18 lutego 2009
Poziom: 1 * SOA#1 / 19:33:16
Ostatnio późno wychodzę z Fabryki. Kto późno wychodzi, ten zamyka drzwi do open space'a. Do skomplikowanej procedury należy kontakt z ochroną, gdzie należy podać trochę danych, m in. personalia i podpisać to i owo. Po całym dniu pracy nie jestem zbyt sprawna intelektualnie i na pytanie sympatycznego starszego pana ochroniarza o moją godność musiałam zwalczyć pierwszą odpowiedź, która mi przyszła do głowy: "Ja nie mam godności"[1]. Potem zwalczyłam chichot i objaśniłam panu, że to było trudne pytanie[2].
[1] Źródło
[2] Niestety, pan zinterpretował to na moją niekorzyść i wyszłam na tępaka, co nie zrozumiał frazy.
Wyświetl wpis
03 grudnia 2008
Poziom: 1 * SOA#1 / 19:53:34
... zostałaś/eś zwolniony? (zapalnikiem dyskusji było narzekanie D., że nie dostaje maili o tym, że wygrał coś w zakładowym losowaniu goodies).
- nie działa Ci drukarka,
- nie możesz się zalogować do jednego z kilkunastu systemów,
- spóźnia się pensja,
- nie dostałaś/eś maila, którego dostali wszyscy inni
- na Twój profil w intranecie wchodził Oficer Bezpieczeństwa,
- na Twój profil w intranecie wchodziła Główna Kadrowa,
- na Twój profil w intranecie wchodził zarówno OB, jak i GK,
- za Twoimi plecami stoją OB i GK, któreś z nich trzyma karton na rzeczy.
Zbieżność osób przypadkowa, ale wszystkie sytuacje miały miejsce. Niekoniecznie w kontekście zwolnień, ale.
Wyświetl wpis
20 listopada 2008
Poziom: 1 * SOA#1 / 22:59:39
... i na szkoleniu zacząć robić prywatne notatki na drugiej stronie ankiety, którą należy po szkoleniu oddać podpisaną. Szczęśliwie pan prowadzący był wyrozumiały (albo się bał, co napiszę), popatrzył jak na wodorost i uznał, że "pani może ankiety nie oddać wobec tego". Chyba nie ujęły go moje delikatne żarty, że opisywane przez niego scenki ("mąż boi się wrócić bez zakupów, bo żona go skrzyczy" lub "mąż wraca do domu i wyżywa się na rodzinie, bo miał niepowodzenie w pracy") są nieco seksistowskie. Nie żeby mnie to specjalnie irytowało, ot - lubię ożywić szkolenie, żeby nie składało się tylko z suchych definicji. Temu akurat to specjalnie nie było potrzebne, bo wykładowca był dość elokwentny i złotousty. A to stwierdził, że "można dać na piśmie, że wdrożone oprogramowanie będzie działało prawidłowo do pierwszej awarii", z czym się zgadzam w całej rozciągłości. Wspomniał o jednoosobowej firmie "Ja i szwagier", co dało mi powód do cichego rozważania, na ile skomplikowane byłyby stosunki w takiej rodzinie. Wzruszył mnie bardzo, choć pewnie nieświadomie, opowiadając o pewnej firmie, w której na ścianie wisiały zdjęcia najbardziej zasłużonych pracowników, mających jedną cechę wspólną - żaden z nich już nie pracował w opisywanej placówce (chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego, dodam tylko, że zapytałam ostatnio, kto pisał pewien ważny plik konfiguracyjny i okazało się, że był on autorstwa TŻ, który od dwóch lat mury przestępuje jedynie towarzysko). Coup de grace stanowiła wizja, jaka wyświetliła mi się wewnątrz umysłu, gdy usłyszałam o ludziach, którym źle z ust patrzy.
Lubię szkolenia, bo dużo się na nich uczę.
Wyświetl wpis
18 listopada 2008
Poziom: 1 * Koty * SOA#1 * Z fotkami / 20:28:48
Szarszyk się pochorował po szczepieniu i wróciła cała ta beznadzieja sprzed pół roku, kiedy prawie każdy dzień zaczynałam od sprawdzenia, czy kot Hera jeszcze oddycha, w pracy myślałam tylko o tym, co się dzieje w domu, wracałam i jechałam z kotem do weterynarza, po czym wieczorem i w nocy obserwowałam, jak bardzo kotu jest źle (w wersji optymistycznej - cieszyłam się, że kot zjadł, zamruczał, liznął po ręku czy położył się w sposób bardziej zrelaksowany). Wiem, że szarszej przejdzie, ale i tak martwi mnie to bardziej niż cokolwiek innego (z drugiej strony to takie dobre bardzo, że kot szarsza mimo karmienia na siłę, zawleczenia do weterynarza, trzymania do nieprzyjemnych zastrzyków i mierzenia temperatury przychodzi mi właśnie na kolana, zwija się w precelek i mruczy). Nawet wyprzedzając zwyczajowe Reisefeber, które już powinno mnie ogarniać, bo w piątek o 6:45 mam się zameldować przed zakładem w celu wyjazdu do Pragi. Który skądinąd wypada w kiepskim momencie, bo ostatnią rzeczą, jaką mam ochotę robić w tej chwili, to martwić się o mały kot w Pradze (i martwić się, że TŻ nie jedzie ze mną). Rats. I jeszcze się muszę spakować. Aaa. Proszę mi tu wysyłać fluida kotu szarszej, żeby zdrowa była, dobra?
Przygniata mnie jesienio-zima, jak co roku. Rośnie mi liczba zaległych notek (4 drafty, 5 nawet nie zaczętych), liczba książek oczekujących na przeczytanie i filmów na obejrzenie, zdjęć leżących na dysku, liczba zadań między którymi muszę się przełączać (powiedzcie, czy to jakaś prawidłowość, że jak zaczynam ogarniać w stopniu sprawnym to, czym się zajmuję w pracy, przychodzi korpo-wróżka i dorzuca mi szeroką ręką nowych obowiązków, zabierających mi tak z połowę czasu i sprawia, że automagicznie przestaję się z czymkolwiek wyrabiać, do domu wracam wypruta z energii, oglądam trzy odcinki seriali, czytam trzy kartki książki i padam martwym bykiem?).
Przy okazji wyjazdu do Wrocławia robiłam w kajeciku od siwej notatki na okoliczność blogów i z dużym smutkiem skonstatowałam, że nie umiem pisać na papierze. Nie chodzi o pismo, które skądinąd mam coraz bardziej kaprawe, tylko o umiejętność formułowania myśli na papierze - zdania są porwane, chaotyczne, tracą sens, lekkość i w ogóle powód do bycia zapisanymi. Może za szybko myślę, a za wolno piszę? Może mnie odrzucają moje gryzmoły, które są odczytywalne, ale obrzydliwie nieestetyczne, a jednak jestem pieprzoną estetką (chociaż bałaganiarą)? Cóż, przynajmniej jestem mistrzem klawiatury i umiem wypluwać z szybkością błyskawicy opinie, komentarze, uwagi i inne ciosy w korpo ju-jitsu. I takie tam.
Wyświetl wpis
05 listopada 2008
Poziom: 1 * SOA#1 / 21:19:40
... nowa radość. To już moja ósma (?) przeprowadzka, trzecia w tym budynku. Różnicy jakościowej nie ma, z jednego open space'a do drugiego, tyle że trzy piętra niżej. Na razie nie ma ścianek działowych, co owocuje okrzykami z jednego końca sali na drugi ("Iksiński! Widzenie!") czy wielką akcją stawiania ścianek z kartonowych pudeł ("prowizorka trwa najdłużej, jak postawicie z kartonu, to trzy lata będzie stała").
Przeprowadzka oznacza, że pojawiają się stada ludzi, rozglądających się, gdzie kto siedzi, zwykle w celu służbowym (nie, nie zamierzamy pokazywać palcem, gdzie siedzi Igrekowski, bo fajniej jest, jak się bawi z delikwentem w ciepło-zimno). Ciężko ich odróżnić od szkodników, którzy przychodzą w celu dymka. Ponieważ na zakładzie są same open space'y plus kilka dyrektorskich gabinecików, palacze niechętnie zjeżdżają palić pod budynek do wydzielonej zony (zony, nie żony) dla upośledzonych węchowo, znacznie chętniej bunkrując się na nielicznych balkonikach, umieszczonych mało strategicznie po bokach open space'ów. Pierwszym dekretem był zakaz wstępu dla wygodnych, którzy maszerowali przez całe pomieszczenie, wpuszczali zimno, a potem wymaszerowywali woniejąc tytoniem. Zły dział, zły.
Przy wejściu znajdują się czujniki do kart, rejestrujące czas pracy (są też na piątym i szóstym piętrze). Siedemnastą można poznać po tym, że schodzą kołorkerzy z czwartego piętra, otwierają drzwi, dokonują rytualnego piknięcia, krzyczą "Cześć!", my odkrzykujemy "Cześć!" i wychodzą. Dziś jeszcze mnie to bawiło, ale podejrzewam, że za tydzień wywieszę uprzejmą kartkę z prośbą o zaniechanie zwrotów grzecznościowych.
W międzyczasie jeszcze pracuję.
Wyświetl wpis
29 września 2008
Poziom: 1 * SOA#1 / 22:15:42
Wielki jest. Q. pokazał mi plik leżący w katalogu jednego z kołorkerów, w którym ów kołorker notuje, ile kto razy kichnął danego dnia. Od połowy sierpnia.
Wyświetl wpis
21 sierpnia 2008
Poziom: 1 * SOA#1 / 08:35:22
Opowiadam o pewnym koledze wzrostu mizernego, który czynił mi swego czasu awanse, a ja na te awanse nie odpowiadałam chętnie między innymi z tego powodu, że jednak coś jest nie tak, kiedy mężczyzna jest niższy od bardzo niskiej kobiety. Q. się nieco obruszył, że przesądy, bo miał i niższe, i wyższe dziewczyny i zakończył rozmowę kwestią:
Jeśli chodzi o miłość, to centymetry nie są ważne.
Wyświetl wpis
01 lipca 2008
Poziom: 1 * SOA#1 / 23:20:20
Dwa dni temu śniło mi się, że się całowałam z jednym kolega z pracy, a dziś pac - coś mi na ustach wyskoczyło. Może i nie kolegi wina, ale niesmak pozostał.
Wyświetl wpis
12 czerwca 2008
Poziom: 1 * SOA#1 * Śmieszne / 20:39:25
P., co to wziął ślub w sobotę, zawarł też wczoraj związek z nowym D-80. Z zapałem neofity porusza się po biurze, robiąc zdjęcia wszystkiemu, co się rusza (tak, mnie też, co napełnia duszę mą pewnym niepokojem, bo jeszcze tej radosnej twórczości nie widziałam).
K. (nieco cynicznie): A do łóżka go brałeś?
P. (beznamiętnie): Tak, ale bateria mu się wyładowała.
Wyświetl wpis
11 czerwca 2008
Poziom: 1 * SOA#1 / 08:40:04
P., co to ukradkiem wziął w sobotę ślub, nabył sobie drogą kupna w Stanach aparat jedynej słusznej marki (czyli taki, jaki ja mam). Poprosił o pożyczenie obiektywów do poprzymierzania. Przywlekam wczoraj torbę, wyjmuję jeden, drugi (taka rura), trzeci. K., siedzący przy biurku obok, przy trzecim wyraża pewne zaniepokojenie i stwierdza: "Huhu, Zuza fajne prezenty Ci z okazji tego ślubu przyniosła. Musiałbym Ci laptopa oddać, żeby też był taki drogi prezent".
Wyświetl wpis
27 marca 2008
Poziom: 1 * SOA#1 * Śmieszne / 15:23:24
P. (inny P.): Ja wiem, że to retoryczne pytanie i nikt nie wie, ale czemu poczta znowu nie działa?
Ja (dość grobowo): Mogłabym ci powiedzieć, ale potem musiałabym cię zabić.
P. (zalotnie): A jak byś mnie chciała zabić?
Wyświetl wpis
19 marca 2008
Poziom: 1 * SOA#1 * Śmieszne / 19:23:35
Hałas był ostatnio, bo remontowali w pracy - ścianki burzyli, drzwi wstawiali, wiercili i tłukli młotkiem. Z tej okazji zwykle otwarte drzwi do open space'a były zamykane. W chwili upadku moralnego nalepiłam na zamknięte drzwi kartkę "Proszę pukać". Parę osób zapukało, a jedna dopisała się na kartce z wnikliwym pytaniem "Kogo??".
Wyświetl wpis
18 stycznia 2008
Poziom: 1 * SOA#1 / 23:26:41
No, prawie. Wczoraj minęło mi 7 lat na Fabryce. Padło dużo pytań, z których za zabawne uznałam pytanie o to, czy to były lata chude, czy tłuste. I mała dyskusja, po ilu latach następuje wypalenie zawodowe. I które to już u mnie (nie bez kozery powiem "pińcet").
Wyświetl wpis
Poziom: 1 * SOA#1 * Śmieszne * Z fotkami / 08:15:06
Poszłam do pracy w czerwonym pantoflach, na tyle czerwonych, że nerdy[1], którym zasadniczo na codzień wszystko jedno, czy jestem garbata i mam na sobie worek, zaczęli zdradzać zainteresowanie.
- Ładne buty, Zuza! Takie... czerwone i błyszczące.
- Dzięki.
- Jakbyś jeszcze miała taką czerwoną sukienkę, to...
[Hm, to jakbym mogła wyglądać? Lady in red? Czerwony Kapturek?]
- ... wyglądałabyś jak ta laska z Matriksa!"
Opowiadam TŻ-u. Dojeżdżam do początku porównania. TŻ: "Co, porównał Cię do laski z Matriksa? A bo to ja nerdów nie znam?"
[1] Prawidłowe skojarzenie to Dorotka z Kansas.
Wyświetl wpis
23 listopada 2007
Poziom: 1 * SOA#1 * Śmieszne / 21:35:04
Wsiadam do windy, winda okazuje się zawierać 3/4 działu kadr. Jako so-called informatyk pomyślałam o redundancji i użaliłam się, że wszystkie panie tutaj, a co by było, jakby winda spadła. "Na szczęście nie wszystkie tu jesteśmy", odpowiedziały panie z kadr. "Co, 1. się zbliża i martwisz się o pensję", zapytała uberkadrowa.
Wyświetl wpis
12 listopada 2007
Poziom: 1 * SOA#1 * Śmieszne / 12:03:40
Przylatuje koło 10 P. (inny P.) z rozpaczą na twarzy, że ekspres do kawy nie działa. Nie działa, bo zachowuje się, jakby w ogóle nie miał prądu. I co teraz. Jako że prądu nie było też w innych gniazdkach, long story short, zamiast załamywać ręce, poszłam poszukać bezpieczników, po przełączeniu których ekspres się cudownie naprawił. P. z wielkim zdziwieniem "Jak na to wpadłaś?". Na piętrze jest lekko licząc, 25 informatyków, a prądu w gniazdkach w kuchni nie było od wczoraj.
Wyświetl wpis
06 września 2007
Poziom: 1 * SOA#1 / 08:46:38
Dyrektor do pracownika:
- Panie, pan wszystko robi powoli - powoli pan myśli, powoli pisze, powoli mówi, powoli się porusza! Czy jest coś, co robi pan szybko?
- Tak, szybko się, kurwa, męczę...
O, już jestem zmęczona.
Wyświetl wpis
24 stycznia 2007
Poziom: 1 * SOA#1 / 23:36:42
Jeden z szefów przyszedł dziś w marynarce. Zachwyciłam się, bom niezwyczajna. M. na jabberze: "Może miał rozmowę o pracę".
Wyświetl wpis
02 stycznia 2007
Poziom: 1 * SOA#1 * Śmieszne / 12:16:15
E. dostał paczkę z Usiech. P. dzielnie obmalował mu ją flamastrem, korzystając z folderu SPAM. E. na pewno się ucieszy na widok paczki opisanej jako "Failure notice. Viagra. Cialis. 100% free. Get university diploma this weekend. Enlarge your penis now. Nigeria".
Wyświetl wpis
12 grudnia 2006
Poziom: 1 * SOA#1 / 23:10:29
<psieklFH> "oops" means it's fixable. "oh shit" means it's not.
<yacoob> 'never say "ooops", always say "ah, interesting..."'
<wwitek> never say ooops when logged as root.
Wyświetl wpis
01 listopada 2006
Poziom: 1 * Koty * SOA#1 / 22:03:30
Jednym z powodów, dla których praca w Fabryce jest ok, są kontakty z zagranicą. Z kołorkerem Węgrem ostatnio ustalaliśmy, że u nich śliwka węgierka to po prostu śliwka i że "I spy" to krap totalny, bo ścigając się po Budapeszcie przekraczają most, a mimo są dalej po tej samej stronie Dunaju.
Ostatnio są ruchy w związku z Ukrainą. Fantastic country. Kupno domeny trwa trzy lata. Albo tydzień, jeśli zapłaci się 1000 dolarów. I wtedy nie jest istotne, czy domena jest wolna, czy zajęta - można ją mieć w ten tydzień.
Szczyt lenistwa. Kot czarno-biały jest pozszywany i żeby się nie forsował, postawiłam krzesło koło kaloryfera, żeby miał po czym wejść. Tymczasem krzesło zostało NAJLEPSZYM MIEJSCEM DO SPANIA DZIŚ. Kot czarny leży na nim i szczeka na poruszające się liście na balkonie, nie schodząc z krzesła.
Pada deszcz ze śniegiem. Jest normalnie świetnie. Idę się najeść igliwia, żeby spać do wiosny. Będę się budzić tylko po to, żeby kupować kolejne kupony Totolotka (wczoraj przyniosłam z kolektury 162,1 zł, wychodzi, że chyba jestem na plusie w ogólnym rozrachunku). No, jeszcze mogę przeczytać w międzyczasie parę książek. Ale nie chcę wychodzić z domu dopóki nie będzie ciepło.
Wyświetl wpis
19 lipca 2006
Poziom: 1 * SOA#1 / 16:47:10
Ja wszystko rozumiem. Ludzie mają różną tolerancję na temperaturę (nic to, że kolega siedzący w koszulce i permanentnie narzekający, że tu duszno i zaduch znowu poszedł chorować do domu). Ludziom może nie przeszkadzać, że w pracy wieje zimnem. Ale nie rozumiem ludzi, którzy siedzą w polarze i się trzęsą, a patrzą na mnie krzywo, jak narzekam, że można by było do cholery coś z tą klimą zrobić i majstruję przy prztyczkach, co do których mam dziwne poczucie, że nie działają. Sami nie pójdą, będą się dalej trzęśli w polarze.
Wyświetl wpis
07 maja 2006
Poziom: 1 * SOA#1 / 23:48:07
Nie wiem, co przyświecało twórcy interfejsu płatności kartą w Polcardzie, ale żeby go osrało. Za każdym razem, jak ktoś kliknie intuicyjny przycisk po prawej stronie (tam, gdzie zawsze jest "Zatwierdź", "Dalej"). W tymże miejscu w Polcardzie jest przycisk "Anuluj płatność", który bez potwierdzenia anuluje pieczołowicie wyklikaną transakcję i trzeba wszystko od nowa. Nacięłam się na to ze trzy razy, teraz się już pilnuję, żeby kliknąć w przycisk "Potwierdź" po lewej (tak, tam, gdzie zwykle jest "Anuluj").
Wyświetl wpis
16 marca 2006
Poziom: 1 * SOA#1 / 15:40:31
Rejestruję w celach służbowych konto na pewnej portali (ok, have to admit, to wersja testowa). Dzielnie wypełniam formularz, podaję login "Zuzanka". Zatwierdzam. Wzium, powrót do formularza. Komunikat "Login się nie zgadza". Ja się pytam - z czym się nie zgadza?! (pomogła zmiana na "zuzanka", ale to tylko dlatego, że jestem wnikliwym spryciarzem. Państwo szanowni, "login się nie zgadza" to nie to samo, co "W loginie mogą występować tylko małe litery"...).
Wyświetl wpis