07 marca 2010

September / Wrzesień

Poziom: 1 * Oglądam * Różne takie / 23:16:42

Mam trochę problem z niekomediowymi filmami Woody'ego Allena. Pozbawione sarkastycznej czy autoironicznej otoczki boleśnie pokazują, że świat nie jest sympatycznym miejscem, a Amerykanie nie na darmo spędzają spory wycinek życia na sofitkach u psychoterapeutów. Lane mieszka w letnim domu w Vermont, odziedziczonym po ojcu i dochodzi do siebie po którejś z kolei życiowej porażce. Końcówkę lata spędza z przyjaciółką, Stephanie, początkującym pisarzem Peterem i sąsiadem Howardem. Irytuje się, kiedy nagle pojawia się jej matka, dawniej znana skandalistka/aktorka/modelka z aktualnym partnerem; specjalnie się nie lubią. Do tego okazuje się, że wśród czworga znajomych wykształciły się trzy uczucia bez wzajemności i nikt specjalnie nie jest z tym szczęśliwy.

Piękny dom, irytująca i płaczliwa Mia Farrow, ładna, ciepła i beżowa kolorystyka filmu, w tle zgrabny dżez. Niestety, film z kategorii "obejrzeć i za tydzień zapomnieć, o czym był".

01 marca 2010

The Boondock Saints II: All Saints Day

Poziom: 1 * Oglądam / 23:07:54

11 lat czekania po świetnej pierwszej części, więc oczekiwania były duże. Nie zawiodłam się bardzo, ale i nie zachwyciło mnie bezgranicznie. Zamiast niesamowitych rekonstrukcji zbrodni w wykonaniu hipnotyzującego Smeckera (Willema Defoe) były gładkie historie, pokazywane przez Dexterową Ritę, której jednakowoż do Smeckera sporo brakowało. Bardzo ładna scena z braćmi pod prysznicem, trochę ładnych strzelanin i świetny drugoplanowy Meksykanin, który znacznie podniósł walory rozrywkowe filmu. Tak samo jak w pierwszej części bracia McManusowie tłuką bostońskich złych ludzi, powodując ambiwalencję wśród policji i mieszkańców. Bez rozczarowania, miła strzelanka na wieczór.

26 lutego 2010

Dr Horrible's Sing-Along Blog

Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 23:29:56

U Evvy na soupie znalazłam teledysk, a za teledyskiem trafiłam na pyszny musical. Dr Horrible (Barney z "How I Met Your Mother") prowadzi poczytnego bloga. Jest zakochany w pannie, którą spotyka w pralni, ale boi się z nią porozmawiać. Do pralni chodzi prywatnie, a zawodowo aspiruje do mega-złoczyńcy, próbując wynaleźć jakąś sprytną broń masowego rażenia. Przeszkadza mu w tym superbohater - kapitan Hammer (Mal z "Firefly"/Rick Castle z "Castle"), który nie dość, że płaszczy Dra Horrible'a fizycznie, to jeszcze mentalnie, podbierając mu pannę. W tle przewija się współpracownik doktora, wiecznie wilgotny Moist (Wolowitz z "Big Bang Theory"). Surowość środków wyrazu z naddatkiem rekompensuje treść. Królowa wiadomo.

Kiedyś musical można było obejrzeć na stronie www, ale już nie. Bo po co.

20 lutego 2010

Castle

Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 22:59:51

Ach! Rzadko zdarza się serial, który mnie zachwyca od pierwszego odcinka. Ba, seriale, które zaczęłam uwielbiać, czasem zaczynały się lewą nogą i początki przeziewywałam. Tak było z "Firefly", którego pierwszy i drugi odcinek obejrzałam z czystej uprzejmości, a potem się okazało, że nie mogę się od ekranu oderwać. Tutaj od razu dostałam truskaweczkę - w roli głównej występuje Mal ze wspomnianego serialu i jest dokładnie taki, jaki byłby Mal we współczesnym świecie - szarmancki, błyskotliwy, złośliwy i przedsiębiorczy.

Rick Castle to poczytny autor powieści kryminalnych. Dwukrotnie rozwiedziony, mieszka (w przepięknym nowojorskim lofcie!) z nader spokojną i poukładaną 15-letnią córką i egzaltowaną a nieobliczalną matką - aktorką. Poznaje uroczą policjantkę, Kate Beckett, kiedy przestępca zaczyna kopiować sposoby morderstw z jego książek. Łatwo się domyślić, że zaczyna między nimi iskrzyć, bo i Castle nie od macochy, a detektyw Beckett to piękna kobieta. W ramach szukania natchnienia do następnych książek, Castle wkręca się do nowojorskiej policji jako konsultant (co nie jest specjalnym problemem, bo ma wszędzie znajomości). Wbrew niechęci detektyw Beckett musi po jakimś czasie przyznać, że Castle pomaga w prowadzeniu śledztwa. Każdy odcinek to inna sprawa, ale jak to w serialach, w tle przewija się wątek morderstwa na jednym z członków rodziny pani detektyw.

Jedna z moich ulubionych scen.

16 lutego 2010

Seks nocy letniej

Poziom: 1 * Oglądam / 23:18:21

Mam takie miękkie miejsce w serduszku dla wczesnego Allena z całym jego nowojorsko-żydowskim bohaterem - sfrustrowanym, pokrywającym zakłopotanie dowcipkowaniem, z libido nieadekwatnym do skromnego wyglądu, okularami, szelkami i łysinką. Wprawdzie niespecjalnie przepadam za filmami kostiumowymi, ale tutaj kostiumy dodają niesamowitego uroku. Dystyngowany i dość leciwy Leopold, profesor Uniwersytetu Nowojorskiego bierze ślub z młodą, acz dość doświadczoną życiowo Ariel. Ślub ma odbyć się w wiejskim domu kuzynki profesora, Adrian. Adrian cierpi na oziębłość, a Andrew, jej mąż, w celu rozładowania napięcia zajmuje się wynalazkami. Do tego na zaplanowaną uroczystość przyjeżdża przyjaciel Andrew, doktor Maxwell z przypadkowo zabraną pielęgniarką Dulcy, która nieprzypadkowo okazuje się znawczynią ars amandi. Trzy pary w pięknych okolicznościach przyrody proszą się o wprowadzenie pewnego zamieszania w podziale na związki. W tle odbywa się parę dyskusji o ucywilizowaniu, o granicach między realnością a mistycyzmem, trochę biegania po lesie i rozmów o s.eksie, wraz z końcowym wnioskiem, że nie warto wszystkiego traktować poważnie.

Sympatyczny film na wieczór, brakuje w nim trochę allenowskiego Nowego Jorku (mała acz urokliwa scenka na terenie Uniwersytetu), za to pejzażyki wiejskie przemiłe.

09 lutego 2010

Blade Runner

Poziom: 1 * Oglądam / 00:00:50

W zasadzie to nic się nie działo poza tym, że w deszczowym Los Angeles, które wyglądało jak wielki ziggurat, łowca Deckard ścigał androidy. Androidy nie różniły się od ludzi niczym, tylko miały bardziej frywolne stroje i robiły sobie makijaż aerografem. Co jakiś czas w tle przechodził jednorożec, a analogowe urządzenie do postprocesingu zdjęć zrobiłoby furorę i obecnie.

Poza tym to jeden z najładniejszych, mrocznych i smutnych filmów, jakie znam. Mimo że od nakręcenia minęło 28 lat, współczesne filmy mogą BR (zwłaszcza w wersji odświeżonej) czyścić buty.

02 lutego 2010

Sherlock Holmes

Poziom: 1 * Oglądam / 00:15:31

Coś jak z tą imprezą na księżycu - są panienki, jest alkohol, ale atmosfery nie ma. No czegoś mi w tym Holmesie zabrakło, ale sama nie wiem, czego. Wyrazisty, błyskotliwy Holmes, ewidentnie wzorowany na doktorze Housie (wiem, wiem, House z kolei był wzorowany na Sherlocku), dość niemrawy Watson, ale ładnie zaznaczone interakcje pomiędzy nim a Holmesem (i trzymając się House'owej metafory - wypisz wymaluj Wilson). Piękny, mroczny, cyberpunkowy Londyn, niezła - chociaż taka trochę wyjęta nie wiadomo skąd - Irene Adler. Zachwyciło mnie tłumaczenie sherlockowych sztuczek i scen walk, ze zwolnieniem i wyjaśnieniem. Natomiast sama intryga była mocno taka sobie. Znając sprawy SH, nie jest trudno się domyślić, że wszelka nadprzyrodzoność padnie plackiem przed wnikliwym okiem detektywa. Jakiejś przyprawy mi tu brakowało, żeby mnie zachwyciło, ale - jak wspomniałam - nie wiem, jakiej.

26 stycznia 2010

Mentalist

Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 22:46:17

Kolejny serial o błyskotliwym outsiderze, pomagającym policji. Patrick Jane jest - jak Cal Lightman - błyskotliwym psychologiem z bogatym zasobem sztuczek socjologicznych, umiejącym czytać z wyrazu twarzy i zdolnym do drobnych a skutecznych podstępów, żeby z podejrzanego wyciągnąć przyznanie się do winy. Jest - jak Adrian Monk - skrupulatny i doskonały w znajdowaniu nie pasujących szczegółów i podobnie jak on, ma za sobą traumę, która go zmieniła. Przed rozpoczęciem pracy konsultanta Kalifornijskiego Biura Śledczego był naciągaczem podającym się za medium do momentu, kiedy przestępca o pseudonimie Red John nie zabił jego żony i córki. Ściganie Red Johna to leitmotiv serialu - zwykle w każdym odcinku pojawia się nowa sprawa, ale co jakiś czas powraca nemezis Jane'a, zmieniając go ze zwykle szeroko uśmiechniętego i pogodnego, zwykle niezaangażowanego w sprawę luzaka (nieodmiennie kojarzy mi się z P. z pracy) w dyszącego żądzą zemsty mężczyznę.

Drugą uroczą cechą serialu jest lokalizacja - przestępstwa są popełnianie (jak się można z poprzedniego akapitu domyślić) w Kalifornii - w Napa, w Sacramento, Santa Barbarze, Oakland czy innym San Francisco. Dużo ładnych, miłych widoków.

Trzecią - pozostały zespół śledczy, reagujący na kolejne niesubordynacje Jane'a: Lisbon, urocza ciemnowłosa agentka w martensach, rudowłosa van Pelt, dość topornie ciosany łatwowierny Rigsby i cyniczny mistrz ciętej riposty z kamienną twarzą, agent Cho. Razem tworzą przyjemny drugi plan dla występów gwiazdy pierwszoplanowej.

A mimo to jakoś niespecjalnie mnie serial wciąga. Miło się ogląda, ale nie będę tęsknić, jak skończą po drugim sezonie.

01 stycznia 2010

Breaking Bad

Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 01:24:49

Przeraźliwie smutny serial o handlu narkotykami. Takie Weeds, ale na poważnie i tragicznie. Walter, 40-letni nudny nauczyciel chemii w liceum (charyzma --), dorabiający sobie na myjni samochodowej (obciach ++), z niepełnosprawnym synem i żoną w ciąży (wydatki ++, stres ++) dowiaduje się, że ma zaawansowanego raka płuc (hit points --). Nie ma też pieniędzy (sanity --). Przypadkiem spotyka młodego handlarza narkotyków i wpada na pomysł, jak zarobić odpowiednio dużą stertę pieniędzy, żeby zapewnić byt rodzinie, kiedy niebawem umrze. Bo wprawdzie nauczycielem jest słabym, ale całkiem sprawnie robi metamfetaminę z dostępnych składników. Im dalej w las, tym bardziej zaplątuje się w podwójne życie i z odcinka na odcinek jest ryzykowniej, tym bardziej że jego szwagier to jeden ze sprawniejszych agentów DEA.

Absolutnie obłędne pejzaże Nowego Meksyku, dużo ładnego i szerokiego filmowania nieba, co dość ostro kontrastuje z krwią, co się leje szeroką smugą. Serial do tego moralnie ciężki, bo z jednej strony siedzę i kibicuję choremu człowiekowi, z drugiej wybory, jakich dokonuje, nie są akceptowalne. I jak w Weeds Nancy czasem obrywała od życia, ale na końcu zawsze wychodziła w pantofelkach na obcasach, tak tu nie jest powiedziane, że pojawi się jakieś spektakularne nieszczęście. Dodatkowo w większości odcinków pojawia się formuła pokazywania pointy odcinka, a potem dopiero widać, jak do tego doszło; łatwo o zmyłki i cliffhangery.

28 grudnia 2009

Paradox

Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 23:41:30

Ten serial to najlepsze z dwóch światów i nie myślę tu bynajmniej o paniach z dodatkowym elementem anatomicznym. Błyskotliwy fizyk, badający burze magnetyczne na słońcu, otrzymuje nagle zestaw kilku zdjęć, pokazujących wydarzenie z przyszłości. Wraz z wezwaną ekipą lokalnej policji odkrywają, że zdjęcia to zestaw wskazówek pokazujących, gdzie zostanie popełnione przestępstwo. W każdym odcinku dostają nowe zdjęcia i z nich, jak z klocków, składają śledztwo mające na celu zapobieżenie przestępstwu. Pikantniej się robi, kiedy na zdjęciach zaczynają pojawiać się członkowie ekipy śledczej. Na razie 5 odcinków, czekam na więcej. Szczerze mówiąc, chyba bardziej niż na inne seriale.

Serial jest brytyjski, przez co dość nieprzewidywalny. Odświeżający też jest zestaw aktorów, bo - przyznam - mieszanie amerykańskimi standardowymi twarzami zaczyna mnie już nieco nużyć (w ostatnio oglądanym V miesza się Lost, 4400, Firefly/Dollhouse, czy we Flashforward - Lost i nietypowo Coupling (bo brytyjski)).

27 grudnia 2009

Pół serio

Poziom: 1 * Oglądam / 23:28:08

Zestaw nowelek o tym, jak mozolnie i po grudach powstaje jeden film. Kolejne scenki to kolejne wersje scenariusza, przeplatane dyskusjami scenarzystów z producentem. Niektóre epizody są zabawne, niektóre słabsze, sporo złośliwostek pod adresem współczesnego polskiego kina. Oglądałam to kiedyś, dawno temu i mnie rozbawiło. Teraz, po latach i po obejrzeniu "Testosteronu", "Ciała", "Lejdis" czy nieszczęsnego "Chłopaka" głównie widzę kalki, jakie pojawiły się w kolejnych filmach. Nie jest złe, ale nóżka nie drga.

26 grudnia 2009

Last Exit to Brooklyn (Piekielny Brooklyn)

Poziom: 1 * Oglądam / 20:26:32

Skusiłam się, bo lubię Knopflera, a soundtrack z "LEtB" od dawna stoi na mojej półce. Tym bardziej dotkliwy wydał mi się kontrast między łagodną, oniryczną i liryczną muzyką a brudnym, brutalnym i brzydkim światem Brooklynu lat 50. Film jest zbiorem słabo posklejanych obrazów, między którymi przechodzą bohaterowie - strajk w fabryce, związek nieposkładanego mężczyzny z transseksualistą, prostytutka zakochana w żołnierzu, a następnie zgwałcona zbiorowo po tym, jak się upiła, bójki uliczne, ślub w celu uratowania honoru dziewczyny w ciąży. Podobne szorstkim stylem do "Tramwaju zwanego pożądaniem", którego fenomenu też nie zrozumiałam. Zdecydowanie pozostanę przy muzyce Knopflera.

W ramach zbierania tematycznego mam też książkę Huberta Selby'ego Juniora w oryginalne. Chętnie oddam, bo nie podejmuję się czytać. Anyone?

22 grudnia 2009

State of Play

Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 00:02:40

Sześcioodcinkowa brytyjska seria o śledztwie w sprawie morderstwa asystentki członka parlamentu. Śledztwo de facto prowadzi dziennikarz Heralda, prywatnie przyjaciel wspomnianego parlamentarzysty, czasem tylko wchodząc w kompetencje policji. Niezła obsada - Bill Nighy, część obsady Life on Mars (John Simms w roli dziennikarza, a Philip Glenister w idealnej dla niego roli DCI), z Ashes to Ashes (Amelia Bullmore) czy z Hustle'a (Marc Warren). Niestety, mimo potencjału serial jest przeraźliwie nudny. W połowie pierwszego odcinka zdążyłam zapomnieć, o co tak naprawdę chodzi. Niekończące się rozmowy redakcyjne z przepychankami na różnych szczeblach. Bieganie po mieście. Nocne pogawędki. Romans dziennikarza z żoną przyjaciela. Lobbing i łapówki. Ziew. Amerykanie poszli po rozum do głowy i zrobili z tego dwugodzinny film, co pewnie wyszło na korzyść.

30 listopada 2009

Surogaci

Poziom: 1 * Oglądam / 23:21:35

Wiem, że słabe, ale nie mogłam się oprzeć filmowi, w którym Bruce Willis gra dwie role - starszawego policjanta i gładkiego androida z grzywką; oczywiście w obu rolach obrywa. Film należy tak trochę do hollywoodzkiego kina moralnego niepokoju, który poddaje widzowi pod rozwagę drażliwą kwestię, czy życie za pomocą androidów to będzie prawdziwe życie. Oczywiście tak podane pytanie zasługuje tylko na jedną odpowiedź: tak, życie wirtualne jest o wiele gorsze niż prawdziwe, ale ludzie są wygodni i jeśli bez wychodzenia z domu mogą przeżywać to, czego nawet wychodząc nie przeżyją, to w to wejdą za każdą cenę.

W przyszłości każdy będzie mógł mieć substytuta - spersonalizowanego manekina (oczywiście w ramach posiadanych zasobów finansowych), którego będzie mógł wysyłać do pracy, na randki i po zakupy, a samodzielnie leżeć sobie w fotelu z klapkami na oczach i kierować substytutem. Prawa biologii i fizyki trochę się zawiesiły, bo ludzie nie ruszający się od lat (poza wyjściem do toalety, a i to nie wszyscy) z foteli nadal są sprawni, szczupli i nie mają nawet odrobiny atrofii mięśni, a substytuty pozwalają na skakanie po dachach, pogonie za samochodami i prawie że bieganie po ścianach. I wszystko jest fajnie do momentu, kiedy okazuje się, że do tej pory bezpieczne chowanie się za substytutem bezpieczne już nie jest, bo zabicie substytuta smaży też operatora. Jak w "Szklanych pułapkach" dzielny policjant Bruce Willis ratuje świat. Z małą pomocą drugoplanowego grubego pizzożernego geeka. Zabawne, ale niekoniecznie wejdzie do klasyki świątecznej jak wspomniane "Szklane pułapki".

21 listopada 2009

How I Met Your Mother

Poziom: 1 * Oglądam * Różne takie * Seriale / 21:34:30

Przede wszystkim mam żal, bo uwierzyłam w zasłyszaną bzdurę, że "HIMYM" to serial fekalny i mnie odrzuciło, przez co dopiero teraz do niego dotarłam. A szkoda, bo - mimo iż rozkręca się (jak "Scrubs") powoli - to uroczy, ciepły i zabawny (acz często niecenzuralny, ale czego spodziewać się można po serialu o podrywaniu i związkach) serial o przyjaźni piątki młodych nowojorczyków. Jaki stąd wniosek? Nie słuchać pokątnych bzdur.

W 2030 roku znany architekt Ted Mosby opowiada swoim dzieciom, w jakich okolicznościach poznał ich matkę[1]. W każdym odcinku pojawia się nowa historia, przybliżająca młodzież do tego momentu, kiedy ich rodzice się spotkali. Historie dzieją się głównie w malutkim mieszkaniu nad jednym z barów na Manhattanie, gdzie Ted mieszka najpierw ze swoim kolegą ze studiów, prawnikiem Marshallem i jego wstępnie narzeczoną, potem żoną - przedszkolanką Lily. Marshall jest dużym, pełnym ideałów dzieckiem, studiował prawo, bo chce ratować środowisko. Lily jest niespełnioną artystką z kilkoma nałogami i usiłuje wprowadzić w dorosłe życie swoich przyjaciół zasady, według jakich stara się wychowywać dzieci w przedszkolu. Robin, wielka miłość Teda, jest prezenterką telewizyjną, prowadzącą program w kiepskiej telewizji. Gra w hokeja, pali cygara i dobrą whisky, jest też z Kanady, co wiele wyjaśnia. Wszyscy przyjaźnią się z Barneyem, lokalnym bon vivantem, który nie przepuszcza żadnej napotkanej niewieście, pieczołowicie nie angażując się w związki, a podrywki spławiając o poranku w tak bezczelny sposób, że to podrywki go przepraszają za swoją nachalność. It's - jak to mówi Barney - legen... wait for it... dary!

Cztery sezony, piąty właśnie trwa, a pewnie da się pociągnąć i do szóstego, siódmego i ósmego. Mnie się bardzo.

[1] To jest ten jeden kawałek, który mnie w tym serialu frapuje - czemuż ach czemuż późnonastoletnie dzieci nie mają pojęcia, jak ma na imię ich matka i zadają co jakiś czas pytanie "To [tu wstaw imię żeńskie] to była nasza mama[2]?". Trochę #facepalm, ale może w aktualnie wyświetlanym piątym sezonie (lub może następnych) rzecz się wyjaśni.

[*] Śliczna epizodyczna rola Sarah Chalke (Elliot Reid ze "Scrubs"). Przy granej przez nią Stelli Ted wzbija się na wyżyny absurdalnego humoru, a większość scen z nimi jest powyżej średniej.

[2] Serial jest mistrzowski w kwestii dygresji i odwlekania tego, jak Ted poznał matkę swoich dzieci. W 1/3 piątego sezony dalej nie wiadomo.

15 listopada 2009

Julie and Julia

Poziom: 1 * Oglądam / 23:22:02

Historia dwóch kobiet, które dzieliło kilkadziesiąt lat, ale dzięki gotowaniu i dobremu jedzeniu odkryły sens życia. Julia Child w latach 50-tych pojechała do Francji i spróbowała francuskiej kuchni, którą następnie pokazała Amerykankom (tym, które nie zatrudniały kucharek, oczywiście) w formie książki i cyklu programów. Współczesna Julie Powell zaczęła pisać bloga o gotowaniu potraw z książki Julia Child (ponad 500 przepisów w 365 dni) dla odreagowania nudnej i stresującej pracy jako sekretarka w agencji rządowej. I aby wreszcie coś w życiu osiągnąć.

Bardzo miły film o gotowaniu i blogowaniu, doskonały na jesienny wieczór z herbatą. Ładne wnętrza, trochę francuskich i nowojorskich pejzaży, pełen przegląd utensyliów kuchennych. Po obejrzeniu nabrałam ochoty na przeczytanie obu książek - i kucharskiej sprzed lat, i biograficzno-blogowej. Oraz na kupienie ślicznego naczynia do gotowania i pieczenia. Niestety jednocześnie jest to film bardzo słaby i irytujący. Afektowany głos Meryl Streep przypomina mi starą gdaczącą kurę i nie bardzo rozumiem, jaki był cel zmuszenia jej do mówienia w ten sposób. Sceny z Julią Child męczyły mnie przez to okrutnie. Wielkie wyzwanie, jakiego podejmuje się XXI-wieczna Julie, może wyzwaniem było w roku 2002; teraz bloga ma byle chłystek, co nie boi się powiedzieć "ni" do starej kobiety i zadęcie "ojej, co powiedzą czytelnicy mojego bloga! będą rozczarowani" budzi politowanie. Egocentryczna Julie, rzucająca naczyniami, bo jej nie wyszła galareta i robiąca awanturę mężowi jest jedynie smutna, a nie zabawna. Kręcenie filmu o tym, jak ktoś bloguje... cóż, to nie jest bardzo porywające, jak się patrzy z boku.

Za to aktor grający rudego kota - świetny!

12 listopada 2009

Idealny facet dla mojej dziewczyny

Poziom: 1 * Oglądam / 21:23:06

Normalnie powiedziałabym, że dialogi niedobre. Ale tutaj jak raz dialogi są dobre, za to całość filmu nie ma sensu. Ba, "nie ma sensu" to jest delikatny eufemizm na "ojp, o co tu chodzi". Niestety, podejrzewam, że nie chodzi o nic. Nie da się jednocześnie nakręcić dobrego filmu, który będzie z jednej strony romantyczną obyczajówką o spotkaniu pięknej acz drętwej Luny i ciapowatego kompozytora oratoriów (Kostek, bardzo zakamuflowana aluzja; do tego siostrzeniec Ojca Dyrektora, grany przez pierwszego amanta polskiego filmu), z drugiej komedią, parodiującą i pewne religijne radio, i ruchy genderowo-lesbijskie, z trzeciej - jakimś psychodelicznym wielowarstwowym thrillerem dziejący się w zakładzie dla psychicznie chorych, sugerujący, że wszystko się dzieje w głowie głównego bohatera. No da się technicznie, ale wychodzi z tego gniot. Ten film jest tak wszechstronnie zły, że aż boli. Mężczyzna z makijażem udaje kobietę, ale tak naprawdę jest mężczyzną. Dwie panie kąpią się w wannie i oblizują obmazane pianą stopy. Trzecia pani w ramach prezentacji wyuzdanego pożycia intymnego na potrzeby filmu czochra się o owoce, wątróbkę i inne artykuły spożywcze. Konsekrowane dziewice idą na szczudłach do Częstochowy. Prezenter TV zbiera plastikowe kupy. Daniel Olbrychski, przebierający się za gejowskiego manikiurzystę czy futurystycznego psychiatrę-eksperymentatora jest już na tym tle po prostu smutny.

Co mnie rozśmieszyło - goły Wojewódzki. To było zabawne. Trochę mało.

14 października 2009

Leverage

Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 18:29:59

Całkiem zgrabna amerykańska kalka brytyjskiego "Hustle'a". Całkiem, bo na każdym kroku widz jest informowany (na wypadek, jakby zapomniał), że zespół robi tylko "uczciwe" przekręty (co jeszcze łopatologicznie podkreśla polski tytuł), rekompensując dobrym stratę, jaką ponieśli od złych. A to sierotka z terenów zrujnowanej wojną Serbii, a to weteran z Iraku, fundacja charytatywna, właściciel wywiezionego z hitlerowskich Niemiec kosztem życia ojca obrazu czy szantażowana rodzina. Żadnych mglistości, szarości - źli są źli, dobrzy są dobrzy. Do połowy drugiego sezonu w teamie nietypowo nie ma pięknej kobiety - jest sprawna złodziejka Parker i oszustka Sophie (Jane z "Coupling"), ale w ramach poprawności politycznej jest biały mięśniak Eliot i czarnoskóry hacker Hardison. Całością operacji dowodzi alkoholik, Nathan Ford, były ekspert ubezpieczeniowy. Przed przerwą w drugim sezonie Sophie została zastąpiona ładną blondynką Tarą, co pewnie pozwoli pociągnąć jakiś wątek romansowy w ekipie.

Przyjemne do obejrzenia, acz bez rewelacji.

11 października 2009

Damages

Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 14:53:45

Niby wszystko ok - demoniczna Glenn Close i obrzydliwy Ted Danson, ale w sumie nuda, panie. To nie jest zły serial, ale mnie przeraźliwie nudzą seriale prawnicze. Świeże jest podejście narracyjne - 13-odcinkowy serial jest pokazywany z dwóch (a czasem i urywkowo z pomiędzy) stron - chronologicznego i finałowego. Ellen, młoda prawniczka, trafia do znanej agencji prawniczej, prowadzonej przez efektywną Patty Hewes, i zostaje zatrudniona do znanej sprawy. Jednocześnie we flashforwardach widać, że świetna okazja rozwoju kończy się średnio, bo Ellen ląduje w więzieniu oskarżona o morderstwo. Natomiast cała sprawa nie wciąga. Nie interesuje mnie, czy oskarżony i jego prawnicy wygrają sprawę, czy kancelaria Patty Hewes ugodę wygra. Ba, nie interesuje mnie, czy Ellen odkryje całą intrygę, leżącą pod procesem. Ellen dodatkowo co chwila budzi we mnie silne uczucie wyprostowania nogi i kopnięcia jej w odwłok, bo zachowuje się przerażająco bezwolnie i nielogicznie. Drugi sezon pewnie też obejrzę, ale bez specjalnego zacięcia.

07 października 2009

Arrested Development

Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 13:16:14

A teraz opowieść o bogatej rodzinie, która straciła wszystko i o synu, który nie miał wyjścia i musiał pozbierać wszystkich do kupy.

Rodzina Bluthów jest chyba najbardziej dysfunkcyjną rodziną, jaką można zobaczyć na ekranie. Senior rodu zostaje aresztowany za liczne sprzeniewierzenia, defraudacje i inne nadużycia, po czym utrzymanie zbankrutowanej rodziny spada na najstarszego syna, Michaela. Reszta rodziny niczego nie ułatwia - rodzina wydaje każde pieniądze, jakie ma w zasięgu ręki, ponieważ przyzwyczajona jest golfa, country clubu, szeroko zakrojonej i wylewnej dobroczynności (głównie związaniem z imprezami i ekskluzywną odzieżą), przyjęć na jachcie i utrzymywania odpowiedniego standardu życiowego. Ślicznie egoistyczna, acz niebłyskotliwa siostra Michaela, Lindsay (Portia de Rossi, co dawało zabawny efekt pomieszania, gdy jednocześnie oglądałam "Better Off Ted") ma męża - nieudacznika Tobiasa, chorobliwie bojącego się nagości aktora, wcześniej psychiatrę. Jeden z braci - Gob - jest magikiem, który swoje średnio udane sztuczki pokazuje przy akompaniamencie "The Final Countdown" (co skutecznie mi się wdrukowało i nawet w lokalnej budce z gołąbkami na dźwięk Europe zaczęłam się rozglądać za Gobem), za to bardzo skutecznie wychodzi mu uwodzenie przypadkowo poznanych pań. Buster, najmłodszy z rodzeństwa, nie jest najbystrzejszy, ale mnie najbardziej ujmuje (zwłaszcza że wygląda jak Czech. Jak czech Żydów), zwłaszcza po wypadku z foką. Syn Michaela i córka Lindsay mają się ku sobie, mimo że są kuzynami. W tle cały czas przewija się śledztwo związane z firmą, proces sądowy, kolejne ucieczki z więzienia seniora rodu, malownicze wypadki i spektakularne klapy poszczególnych członków rodziny.

W polskim tytule - "Bogaci bankruci" - rozpoznaję tłumacza z tej szkoły, co przetłumaczyła "Scrubs" na "Hożych doktorów". Mimo średniego polskiego tytułu serial jest prześlicznie absurdalny, realizowany w konwencji reportażu, a narrator zza kadru dopowiada co pikantniejsze szczegóły. Warto czekać na streszczenie następnego odcinka, które de facto streszczeniem nie jest. Mnie się bardzo, czego i Wam życzę.

20 września 2009

True blood

Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 15:30:17

Od pierwszego odcinka się zachwyciłam, bo to i ładne przez kontrast lokalizacyjno-społeczny - dziura gdzieś w środku niczego w Ameryce, wśród oderwanych od młota pneumatycznego małomiasteczkowych rednecków, a w tym wszystkim zalegalizowane, choć ciągle kontrowersyjne, wampiry; i ładne przez dobór bohaterów. Wampiry egzystują w społeczeństwie, ponieważ wynaleziono sztuczną krew, którą mogą pić zamiast ludzkiej. Sookie, kelnerka z maleńkiego baru, umie czytać w ludzkich umysłach. Stara się nie wykorzystywać tego, bo o czym myślą klienci baru - o złapaniu kelnerki za tyłek, o piwie czy o tym, że chętnie by komuś przyłożyli. Tym bardziej ją fascynuje wampir Bill, którego myśli nie jest w stanie przeczytać. Brat Sookie nie ma żadnych specjalnych mocy i przy tym nie jest, jak to ładnie anglojęzyczni określają, najostrzejszym nożem w szufladzie, ale ma dużego stukacza i panny na niego lecą. W pierwszym sezonie ktoś te panny, które ochoczo korzystają z usług, zaczyna mordować i wszyscy w miasteczku podejrzewają się wzajemnie. W drugim sezonie w miasteczku pojawia się piękna kobieta, która zaprzyjaźnia się z pyskatą kelnerką Tarą i zaczyna organizować orgietki (nie, to nie jest serial poniżej 18 lat i całkiem zgrabnie to wychodzi, bo krew, ruja i porubstwo to to, co widz masowy łyka jak pelikan).

Im dalej w las, tym bardziej irytująca jest maniera naiwnej dzieweczki Sookie, ale serial robi się coraz mroczniejszy i krwisty, a przy tym w dość niespodziewanych momentach zabawny i parodystyczny. Uwielbiam Lafayette'a - kuzyna Tary, który trudni się handlem narkotykami i po części męską prostytucją - ma przepiękny makijaż i jest uroczo elokwentny. Przeuroczy jest też policjant Andy, trafiający na coraz to dziwniejsze wydarzenia, w które mu nikt nie wierzy, albowiem Andy jest zwykle przeraźliwie pijany. Liczę, że w trzecim sezonie pojawi się coś świeżego.

16 września 2009

Better Off Ted

Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 23:26:55

Veridian Dynamics. We're the future of food.
Developing the next generation of food and food-like products.
Tomatoes, the size of this baby.
Lemon-flavored fish, chicken that lay 16 eggs a day, which is a lot for a chicken.
Organic vegetables, chock full of antidepressants.
At Veridian Dynamics, we can even make radishes so spicy that people can't eat them, but we're not, because people can't eat them.
Veridian Dynamics. Food. Yum.

W Veridian Dynamics na stanowisku średniego meneżera pracuje Ted. Ted jest gładki, miły, zawsze uśmiechnięty, głęboko wierzy w dobro korporacji, a przy tym pracuje etycznie. Co jest pewnym ewenementem w VD, ponieważ korporacja nastawiona jest na maksymalne wykorzystanie materiału, również ludzkiego. Na czele działu Research&Development stoi Veronica (urocza Portia de Rossi), piękna i bezwzględna, która nie zawaha się przed zamrożeniem jednego z inżynierów, próbami testowania wynalazków na pracownikach czy poprawieniem wydajności przez wprowadzenie urozmaiceń w zagródkach według czterech personalizowanych schematów. Specyficzni naukowcy - Lem i Phil, polityczna poprawność, procedury, przenoszenie funduszów z jednego projektu do drugiego, korpoabsurdy (źle wydrukowana karta wejściowa), urocza i prawdomówna Linda z działu testów, z którą wiąże Teda przyjaźń i potencjalny firmowy romans.

Serial jest złośliwy i cyniczny, a królowa jest zachwycona, drugi sezon w lutym 2010.

12 września 2009

Black Books

Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 16:03:19

Wiele mądrzejszego niż Radek u siebie napisać nie mogę, ale to bardzo przyjemny, absurdalny i bałaganiarski serial. Lubię Brytyjczyków za ich brak politycznej poprawności, podejście "zadem do klienta" i cyniczne obśmiewanie głupoty bohaterów. Bernard prowadzi maleńki antykwariat, w którym najmniej chodzi o to, żeby coś sprzedać (bo potem trzeba zamawiać nowe książki, ustawiać, płacić podatki i robić te śmieszne rzeczy zwane księgowością), a bardziej, żeby mieć gdzie spaść na podłogę po nadużyciu alkoholu. Bernardowi nie przeszkadza, że podłoga się klei, wszędzie jest pleśń, a do sufitu przylepione są tosty z dżemem (przynajmniej jest szansa, że któryś spadnie i będzie można go zjeść). Nie przeszkadza to też Fran, sąsiadce ze sklepiku z różnościami (w pierwszym sezonie, potem Fran pracuje dorywczo w różnych miejscach), która jest albo sfrustrowana i samotna, albo pijana, a w każdej chwili ma w ustach papierosa. Przypadkiem w antykwariacie pojawia się Manny, były księgowy pod 40-tkę w nieodłącznej hawajskiej koszuli i wiecznie nieuczesanymi długimi włosami dookoła łysiny, i już zostaje, najpierw w celu prowadzenia podupadającej księgowości Bernarda, potem jako współmieszkaniec (mimo licznych sprzeciwów Bernarda).

Serial ma kilka fraz kluczowych: "jeśli coś może pójść nie tak, to pójdzie", "na pewno się nie uda", "nawet jak bohaterowie chcą dobrze, to wyjdzie jak zwykle". Często się coś zapala, przewraca, ktoś kogoś uderza, zatrzaskują się drzwi, klienci są regularnie obrażani, a w następnym odcinku wszystko wraca do normy. 3 zgrabne, sześcioodcinkowe sezony na kilka wieczorów.

07 września 2009

United states of Tara

Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 21:00:09

Po książce o człowieku z osobowością wieloraką czas na serial. Tara jest zamężną projektantką wnętrz, mieszkającą na przedmieściu, matką dwójki nastolatków i ma kilka alternatywnych osobowości, które włączają się w dość nieoczekiwanych momentach - 16-letnią T., głównie zainteresowaną nieskrępowanym uprawianiem stosunków męsko-damskich z kim popadnie, Buckiem - weteranem z Wietnamu czy Alice - idealną gospodynią domową w stylu Stepford. Mąż (bardzo miło było zobaczyć Johna Corbetta, czyli Chrisa o Poranku z "Przystanku Alaska") usiłuje odkryć, co spowodowało rozbicie osobowości żony na kilka i nie dopuścić, żeby któraś z nich zniszczyła rodzinę. Czasem jest dowcipnie, czasem brutalnie, czasem smutno. Ładny, niebanalny serial ze śliczną, wycinaną z papieru czołówką i sympatyczną piosenką.

Bardzo obiecujący pierwszy sezon, drugi zapowiada się na 2010.

03 września 2009

Kac Vegas

Poziom: 1 * Oglądam / 17:31:57

Trochę się bałam, że będzie to przeraźliwie słaby film, ale zostałam miło zaskoczona. Trzech przyjaciół wybiera się na wieczór kawalerski do Las Vegas, w ostatniej chwili zabierają dość niestereotypowego brata panny młodej. Wiadomo, co się zdarzy w Vegas, ma zostać w Vegas, ale w wyniku pewnej pomyłki wieczór wyrywa się spod kontroli. W łazience jest tygrys, po apartamencie chodzi kura, nikt nic nie pamięta, a do tego brakuje przyszłego pana młodego. Jak w "Memento" bohaterowie odtwarzają swoje przygody z ostatniej nocy, żeby przywieźć zaginionego na ceremonię ślubną.

Nie jest to bardzo wyrafinowana intelektualnie komedia, ale ma dużo smaczków - zaczynając od aktorów (śliczna Heather Graham, Ed Helms - Andy z "The Office" czy Jeffrey Tambor - Bluth Senior z "Arrested Development"), poprzez urocze cameo Mike'a Tysona, na popkulturowych parodiach kończąc. Pewnie mój ostatni film kinowy na jakiś czas ;-)

Wcześniejsze wpisy