Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Informacje dla 2018

Evzen Bocek - Arystokratka na koniu

Z przykrością muszę stwierdzić, że nie jestem w stanie streścić fabuły tego "odcinka", bo trudno tę książczynę nazwać częścią cyklu (57 minut czasu lektury na kindlu). W środku opisane są wakacje 1997, podczas których w zamku Kostka: Maria udziela wywiadu plotkarskiej gazecie po głodówce, prozaku i orzechówce, ale wywiad się nie ukazuje, bo książę Szwarzenberg zakochał się w striptizerce, senior Kostka nie płaci nikomu pensji, bo chce mieć pieniądze dla siebie, pojawia się sklerotyczna babcia Kostka, umiera księżna Diana, więc matka Marii jest w żałobie. Trafiłam gdzieś na określenie "sitcom" i to chyba dobrze oddaje jakość wydawnictwa - powtarzalne gagi, sytuacja od początku do końca fabuły nie ulega zmianie, codziennie rano nowy odcinek, w którym bohaterowie wymazali zdarzenia dnia poprzedniego, brakuje tylko śmiechu w tle.

Inne tego autora tutaj.

#12

Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 14, 2018

Link permanentny - Tagi: panowie, czechy, beletrystyka, 2018 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 2


Jakub Żulczyk - Ślepnąc od świateł

Jacek jest człowiekiem kulturalnym, obeznanym ze sztuką, małomównym, ale dużo myślącym. Budzi zaufanie, a to się przydaje w jego fachu - trzeba mieć zaufanie do dilera narkotyków dobrej jakości. Dzień pracy rozpoczyna się wieczorem, bo wtedy rusza ta prawdziwa Warszawa: celebryci rozpoczynają imprezy, kreatywni z wielkich agencji oddychają po kolejnym dniu i muszą rozładować napięcie, znudzone bogate panie domu potrzebują chwili wytchnienia od swojego pustego życia. A Jacek tylko przejeżdża swoim anonimowym, dyskretnym samochodem, nie ocenia, czasem pójdzie na rękę i pozwoli na mały kredyt. Tak się buduje markę. I do pewnego momentu ten cały układ działa - bezpieczna anonimowość, brak innych związków niż handlowe, wsparcie narkotykowej mafii i rosnące zapasy gotówki, która pozwala na opuszczenie tego pustego świata w chwili, kiedy się już praca znudzi. Jacek planuje kilka tygodni w Argentynie, zamierza jeszcze tylko załatwić kilka interesów, zanim wskoczy na pokład samolotu, bo czas przed Bożym Narodzeniem to czas owocny w tym biznesie. Problem w tym, że sytuacja się komplikuje, nagle pojawia się była dziewczyna, która - mimo że okazała się suką - jednak ciągle coś dla Jacka znaczy. Nagle jeden z biznesów nie idzie tak jak trzeba, a krnąbrny dłużnik nie ulega perswazji tak jak powinien.

6 dni, podczas których wpadasz w coraz głębszą studnię, grzęźniesz razem z bohaterem, zaczyna do Ciebie docierać, że Jacek może do końca nie jest tym dżentelmenem-detalistą, za jakiego się podaje; brak snu, coraz większe problemy, zaczynasz się zastanawiać, czy dowieziesz bohatera na lotnisko. Mocna, gęsta proza na gorączkę (doskonale wchodzi przy ponad 38°C). Może irytować maniera wkładania w prozę faz deliryczno-onirycznych, ale - jak wspomniałam - człowiek z podwyższoną temperaturą jakoś to akceptuje; znacznie mniej akceptuje obraz świata, brudnego, bez wyjścia, gdzie można tylko zejść na dno, gdzie każdy jest bandytą lub dziwką. Najgorsze w tym wszystkim jest miasto - gnijące, aktywujące się nocą, nie do opanowania. W warstwie językowej - świetna książka, pół internetu obsiane jest cytatami; podziwiasz bohatera, doceniasz jego erudycję, tyle że w pewnym momencie łapiesz się na tym, że to wszystko lukier, a pod spodem pozostaje sam brutalizm mafijnych porachunków, o którym autor wie zaskakująco wiarygodnie dużo.

#11

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota luty 10, 2018

Link permanentny - Tagi: polska, panowie, beletrystyka, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Kamil Fejfer - Zawód. Opowieść o pracy w Polsce. To o nas

Wielką fanką ironiczno-depresyjnego profilu Magazynu Porażka na Facebooku będąc, nastawiłam się chyba na coś innego niż 10 felietonów o tym, że w zasadzie wszędzie w Polsce jest kijowo pracować. Owszem, jest coś złowrogo nie tak, że pracownik naukowy z dorobkiem zarabia mniej kasjerka w markecie (i równie złowrogie jest to, że za ciężką pracę kasjerki również nie ma sensownego wynagrodzenia, które pozwala zasypiać bez strachu i mieć oszczędności), że udawanie etatu przez umowę-zlecenie bądź jednoosobowądziałanośćgospodarczą nie jest chronione prawem pracy (#BTDT, dwie niezapłacone faktury), a celem korporacji jest wyżęcie z pracownika wszystkiego, co wymagane, mamiąc go wizją awansu i kartą Benefit. No jest źle. Niestety, nie ma recepty na to (poza wyjazdem za granicę, gdzie z kolei nikt człowieka nie tytułuje kierownikiem i nie ma kolegów czy rodziny). Nie jest to lektura na depresję, na rosnący licznik odrzuconych (lub - gorzej - pozostawionych bez odpowiedzi) cefałek, niestety, nie jest to lektura na żaden stan ducha, tylko smutny signum temporis.

#10

Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 7, 2018

Link permanentny - Tagi: polska, panowie, felietony, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Carl Zafon Ruiz - Więzień nieba

Przedświąteczny kryzys 1957 roku daje się we znaki w księgarni Sempere i Syn, co motywuje ojca do wstawienia na wystawę świątecznej szopki w celu przyciągnięcia klienteli. Efekt zostaje osiągnięty, aczkolwiek oprócz klientów właściwych pojawia się tajemniczy starzec bez ręki, który dokonuje zakupu nietypowego prezentu dla... Fermína Romero de Torres. Akcja rozdziela się na dwa tory: współcześnie Daniel Sempere, aktualnie młody ojciec, śledzi dziwnego mężczyznę, próbując zapobiec problemom w życiu przyjaciela, który właśnie się dowiedział, że będzie ojcem, a na dniach ma zostać młodym małżonkiem; jednocześnie Fermín rozpoczyna wreszcie swoją opowieść o przeszłości, której unikał od lat. Historia wydarzeń z 1939 roku, kiedy to Fermín został osadzony w więzieniu Montjuic i poznał Davida Martina (bohatera "Gry Anioła"), wyjaśnia tajemnicę nagłej śmierci matki Davida, Isabelle (asystentki Martina) oraz ujawnia trochę przeszłości samego Fermína.

Mimo mrocznej tematyki - więzienia w żadnym chyba systemie politycznym, a już zdecydowanie we frankistowskiej Hiszpanii - nie są tematem lekkim, książka to kopalnia pysznych dialogów (bo nie tylko Fermín jest człowiekiem złotoustym, bez względu na mizerię sytuacji); są szlachetni przestępcy i równie szlachetne damy negocjowalnego afektu, bandytami okazują się za to ludzie na stanowiskach. Epizodycznie pojawia się Cmentarz Zapomnianych Książek.

Niestety, ten tom ma kilka wad - absurdalnie największą z nich jest mikra objętość. Zanim akcja w ogóle zdążyła się rozkręcić - koniec (zgaduję, że to kamyk pod kolejną część, ale zdecydowanie dynamika na tym traci). Część wątków pozostaje nierozwiązana (np. dokąd Bea wybierała się, skoro nie na spotkanie z byłym narzeczonym), kolejne są skwitowane jednym prawie że zdaniem (co się stało z Martinem i jego wieloletnim prześladowcą). Irytację budzi przejście Davida i Bei ze stanu radosnego zakochania do siermiężności życia małżeńskiego, w którym ona dba o dom i dziecko, a on siedzi w pracy, wracając czasem nad ranem, bo akurat ma męskie sprawy przy alkoholu.

Inne tego autora tutaj.

#9

Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 7, 2018

Link permanentny - Tagi: panowie, hiszpania, beletrystyka, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Stanisław Lem - Kongres futurologiczny

Sama fabuła opowiadania nie jest skomplikowana - Ijon Tichy uczestniczy w Kongresie Futurologicznym na fikcyjnej Costaricanie; sytuacja świata jest dość ciężka ze względu na niepokoje społeczne, przeludnienie, zatrucie środowiska i zbrojenia, więc coś trzeba przedsięwziąć. Czas na to przychodzi szybko, bo już w trakcie pierwszego dnia obrad wybucha wojna domowa. Ci uczestnicy Kongresu, którzy przeżyli (a dalece nie wszyscy) ukrywają się w kanałach pod Hiltonem, ale nie są bezpieczni - dostały się do nich środki halucynogenne, rozproszone przez pacyfikujące zamieszki oddziały. Tichy zapada się w coraz głębszy ciąg urojeń, z którego nie jest w stanie wyjść - za każdym razem, kiedy się budzi, ma poczucie, że ciągle jest w świecie wirtualnym. Ucieka z kanałów, żeby obudzić się po wypadku w obcym ciele, potem zostaje zamrożony na kilkadziesiąt lat, bo jego psychoza narasta, wreszcie budzi się w świecie idealnym, gdzie za pomocą dobrze dobranej chemii są zaspokajane wszelkie potrzeby ludzkości. Niestety, nie wszystko się Tichemu i w tym świecie zgadza, usiłuje więc i tu dociec, czy środki psychotropowe, na które jest nieustająco narażony, nie maskują czegoś okropnego.

Jakkolwiek opowiadanie było dla mnie dość męczące pod względem językowym (co skądinąd doceniam, bo Lem był genialnym słowotwórcą, ale zabawa w wymyślanie określeń na środki chemiczne różnego autoramentu jednak nuży po kilku akapitach), tak porusza kilka przełomowych (zwłaszcza jak na czas powstania opowiadania) tematów, aktualnych również dziś - czy rzeczywistość wirtualna może być nieodróżnialna od realnej (i jak być pewnym, co się aktualnie postrzega[1]?); czy warto za wszelką cenę dążyć do poznania prawdy, nawet ze świadomością, że jest ukrywana dla naszej korzyści; dokąd zmierza cywilizacja (ze szczególnym uwzględnieniem nadawania rangi rzeczom wirtualnym, szczególnie aktualne w dobie cywilizacji wiecznej autoprezentacji w mediach cyfrowych).

[1] Patrz "Incepcja".

#8/#3

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek luty 6, 2018

Link permanentny - Tagi: sf-f, polska, panowie, 2018 - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Skomentuj


Stephen King - Koniec warty

Trzecia część trylogii (czyli łatwo się domyślić pewnych finalnych rozwiązań fabularnych) o detektywie Billu Hodgesie i jego ekipie. Morderca z Mercedesa, Hartsfield, jest pacjentem Kliniki Traumatycznych Uszkodzeń Mózgu, ponieważ cios w czaszkę skarpetką wypełnioną kulkami z łożysk raczej nie robi nikomu dobrze; okazuje się jednak, że jego stan absurdalnie się poprawił - potrafi korzystając z nieuwagi bądź zahipnotyzowania przejmować ciała swoich lekarzy i pielęgniarzy. Hodges, coraz bardziej wychudzony detektyw, odkrywa, że ma słabo rokującego raka trzustki. Nie jest to specjalnie dobra nowina w żadnej sytuacji, ale tym bardziej kiedy okazuje się, że Pan Mercedes planuje zmusić do samobójstwa wszystkich, których uważa za swoich wrogów, na szczycie listy umieszczając ekipę detektywa. Niestety, to najsłabsza książka i najmniej detektywistyczna, a najbardziej nadprzyrodzona. Do przejęcia umysłu wystarczy dać ofierze specjalnie spreparowaną konsolę do gier (wystarczy odrobina socjotechniki), a wgapiająca się w kolorowe rybki osoba staje się podatna na wpływ mordercy (bez względu na odległość). Dobrze się czyta, jakieś tam napięcie się buduje, ale miałam poczucie, że przeczytałam książkę napisaną według listy kroków "jak napisać bestseller".

Inne tego autora tutaj.

#7

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek luty 5, 2018

Link permanentny - Tagi: usa, sf-f, panowie, kryminał, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj