytrzymać jej manierę opowiadania historyjek o znajomych z przeszłości, o typach ludzkich, którzy kojarzą się jej z kimś zaplątanym w sprawę, ale narzekanie na służące nie przewracające materaców przy ścieleniu łóżek czy wyższość miotły nad odkurzaczem jest zwyczajnie słabe. Dodatkowo każda osoba oceniana jest przez pryzmat wyglądu - mężczyzna o brzydkiej, kanciastej głowie ma na pewno wysoki intelekt itp.

Dobra znajoma panny Marple sprzedała swój zabytkowy dwór znanej aktorce, budząc sensację w St Mary Mead. Niedługo potem, po przebudowie, aktorka wraz z mężem zaprosiła na przyjęcie charytatywne większość okolicznych notabli (oraz wspomnianą znajomą, poprzednią właścicielkę). Wtem na przyjęciu pada trup, mnóstwo świadków, ale nie wiadomo, kto mógł zabić, a pikanterii dodaje fakt, że prawdopodobnie denatka wypiła drink przeznaczony dla aktorki i nie wiadomo, czy to nie ta ostatnia miała być ofiarą. Panna Marple, wprawdzie nieobecna na przyjęciu ze względu na słabe zdrowie, z nudów (bo nie może pracować w ogrodzie ani się przemęczać) i na polecenie zaprzyjaźnionego lekarza zaczyna z kawałków ludzkich opowieści składać historię. Inspektor Scotland Yardu przyjeżdża do niej skwapliwie po poradę, bo ploteczki starszej pani mają większą wagę niż na przykład przeglądanie zdjęć z miejsca zbrodni (na przyjęciu była fotografka, ale dopiero w połowie sprawy zostaje przesłuchana i pokazuje jedno z kilkudziesięciu zdjęć, jakie zrobiła na przyjęciu, co policji wystarcza zupełnie).

Dodatkowo, czytając książki z lat 60., widać, jak poważne skutki ma obśmiewana wielokrotnie polityczna poprawność. Określenia, które wtedy były na porządku dziennym - np. dziecko, które urodziło się z uszkodzeniem mózgu, jest bez oporów nazywane również w prasie imbecylem, debilem, idiotą - dzisiaj są co najmniej niewygodne. I dobrze.

#48/#7

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maja 14, 2015

Link permanentny - Tagi: wielka-brytania, panie, kryminał, 2015 - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Komentarzy: 1


J. K. Rowling - Harry Potter i więzień Azkabanu

Trzeci rok Harry'ego w Hogwarcie zaczyna się ucieczki od Dursleyów po nadmuchaniu ich ciotki. Należało się jej (wspominałam, że źli są absurdalnie źli i głupi?). Nie tylko Harry ucieka - zwiewa też tytułowy więzień z magicznego więzienia, Syriusz Black, niegdyś przyjaciel rodziców Pottera i jego ojciec chrzestny. Ponieważ został oskarżony o współudział w zamordowaniu przyjaciół (oraz kilkunastu innych osób), wszyscy dedukują, że idzie po ocalałego nastolatka. Hogwart zostaje objęty specjalną ochroną, a zwłaszcza Harry, który dostaje szlaban na wychodzenie po zmroku. Oczywiście zakaz ignoruje, za pomocą Mapy Huncwotów wymyka się do pobliskiej wsi, czasem coś podsłucha w pelerynie, czasem zostaje napadnięty przez złowrogich Dementorów - strażników więziennych, obstawiających Hogwart. Osią akcji - poza ucieczką Blacka - jest ratowanie Hardodzioba, magicznego stwora, pół konia, pół orła, maskotki Hagrida, która miała pecha naruszyć cieleśnie Draco Malfoya (oczywiście z winy tego ostatniego, bo czy wspomniałam, że źli są absurdalnie źli i głupi?).

Tym razem najpierw obejrzałam ekranizację, podczas której z trudem znalazłam sens. Rozpaczliwie brakuje połowy wątków - np. powodu konfliktu o Krzywołapa między Ronem a Hermioną (w filmie jest dosłownie jedna scena, na której widać nieagresywnego kota, po czym wtem zostaje oskarżony o konsumpcję Ronowego szczura).

Inne tej autorki tutaj.

#47

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maja 11, 2015

Link permanentny - Tagi: wielka-brytania, sf-f, panie, 2015 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 2


Helena Sekuła - Piąta barwa asa

Mecz Polska-Walia[1] w Cardiff (stąd wiadomo, że clou akcji ma miejsce w marcu 1978 roku), cała męska populacja przed telewizorami, a tu prokuratora wzywają do zwłok, sztuk dwie, z czego jedna okazuje się być pijana w trupa[2], ale druga jednak jest nieżywa permanentnie. Tak naprawdę śledztwo tutaj nie jest jednak prowadzone przez milicję po odkryciu morderstwa, tylko wcześniej, przez 18-letnią Dorotę, córkę państwa profesorstwa. Dorota odkrywa, że cwaniaczek, odwiedzający jej elegancką mamę, jest szantażystą, który przed laty był alfonsem matki w ciężkich powojennych czasach. Nobliwa pani profesorowa, aktualnie przełożona pielęgniarek, była znana w Szczecinie jako Perła, wysokiej klasy, ale jednak kurtyzana. Dziewczyna chce poznać prawdę i zneutralizować gang, żeby chronić matkę; ojciec przez większą część akcji jest "na placówce" za granicą. Przestępcy zmuszają matkę do firmowania zakupu samochodu (który zostaje użyty do przestępstwa, co zwiększa zainteresowanie prokuratora) oraz do przyjęcia pod dach pięknego plastyka, który dzierga etykiety na wódkę w lokalnym oddziale Polmosu. I nie tylko.

Młoda jest egzaltowana, prowadzi ze sobą monologi o Bogu, Lucyferze, cytuje Baczyńskiego, filozofuje, ale jak przychodzi co do czego, nie waha się sprzedać Longinesa przywiezionego przez ojca z Bazylei, żeby mieć środki na uzyskanie informacji (i elegancką sukienkę z komisu). Śledzi członków szajki, szybką ucząc się złodziejskiej gwary, włamuje się do biurka podejrzanego lokatora, prowokuje (również głębokim dekoltem) i doprowadza do wielu aktów przemocy, na szczęście skierowanych głównie pod adresem bandy.

To dość dziwna historia, mocno osadzona w powojennej przeszłości, relacjonowana z punktu widzenia kilku osób - młodego prokuratora[3], nastoletniej Doroty, jej matki i członka bandy, gładkolicego plastyka o brzydkim charakterze.

Autorka ma niezłe rozeznanie w warszawskich lokalach: "Kameralna" na Rakowieckiej, "Rybkol" na Puławskiej, "Bar pod dwójką" przy placu Unii. Wie też, że wprawdzie panowie w dowolnym stadium upojenia wszędzie są mile widziani, tak panie - niekoniecznie.



Kelner także zapamiętał tę kobietę, zażądała coś do jedzenia i setkę wódki. Podał — jedzenia nawet nie tknęła. Było około dziewiątej, o tej porze goście, prawie sami mężczyźni, byli już — z nielicznymi wyjątkami — mocno podpici; samotna kobieta nie powinna w takich barach pić wódki, bo zaraz skoncentruje na sobie uwagę mężczyzn. Szczególną uwagę. Więc wzbudziła zainteresowanie niemal natychmiast, tym bardziej że nie była stara — bardzo ładna i doskonale ubrana. Drażniła innością. W tym barze kobiety pijące samotnie mają wulgarne, wyniszczone twarze, wyzywający makijaż, od razu widać, kto zacz, a ta? Nie sprawiała wrażenia ani alkoholiczki, ani prostytutki. Więc kim była, dlaczego prowokowała tą setką czystej wódki?

Elementem burżuazyjnym (poza piękną willą profesorostwa i brylantem na palcu matki) jest gosposia, Aniela; utrzymuje cały dom w porządku, gotuje i zajmuje się Dorotą pod wieczną nieobecność rodziców, czasem tylko przeszukując - z troski - jej pokój. Taki element osadzający w prozie ("Aniela skomentowała to na swój praktyczny sposób: imieniny się udały, nikt nie ściągnął serwisu na podłogę, nie wysmarował dywanu majonezem i nie zarzygał łazienki").

Się pali: zagraniczne "Caporale" lub papierosy bułgarskie. Się nie je, nawet huczne przyjęcie imieninowe jest opisane enigmatycznie (chociaż wiadomo, że był majonez).

[1] 2:0.

[2] Cucenie pijaka odbywa się w ten sposób, że na zmianę się podstawia pod nos amoniak, a potem naciera kark zimną wodą i tak przez godzinę.

[3] Milicja występuje głównie zadaniowo - odpytują na miejscu czy rzucają bonmotami:



(...) Dostał w kark, potem bykiem w brzuch, i wtedy upadł.
— Mówili coś? — zapytał milicjant.
— Tak… ty skurwysynu — skrzywił się nasz lokator.
— Zwięźle — mruknął plutonowy. — Nic więcej?

Inne tej autorki tutaj.

#46

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maja 7, 2015

Link permanentny - Tagi: polska, panie, kryminał, 2015 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 2


Monika Szwaja - Romans na receptę/Anioł w kapeluszu

Ze Szwają mam tak, jak z jedzeniem truskawek prosto z grządki. Są słodkie, pyszne, ale piach czasem zgrzyta w zębach i nie zastąpią sensownego posiłku na dłuższą metę. Książki czyta się świetnie, typowa lektura leżaczkowa, dowcipna, celna, ale ze względu na pojawiające się co jakiś czas idiotyzmy, powtarzalne wątki czy papierowość bohaterów (dobrzy są doskonali, źli, zwykle bogaci - mimo przebłysków - nie rokują) nie jestem w stanie traktować jej poważnie.

W "Romansie na receptę" 48-letnia Eulalia, zwana Lalą, redaktorka z telewizji, nagle odkrywa, że jej dzieci, bliźnięta, dorosły i wyprowadzają się z domu rodzinnego na studia. Samotność, depresja i smutek. Znajomy (i znany z poprzednich tomów psychiatra Grzegorz) niedwuznacznie sugeruje, że przydałoby się jej własne życie osobiste, mile widziane miłosne. Do stanów depresyjnych (i potencjalnego klimakterium, co życzliwie sugerują jej znajomi współpracownicy) dołącza najazd Hunów na jej dom: rodzice (cichy ojciec oraz matka, która jej serdecznie nie lubi, kocha za to idiotyczną szwagierkę), 10-letnie zarozumiałe dziecko szwagierki, którym rodzice się mają opiekować i - po pewnym czasie - sama szwagierka, ponieważ w tym czasie zaplanowała sobie remont[1]. Do tego dochodzą wpadające okazjonalnie w przerwach między wojażami i dzieci i wyrzucona z domu para ich znajomych - dziewczyna w niespodziewanej ciąży z niesłownym docentem i jej chłopak, co ją chce mimo nieswojego dziecka. Mimo zamieszania udaje się jej zrealizować fajny reportaż o górach, wyjechać w parę miejsc, dokonać akcji sabotującej dobrobyt niesłownego naukowca oraz poznać niesympatycznego pana, który z czasem okazuje się - jak to w romansie - nader sympatyczny. W tle dużo zachwytów nad Karkonoszami i ludźmi tam żyjącymi.

[1] Nie, nie rozumiem, czemu Lala zgodziła się na opiekę nad siostrzenicą u siebie w domu mimo pracy zawodowej i wyjazdów. Od biedy rozumiem, czemu rodzice Lali musieli mieszkać u niej w domu, żeby opiekować się wnuczką, chociaż funkcjonalnie nie wiem, co za różnica. Nie, nie rozumiem, czemu szwagierka po powrocie z wojaży nie mogła zamieszkać w pustym mieszkaniu swoich teściów, którzy mieszkali u Lali albo wręcz czemu teściowie nie wrócili do domu, pozwalając się szwagierce zająć swoją rodzoną córką.

Tytułowy "Anioł w kapeluszu" to emerytowana profesor psychologii, Jaśmina. Nagle umarł jej ukochany mąż, niedługo potem odeszła wieloletnia gosposia, dzieci rozjechały się po świecie, umarła staruszka-matka, samotność więc dopadła ją na wielu frontach. Po odwiedzinach u lekarza z sugestią depresji przeprowadza się z Warszawy do rodzinnego Szczecina, wyrzuca garsonki, kupuje luźne długie suknie i kapelusze i zaczyna żyć dla siebie. Ponieważ - nietypowo - akcje jest wielowątkowa, historia Jaśminy przeplata się z innymi historiami: nastoletniego Jonasza z rodzicami-karierowiczami[2], którzy niszczą syna w imię jego dobra, doprowadzając go do załamania nerwowego, Mirandy - studentki polonistyki, mieszkającej kątem u znanej z poprzednich tomów pani Lili, charakteryzatorki teatralnej - również w depresji po ciąży surogackiej. Jonasz, który uciekł z domu, ostatecznie trafia do domu Jaśminy, gdzie z pomocą przyjaciół (eleganckiego kloszarda Mirona, który okazuje się eks-milionerem, Mirandy i znajomych nauczycieli) wychodzi na ludzi[3]. W tle zachwyt przyrodą i spokojnym życiem.

[2] Jakkolwiek rozumiem założenia książki, tak postaci rodziców, którzy - mimo zaginięcia jedynego dziecka - bez wahania jadą na wycieczkę do Chin, bo opłacona, zostawiając na gospodarstwie płatną pomoc domową, jakby się bachor znalazł, są nawet nie z kartonu, tylko z płyty paździerzowej strugane.

[3] Wychodzi na ludzi za pomocą domu z ogrodem, książek, sympatycznej eks-policyjnej psicy Maszy oraz ad hoc zrealizowanej edukacji waldorfskiej, o której kilka słów się pojawia w książce.

Inne tej autorki tu.

#43-44

Napisane przez Zuzanka w dniu środa kwietnia 29, 2015

Link permanentny - Tagi: polska, panie, beletrystyka, 2015 - Kategoria: Czytam - Skomentuj