Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Informacje dla niemcy

Berlin - Altes Museum

[1.07.201]

Bilety do Altes Museum kupiłam z wyprzedzeniem, ale w przeciwieństwie do zimowego doświadczenia z Pergamonem, nie było w ogóle kolejki. Muzeum to piękny, monumentalny budynek tuż obok równie pięknego i monumentalnego budynku Berliner Dom, nie sposób nie trafić. W środku chłód i - jeśli nie myśli się o tym, że wszystkie eksponaty powinny wrócić do krajów pochodzenia - ogromna dawka starożytności. Majutowi najbardziej podobała się biżuteria i wyrywki mitów greckich, serwowane przeze jako komentarz głosowy dla pieczołowicie malowanych tarcz z czarnofigurowymi historiami.

GALERIA ZDJĘĆ.

Garść adresów restauracji:

  • Ach! Nico Ach! - restauracja grecka, Kurfürstendamm 97-98. Błyskawiczna obsługa, porcje powyżej moich możliwości (a greckie mogę w każdych ilościach).
  • Tugra - restauracja turecka, Kurfürstendamm 96. Dłużej się czeka, ale bardzo familijna atmosfera.
  • Vapiano - bistro włoskie, Mittelstraße 51-52. Trochę z przypadku - chcieliśmy coś małego przed podróżą i żeby długo nie czekać; na wejściu dostaje się kartę, którą się zamawia przy stoiskach (pizza, sałatki, kawa, słodycze), a przy wyjściu płaci. Fantastyczne podwórko tuż obok Unter den Linden, ale raczej nie pierwszy wybór, żeby zjeść coś dobrze po włosku.
  • Cafe Bilderbuch - kawiarnia śniadaniowa, Akazienstraße 28. W niedzielę śniadaniowe bufety, w pozostałe dni śniadania z karty (dużo!). Również piękne podwórko.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpnia 6, 2018

Link permanentny - Tagi: niemcy, berlin - Kategorie: Listy spod róży, Maja, Fotografia+ - Skomentuj


Berlin - Funkturm

[31.07.2018]

Rzutem na taśmę[1] udało się wjechać[2] na wieżę widokową Funkturm (na wysokość 125 metrów), absolutnie przypominającą wieżę Eiffela. Na górze są dwa tarasy - jeden oszklony, ale z dość sensownie umieszczonym oknami, pozwalającymi na robienie zdjęć, drugi osiatkowany, przez co zdjęcia można robić dowolnie, ale potrafi rzetelnie wiać (niektórym spódniczka uniosła się jak Marylin Monroe i byli obrażeni, że zła matka się śmieje). W wieży na niższym poziomie jest restauracja, wjazd jest nieco tańszy niż na platformę.

GALERIA ZDJĘĆ.

[1] ponieważ od 2 lipca jest zamknięta z powodu remontu, warto sprawdzić przed wizytą, czy jest ponownie otwarta. Dodatkowo taras widokowy bywa zamknięty przy silnych wiatrach.

[2] Jako alternatywę miałam w zapasie wspinanie się na 270 (chociaż niektóre źródła podają 285) stopni Kolumny Zwycięstwa, ale przeczołgana przez zoo rodzina odmówiła.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpnia 4, 2018

Link permanentny - Tagi: niemcy, berlin - Kategorie: Listy spod róży, Maja, Fotografia+ - Skomentuj


Tierpark Berlin

[30.06.2018]

Jeśli planujecie wizytę w Zoo Tierpark, ważne są dwie rzeczy: to jest zupełnie inny ogród zoologiczny niż Zoo Berlin (z Akwarium), o czym warto pamiętać kupując bilety[1], jeśli się nie ma chęci zwiedzić obydwu tego samego dnia oraz że bynajmniej nie mieści się w Tiergarten (na co nabrała się wcześniej yours truly, nie mogąc zlokalizować ogrodu w centrum). W przeciwieństwie do dość kompaktowego Zoo Berlin, Tierpark przypomina obszerne poznańskie Nowe Zoo, z dużą powierzchnią, lasami i darmową kolejką jeżdżącą co 40 minut dookoła zoo (dość zatłoczoną). Maj był rozczarowany, bo trafiliśmy akurat na remont pawilonu drapieżników i nie udało się zobaczyć białego tygrysa (warto wrócić w 2019). Do zoo są dwa wejścia, przy obu są parkingi (4 euro bez względu na czas, a czasu można sporo spędzić[2]), znacznie fajniejsze jest to przy zamku, bo wchodzi się przez pawilon z krokodylami do francuskich zadbanych ogrodów. Nie wiem, czy jest coś w samym zamku, bo zaczęliśmy od drugiego wejścia i po dotarciu na koniec byliśmy nadzwyczaj złachani. Najlepsza zagroda: lemury katta, biegające z młodymi na plecach. Najlepszy pokaz: karmienie słoni jabłkami z rozkosznym słoniątkiem, które przy okazji nurkowało i świetnie się bawiło oraz słoniem leniwym, który ograniczał się do emitowania pomarańczowego gardła i znaczącego wskazywaniem trąbą na otwór, w którym można zdeponować pożywienie. Karmienie pingwinów też było sympatyczne, ale bez rewelacji.

GALERIA ZDJĘĆ

[1] Bilety można kupić on-line[3], ale w czerwcową sobotę nie było żadnej kolejki przy kasach. Ceny takie same przy obu opcjach (dość słone, aczkolwiek korzystniejsze dla dużych rodzin).

[2] Tym bardziej można zaplanować cały dzień, że restauracja w zoo (Patagona) to przyzwoite marche ze sporym wyborem świeżych dań, a nie jakichś odgrzewańców z mikrofali.

[3] Bilety kupuję na tiqets.com, pewnie można w innych miejscach, ale tu nie miałam nigdy problemu z pokazaniem kodu w telefonie.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipca 31, 2018

Link permanentny - Tagi: ogrod-zoologiczny, niemcy, berlin - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Skomentuj


O tym, że jest ciepło, choć niby zimno (4/4)

[04.05.2018]

Jest po 15:30 (tak, patrząc na różnicę między datami wtedy i dziś, minęło mnóstwo "po 15:30"), więc obiecana bułka ze śledziem. Zwykle bywało kilka rodzajów, ale po zadaniu standardowego pytania "Welche ist besser?[1]" wybierałam opcję bardziej kwaśną (pikle, cebulka, sałata, ogórek).

Ogród botaniczny (Usedoms Botanischer Garten Mellenthin), chociaż na pierwszy rzut oka wyglądał jak działeczka przyklejona do pobliskiej restauracji, okazał się ogromną przestrzenią, podzieloną na 14 ogrodów tematycznych. Początek ciepłego maja oznaczał kwitnące tulipany, rododendrony, drzewka owocowe i inne drobne kolorowe kwiatki. Miłe miejsce na spokojny spacer, tak na okrągłą godzinę, zwłaszcza że co jakiś czas dostępna jest ławeczka czy altanka. Wzbudziłam dziką radość dziecka, kiedy spróbowałam dotknąć wygrzewającego się i nieruchliwego zaskrońca, który nagle okazał się nadzwyczaj ruchliwy, powodując moje podskoki i krzyki (“mamo, a pokaż jeszcze raz, jak się przestraszasz”). Przed wejściem do ogrodu stoi klatka z puchatymi królikami i kurami.

Tuż obok ogrodu botanicznego znajduje się zdecydowanie jedno z ciekawszych miejsc w okolicy - otoczony fosą XVI-wieczny zamek (Wasserschloss Mellenthin). Żeby wjechać do środka, należy przejść przez rogatkę, gdzie uiszcza się opłatę 1 euro od wchodzącego; co jest miłe, koszt wejścia można odliczyć sobie od kawiarnianego rachunku. W zamku mieści się hotel, więc zwiedzanie jest ograniczone, można natomiast zjeść coś w zamkowej restauracji[2] i pokręcić się po ogrodzie na wyspie dookoła zamku. Hitem ogrodu okazała się samobieżna kosiarka Husqvarna, za którą Maj podążał, bo byliśmy ciekawi, czy nie zgrzmoci się do fosy. Nie zgrzmociła się, ale w pewnym momencie po podjechaniu do brzegu zaczęła błyskać kontrolkami i zawodzić rozpaczliwie. TŻ przestawił ją jak niezgrabnego żółwia przodem do ogrodu, ale nie pomogło. Polska przeprasza za nienaprawienie kosiarki.

Mikrokościół na wzgórzu obok zamku, otwierany do zwiedzania, jak ktoś akurat jest

Zoo w Bansin (Tropenzoo Bansin) reklamowane jest jako najmniejszy ogród zoologiczny Niemiec i hm, jakby to powiedzieć, użycie określenia “zoo” jest sporym nadużyciem. W zasadzie to średniej wielkości podwórko, na którym stoi kilkanaście niewielkich klatek, zaś w środku budynku jest kilkanaście terrariów. O pomstę do nieba wołają “polskie” opisy pod niemieckimi i łacińskimi, ewidentnie zarobił tu tłumacz automatyczny, który nie zrobił dobrej roboty. Kilka sympatycznych małpek, papuga udająca telefon i gady w akwariach, ale to wszystko; jeśli ma być to cel podróży, a nie krótki przystanek podczas spaceru - nie warto. Zdecydowanie większą przyjemność miałam z kanapki ze śledziem i plaży w Bansin, gdzie tak samo ładnie jak we wszystkich nadmorskich miasteczkach (zdecydowanie nagroda należy się pomysłodawcy postawienia tablic z nazwą miejscowości na końcu mola, bo przynajmniej wiadomo, która to plaża).

GALERIA ZDJĘĆ.

Adresy:

[1] Uczyłam się niemieckiego równe 6 lat, ale ponad 20 lat temu, więc jak się rozkręcę, to nawet wygłaszam zrozumiałe dla rozmówcy zdania i często rozumiem odpowiedź, chyba że nie, a wtedy przechodzę na angielski.

[2] Gotówka i karta EC, zupełnie nie dziwi w przypadku Niemiec.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipca 4, 2018

Link permanentny - Tagi: ogrod-zoologiczny, mellenthin, bansin, uznam, niemcy, ahlbeck - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Skomentuj


O tym, że Bad w nazwach jest nie bez przyczyny (3/4)

[03.05.2018]

Moje dziecko, mimo że zodiakalna Panna, jest wodnikiem bądź syreną - uwielbia się moczyć i nie ma opcji, że omijamy jakikolwiek basen. Rozczarowane temperaturą Bałtyku (dzieci są wytrzymałe, ale jednak nie na tyle, żeby w maju wejść do lodowatej wody) zdecydowanie lobbowało za ciepłym. A że pojechaliśmy w tereny kąpielisk, Ostseetherme okazały się idealne również dla mnie, nieco zmęczonej intensywnością ostatnich dni. Termy mieszczą się w Heringsdorfie (zwanym Sledziowem) i tuż obok mają wieżę widokową (za marne euro od osoby).

PS Dementuję plotki, jakobym się zdrzemnęła w termach na leżaku, kiedy reszta rodziny pływała i była w łaźni parowej. Czytałam i może na chwilę przymknęłam oko.

GALERIA ZDJĘĆ.

Świnoujście niestety z braku czasu i ogarnięcia nie dostało wystarczającej uwagi, a szkoda. Skupiona głównie na opcji niemieckiej, po stronie polskiej bywałam popołudniami, przy okazji spożywczej. Przepiękna plaża, wiatrak na końcu falochronu, spacer wzdłuż Świny koło fortów, Park Zdrojowy, promenada wzdłuż plaży - i to by było na tyle. Podjęłam nawet heroiczną próbę obejrzenia o poranku kościoła z zawieszoną pod sufitem korwetą (o poranku, bo tylko ja miewam ataki alergii, reszta śpi), ale poszłam do innego kościoła (nie mam nic na swoje usprawiedliwienie) i nic nie zobaczyłam. Podobnie wyszło z próbą dotarcia do kawiarni z punktem widokowym na wieży dawnego kościoła luterańskiego - młodzież zobaczyła plac zabaw, a potem jednak wszyscy uznali, że są głodni. I tak, o.

GALERIA ZDJĘĆ.

Restauracje:

  • San Francisco Cafe & Restaurant, Uzdrowiskowa 16 - ryby i kuchnia europejska
  • Cafe Amsterdam - Uzdrowiskowa 12 - śniadania
  • Czuć miętą - Uzdrowiskowa 20 - lody i gofry

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwca 3, 2018

Link permanentny - Tagi: heringsdorf, uznam, swinoujscie, niemcy - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Komentarzy: 2


O tym, że czasem bywa zamknięte (2/4)

[02.05.2018]

Do Pennemünde, leżącego na północy wyspy Uznam, pojechaliśmy głównie po to, żeby wejść na łódź podwodną. Luźno też planowaliśmy zwiedzanie muzeum Historyczno-Technicznego, mieszczącego się w starej elektrowni. Na miejscu okazało się, że radziecki okręt podwodny z lat sześćdziesiątych, zwany Juliett, aktualnie ma przerwę techniczną i nie można na niego wejść, zaś samo ogromne muzeum II wojny światowej, zimnej wojny i podboju kosmosu zostało oprotestowane przez młodzież, której niebacznie zdradziłam, że następną atrakcją jest farma motyli. Rookie mistake, nie powtarzajcie tego błędu. Obejrzeliśmy łódź z zewnątrz po konsultacjach z sympatycznym panem ze sklepiku z pamiątkami, z którym usiłowałam konwersować moją podłą niemczyzną, po czym - nauczeni doświadczeniem - skorzystaliśmy z lokalnej gastronomii, ponieważ śniadanie się zdążyło przez 35 minut podróży strawić i wszyscy stwierdzili, że są głodni. Lokalna gastronomia jest niedroga, mieści się albo na stateczkach albo w budach opodal i ma absolutnie obłędnego śledzia w bułce (inni wybrali curry wursta albo frytki). Po drugiej stronie portu, w którym można spędzić sporo czasu, kręcąc się dookoła stojących łodzi (pąkle! są oblepione przez pąkle!), jest malutkie Muzeum Morskie z modelami statków, zabawkami i makietami oraz radzieckim okrętem do zwiedzania. Okręt z jednej strony czekającą na motyle marudę zachwycił, z drugiej nieco przestraszył, bo ciasno, ciemno i mnóstwo zakamarków. Zdecydowanie warto na dłużej (i nie mówić młodzieży, co potem).

Więcej: Muzeum Historyczno Techniczne - niestety, strona teoretycznie po polsku, ale tłumaczona chyba autotranslatorem; łódź podwodna. Tu pierwszy raz natknęliśmy się na parkowanie z plakietką - trzeba kupić na stacji benzynowej niebieski kartonik z "zegarem" i można parkować darmo w ramach dozwolonego limitu (więcej na dole strony). Nie zsynchronizowałam tego zakupowo, więc - jak zwierzęta - wrzucaliśmy nieekonomicznie euro do parkomatu.

W Trassenheide główną atrakcją jest wprawdzie Dom na głowie, ale z lenistwa (to miał być leniwy wyjazd, dużo siedzenia na plaży i patrzenia w horyzont, tak?) i ze względu na młodzież wybraliśmy farmę motyli. Przemiłe miejsce o tropikalnym klimacie (wilgotno, gorąco, duszno), umieszczone w dużej hali, pełne zieleni, egzotycznych kwiatów i latających swobodnie motyli. Nieco chłodniej jest na wystawie owadów - w gablotkach setki egzemplarzy - i w insektarium, gdzie w akwariach są żywe owady (również pająki, brr) i gady. Cena biletu jest dość słona, ale w ramach opłaty można odwiedzić placówki w innych miastach: Świat Minerałów w Heringsdorfie i Galerię Szkła w Zinnowitz.

Więcej: strona farmy, Wiesenweg 5, Trassenheide.

Zinnowitz to kurort letni, z piękną (prawie 3 kilometrową) piaszczystą plażą. Przy ponad 300-metrowym molo można zjechać pod wodę w podwodnej gondoli - sporym pomieszczeniu w stylu kawiarni, które całkowicie zanurza się pod wodę. Teoretycznie podczas zanurzenia ogląda się podwodne życie Morza Bałtyckiego (zwanego tu Ostsee, Morzem Wschodnim), ale w praktyce widać tylko zielonkawą, mętną wodę. Podobno w słoneczny letni dzień widać coś więcej, niestety w nieco pochmurne majowe popołudnie nie było widać zupełnie nic, aczkolwiek absurdalnie i tak jest to emocjonujące. Całość trwa ok. 40 minut, sympatyczny przewodnik opowiada cudności, niestety tylko po niemiecku, oraz - ponieważ niewiele widać - odbywa się krótki seans filmu 3D o tym, co można by zobaczyć pod powierzchnią Bałtyku, gdyby było jaśniej i woda mniej mętna (oczywiście również po niemiecku). Poza tym Zinnowitz wygląda jak wszystkie nadmorskie, śliczne miasteczka - promenada, kosze, plaża, muszelki. Nie zostaliśmy na obiad, chociaż parę restauracji było zachęcające, bo zlokalizowaliśmy w Heringsdorfie uroczą restaurację hinduską (niestety nie mogę jej zlokalizować w internecie, w każdym razie jest przy przelotówce).

Strony i adresy:

GALERIA ZDJEĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa maja 23, 2018

Link permanentny - Tagi: heringsdorf, zinnowitz, trassenheide, peenemuende, uznam, niemcy - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Komentarzy: 3