07 sierpnia 2010
Poziom: 1 * Oglądam / 23:52:48
Lubię, jak wchodzę w film i zanurzam się w nim po czubek nosa. Nie ziewam, nie robię w myślach listy zakupów (no dobrze, marzę o tym, żeby zajrzeć do imdb i sprawdzić, gdzie grała ta mała brunetka), tylko trzymam się fotela i patrzę, gdzie mnie reżyser zabierze. Nolan zabrał mnie do świata snów i czułam rozczarowanie po ostatniej scenie. Że to już. Przestraszyłam się ludzi stojących w ciemności na parkingu. Ostatnio takie poczucie odrealnienia miałam po "Blue Velvet", kiedy wracałam tramwajem przez miasto i fizycznie czułam jego ciemną stronę.
Dla tego filmu warto było przeczytać stertę książek (choćby Ubika czy Przez ciemne zwierciadło), obejrzeć trochę filmów (również tych słabszych, jak Existenz), żeby poczuć, że "Incepcja" to wisienka na czubku tortu.
Cobb (i tu czapki z głów, bo jak Di Caprio zagra, to nawet w kiepskim filmie jestem pod ogromnym wrażeniem) jest złodziejem tajemnic. Włamuje się do snów ofiar, tworzy świat udający prawdziwy i wykrada zawartość symbolicznych sejfów. Po nieudanej akcji zostaje przez niedoszłego okradzionego zwerbowany do nietypowej akcji - incepcji (zaszczepienia celowi myśli tak, żeby uznał ją za własną). Akcja ma być ostatnia i pozwolić mu na powrót do domu, z którego musiał zniknąć, opuszczając dzieci. Jak w klasycznym filmie o wielkim skoku, zbiera zespół, planują szczegóły, zaczynają akcję i zaczynają się problemy. Tyle że jedynymi realnymi elementami jest ekipa i cel, reszta dzieje się we śnie. Zaplanowanym przez Arthura, speca od informacji, sprowadzonym przez Yusufa, chemika, wykreowanym architektonicznie przez Ariadne, specjalistkę od labiryntów, zaludnionym bliskimi ofiary przez Eamesa, mistrza kamuflażu i wreszcie śnionym przez Cobba. Jednocześnie jest to historia miłosna Cobba i jego żony. Wielowarstwowa, wielostronna, odsłaniana kartka po kartce.
Urzekła mnie strona wizualna - rozmach tworzonej rzeczywistości, senne lepienie świata ze szczegółów wspomnień, walki w nieważkości czy zabawa z lustrami. Zachwyciła precyzja scenariusza - spójne zagłębianie się w kolejne światy, rozszerzanie czasu i konsekwencja planu przestępstwa. Niczego nie brakowało - było i parę szczypt humoru, sporo fajerwerków, trochę uczuć, twist i tajemnica. Jak nie lubię (i nie umiem) wyceniać filmów, tak ten ma pełne 10/10.
Wyświetl wpis
20 lipca 2010
Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 23:15:59
YAHS = Yet Another Hospital Series. Ale to zupełnie nie szkodzi, bo mało medycyny, a dużo absurdu, klasyki brytyjskiego ministerstwa głupich kroków, trochę nieuniknionych podobieństw do "Scrubs", żartów słownych (częstokroć nieprzetłumaczalnych). Tak na marginesie cieszę się niezmiernie, że w zalewie seriali jeszcze odkrywam kolejny sprawiający mi tyle przyjemności.
Na oddział chirurgiczny (Green Wing, bo zielone fartuchy) trafia dr Caroline Todd (trochę mniej atrakcyjna, ale podobnie pechowa jak scrubsowa Elliot) i ląduje między cynicznym acz w środku miękkim jak kaczuszka doktorem Macartneyem (inteligentny i ironiczny rudzielec, zupełnie jak scrubsowy dr Cox) a anestezjologiem-erotomanem doktorem Secretanem (bardziej wyrachowana, acz równie bezpośrednia wersja scrubsowego Todda). Główną osią serialu jest życie uczuciowe Caroline, która zasadniczo jest zafascynowana doktorem Macartneyem, ale łatwo nią manipulować, co skrzętnie wykorzystuje dr Secretan. W tle dużo smacznych wątków pobocznych: ciapowaty Martin, który nie może zdać egzaminu na lekarza, również zakochany bez wzajemności w Caroline, psychotyczna administratorka i psycholog szpitalny Sue White, dla odmiany maniakalnie zakochana w rudowłosym doktorze Macartneyu, uroczo obłąkany dział HR wraz z dyrektorką, Joanną, cierpiącą na przerost libido, niechętnie uprawiającą poufne stosunki z radiologiem Alanem Stathamem (i nie tylko).
Do tego - mimo że absurd absurdem pogania - się wzruszam. Historia związku Caroline i "Maca" Macartneya jest pastelowa, urocza, wiktoriańsko niewinna i ciepła. Czułam ogromną niechęć do scenarzystów za utrudnianie bohaterom życia. Sam serial pozostawia spory niedosyt, na szczęście wątki są zgrabnie pokończone w finałowym pełnometrażowym Odcinku Specjalnym.
Chciałabym więcej.
Wyświetl wpis
30 czerwca 2010
Poziom: 1 * Oglądam / 22:42:51
Bardzo przyjemna komedia romantyczna. Ojciec na progu podpisania dokumentów rozwodowych tłumaczy nastoletniej córce, jak poznał i pokochał jej matkę. Przy okazji wprowadza ją w świat swoich byłych dziewczyn. Byłe fajne, bo Isla Fisher, Rachel Weisz i Elizabeth Banks. Tatuś celowo zmienia imiona, żeby córka sama zdecydowała, która z pań jest jej matką. Dowcipne, stonowane dla nieco młodszego widza, sympatyczne na wieczór. Ładne wnętrza i pejzażyki nowojorskie. Trochę aluzji do amerykańskiej polityki (Clinton i afera rozporkowa).
Wyświetl wpis
27 czerwca 2010
Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 11:26:08
Czasem tak jest, że nawet fajny serial kończy się po pierwszym sezonie i nie szkoda. Flashforward (u nas zwany "Przebłyskami jutra") bardzo mi się spodobał na samym początku, ale szybko zaczęłam się bać, że wyjdzie z niego drugi "Lost" - z namnożeniem wątków, których nie da się logicznie poskładać na końcu, z rozwlekaniem akcji na kilka sezonów, po których już nikt nie pamięta, co było w pierwszym. Mimo sympatii więc, skończył się ładnie (może nie tak ładnie jak ostatni odcinek "Six Feet Under", ale też zgrabnie) i szybko.
6 października 2009 wszyscy ludzie na ziemi stracili świadomość na 2 minuty i 17 sekund. Efekty są tragiczne i spektakularne - zdemolowane miasta, rozbite samoloty, zginęło parę milionów ludzi. Podczas utraty świadomości ("zaćmienia") wszyscy śnili sen, pokazujący 2 minuty i 17 sekund przyszłości każdego z nich. Niektórzy nic nie widzą, co prawdopodobnie oznacza, że nie będą żyli za pół roku, niektórzy widzą wydarzenia, które zmienią ich przyszłość. W oddziale FBI w Los Angeles powstaje strona www, na której ludzie wzajemnie uzupełniają swoje wspomnienia z przyszłości. Agent specjalny Mark Benford w swojej wizji widział tablicę, na której widniały wyniki półrocznego śledztwa i przez cały serial oddział FBI podąża wszystkimi ścieżkami, współpracując z przypuszczalnymi choć mimowolnymi twórcami "zaćmienia" - naukowcami fizykami. Bardzo zgrabnie powiązane są ze sobą wątki poszczególnych bohaterów, praca i życie prywatne, śmierć i możliwość ocalenia. Niektórzy walczą z przeznaczeniem i próbują zmienić to, co widzieli w wizji, niektórzy traktują wizję jako przyszłość idealną i robią wszystko, żeby się spełniła. Trochę dramy, trochę kryminału, trochę - acz najmniej - sf. Mnie się podobało.
Trochę śmiesznostek. Oryginalnie akcja książki, na podstawie której był oparty serial (zaczęłam czytać, ale nie skończyłam, bo nie umiem z ekranu), dzieje się w CERN-ie, gdzie znajduje się jedyny na świecie Wielki Zderzacz Hadronów (sic!). W serialu cząstki zderzają się oczywiście w laboratorium w Stanach. Fizyków grają Jack Davenport (Steve z "Coupling") i Dominic Monaghan (hobbit z "Lost"), co nieodmiennie mnie bawiło, podobnie jak postać agenta Demetri, granego przez Johna Cho (ostatnio szerzej znanego jako Sulu z kinowego Star Treka, ale dla mnie nieodmiennie będącego tym azjatyckim dzieciakiem sikającym z balkonu na Stiflera w "American Pie" i skandującym "MILF, MILF" na widok matki Stiflera).
Wyświetl wpis
22 czerwca 2010
Poziom: 1 * Oglądam / 22:48:45
Zawsze podchodzę z pewnym niepokojem do ekranizacji Pratchetta, bo jednak zawsze ginie w nich to, co najbardziej lubię - język i narracja. Szczęśliwie ta nie rozczarowuje pod żadnym (oczywiście poza językowym) względem. Wprawdzie generyczne Ankh-Morpork jest miastem pełnym magii, ale w ekranizacji jest w zasadzie steampunkowe (po części ze względu na wycięty wątek magicznej maszyny do sortowania listów) - sekary działają na sznury, poczta opiera się na pracy mnóstwa ludzi (i golemów), a magowie pojawiają się w zasadzie tylko po to, żeby nawiązać kontakt z Pseudopolis podczas konkursu. Bardzo przyjemna obsada - w roli Moista Richard Coyle (nieudacznik Jeff z "Coupling"), w roli Sacharissy - Tamsin Greig (neurotyczna Fran z "Black Books"); doskonały Vetinari (naprawdę, nie stanowi, że aktor jest blondynem). Żal mam malutki za brak pocztowego kota czy znaczne obcięcie ról drugoplanowych (na przykład młodszego poczmistrza Groata), ale zrekompensowały mi to ładne sekary i ich obsada i cameo Pratchetta w roli listonosza.
Myślę, że ze spokojem można obejrzeć przed lekturą książki (ale książkę i tak warto).
Wyświetl wpis
14 czerwca 2010
Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 18:42:07
Złe jaszczury V, dla niepoznaki odziane w gustowne ludzkie wdzianka (zwłaszcza panie bardzo gustowne, a już szczególnie przywódczyni jaszczurów, Anna[1]), przylatują na Ziemię i najpierw dają ludzkości dużo fajnych rzeczy, a potem chcą ją przejąć. Ziemię, nie ludzkość. Okazuje się, że przylatywały już na Ziemię od dawna i mają ukrytych przedstawicieli zarówno jaszczurów właściwych jak i jaszczurów humanistycznych, dbających, żeby te złe nie czuły się zbyt pewnie. Dzielna agentka FBI[2] przypadkiem natrafia na całą aferę, odkrywa, że jej służbowy partner[3] był jaszczurem w przebraniu i razem z przypadkowo poznanym księdzem[4] zaczynają knuć na szkodę obcych. Zwolennicy ludzkości na Ziemi, tzw. Piąta Kolumna, jest nieliczna i słabo uzbrojona, V są wyposażeni w najnowszą technikę i szwadrony żołnierzy śmierci, ale finał rozgrywki nie jest wcale taki oczywisty. Dla młodszych widzów w tle romansik syna agentki i córki królowej jaszczurów.
Serialowe związki: [1] Anna to Inara z Firerfly'a (niestety, obcięta na krótko i filmowana z bliskiej odległości, żeby wyglądać nieco gadzio). [2] Juliet z Losta. [3] Wash, również z Firefly'a. [4] Agent NCA Tom Baldwin z 4400. Czy mam poczucie rotacji jak we współczesnych polskich komediach? Nie, bo jednak każdy z aktorów umie zagrać inaczej niż w poprzednich filmach.
Wyświetl wpis
13 czerwca 2010
Poziom: 1 * Oglądam / 12:46:30
11-letni Max jest nadpobudliwy i odczuwa brak zainteresowania ze strony starszej siostry i matki. Siostra woli swoich kolegów, matka pracuje i spotyka się z kandydatem na partnera, co Maksa denerwuje. A kiedy się denerwuje, przebiera się w strój potwora i zaczyna niszczyć wszystko. Niszczy pokój siostry po tym, jak jej znajomi zepsuli mu igloo, gryzie matkę, kiedy próbuje go uspokoić podczas kolacji z gościem i ucieka z domu. Płynie łódką przez morza i oceany i dociera do miejsca, gdzie mieszkają potwory. Potwory niszczą i psują, więc Max zostaje ich królem. Ale nie jest łatwo być królem potworów. Przyjaźnie z wieloma osobami naraz są trudne, pojawia się zazdrość i rozczarowanie.
Potwory animowane były w studiu Jima Hensona i to JAK animowane. Brudne futro, mimika, faktura na nosie, łzy, czasem zabłąkany glucik z nosa - każdy szczegół na miejscu. Niesamowite pejzaże, zachody słońca, światło i muzyka. Do tego film niesamowicie mnie wzruszył. Po części dlatego, że w Maksie widziałam Maję za kilkanaście lat, po części widziałam siebie przed laty. A po części dlatego, że był zwyczajnie ładny i ciepły.
I chcę plakat. Bardzo.
Wyświetl wpis
11 czerwca 2010
Poziom: 1 * Oglądam / 12:23:37
Taki współczesny odpowiednik hammerhorroru. Jednego z bohaterów - Jimmy'ego - rzuca panna, drugi zostaje wyrzucony z pracy (ciężko być klaunem, jak się nie lubi dzieci), wybierają się więc w podróż w losowe miejsce Wielkiej Brytanii. Przypadkiem jest to miejscowość Cragwich, gdzie kilkaset lat temu przodek Jimmy'ego utłukł lokalną wampirzą królową Carmillę. Carmilla rzuciła klątwę i po okolicy szlajają się lesbijskie wampiry, porywające dziewczęta i czekające, aż uda się zmieszać krew potomka rodu McLeod i dziewicy. Jak się łatwo domyślić, zmieszać się udaje i zaczyna się zabawna i pełna sztubackich żartów pogoń po lasach, przerywana szlachtowaniem wampirzyc, które tryskają białawym płynem. Do ostatecznej rozgrywki konieczny jest miecz z rękojeścią w kształcie penisa.
Film jest zabawny, ale raczej nie będzie kultowym. Dużo dają polskie napisy, gdzie barwnie oddano dość nijakie angielskie dialogi. Obejrzeć i zapomnieć.
Wyświetl wpis
06 czerwca 2010
Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 23:56:06
Alicia Florrick była gospodynią domową, wychowującą dwójkę dzieci, przy mężu Peterze - prokuratorze okręgowym. Do momentu, kiedy mąż nie został oskarżony o przyjmowanie łapówek oraz uprawianie seksu z paniami lekkich obyczajów w zamian za zaniechanie prowadzenia niektórych spraw. Łatwo się domyślić, że Alicia dostaje tym wszystkim w twarz i nagle sama musi utrzymać dom, dzieci i ułożyć sobie na nowo swoje - wydawało się jej - szczęśliwe małżeństwo. Nie jest łatwo, bo nie dość, że wszyscy postrzegają ją przez pryzmat męża i jego układów, to jeszcze wszędzie trąbią o szczegółach jej pożycia intymnego i jak to się pani kochana stało, że mąż wylądował w łóżku z profesjonalistką i tak 18 razy. Tymczasem Alicia chce być tylko dobrym, uczciwym i skutecznym prawnikiem, żeby zostać partnerem w znanej firmie Stern, Lockhart i Gardner.
Każdy odcinek - nowa sprawa. W tle trwają przygotowania do procesu męża, w Alicii budzi się coraz lepszy i bardziej zaangażowany prawnik. Nie pomaga też, że pracuje w firmie swojego kolegi ze studiów, Willa Gardnera i coś tam się między nimi powoli wykluwa w czasie nadgodzin.
W tle: Kalinda - piękna hinduska prawniczka, bardziej detektyw i włamywaczka, z szerokimi kontaktami w policji. Dwójka dzieci - syn i córka - próbują prowadzić własne śledztwo w sprawie ojca. Liczne gierki prawne i korporacyjne, łącznie z podsłuchiwaniem i wzajemnym wygryzaniem. I jak nie lubię seriali prawniczych, tak ten - mimo że średnio połowa akcji to przygotowania do procesu bądź proces - bardzo mnie ujął od pierwszego odcinka.
Serialowe związki: męża Alicii gra Mr Big z "Seksu w wielkim mieście", nowego prokuratora - czarny brat z "Losta", a Kalindę - dziewczyna Sama Tylera z brytyjskiej wersji "Life on Mars".
Wyświetl wpis
02 czerwca 2010
Poziom: 1 * Oglądam / 22:59:38
Film obejrzałam tak z tydzień temu, ale - co się rzadko zdarza - dalej nie bardzo wiem, co napisać. Bo nie rozumiem, o czym jest ten film. Lata 60., żydowski akademicki nauczyciel fizyki, Larry Gopnik, ma problemy w pracy, bo student wciska mu łapówkę za lepszy wynik egzaminu. Do tego ma problemy finansowe, a łapówka sporo problemów by rozwiązała. Żona oznajmia mu, że chce rozwodu, bo sypia z innym. Brat ma problemy z hazardem. Syn podbiera pieniądze na marihuanę, mimo że powinien szykować się do Bar-micwy. Larry wszędzie szuka pomocy - u adwokata, rabina (urocza rola Simona Helberga, szerzej znanego jako Howard Wolowitz), ale jedynym efektem są coraz większe zaległości finansowe. W tle pojawia się jeszcze dość erotyczna sąsiadka i klimatyczna muzyka z epoki. I wszystko się toczy leniwie od zdarzenia do zdarzenia, po czym kończy się znienacka. Miło się oglądało, ale tak zupełnie bez sensu. Po braciach Coen spodziewałam się ciut więcej, a dostałam trochę pogodniejszą wersję "Człowieka, którego nie było".
Wyświetl wpis
25 maja 2010
Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 23:25:41
Zaczęło się zapewne od tego, że w jednym z odcinków "Scrubs" pojawiła się Courtney Cox w roli diabolicznej pani ordynator i od razu zakumplowała się z jędzowatą żoną doktora Coxa, Jordan. Obie panie to ryczące czterdziestki, podrywające w knajpach młodszych mężczyzn (Christa Miller bardziej rycząca, bo ktoś ją skrzywdził botoksem), a że formuła Scrubs się wymydliła, to pewnie twórcom szkoda było tego potencjału marnować i przerzucili je do "Cougar Town", dziejące się w pięknym i słonecznym mieście Sarasota na Florydzie.
Jules (CC) właśnie się rozwiodła z dziecinnym mężem Bobbym, ale pozostając w przyjaźni razem opiekują się prawie pełnoletnim synem Travisem. Jules nie jest przygotowana na to, że świat samotnej kobiety po 40. jest trochę dziwny, trochę straszny. Bardzo boi się, żeby nie dostać etykietki "cougara" (pumy), ale zaczyna ponownie chodzić na randki, usiłując połączyć to z rolą matki.
Ellie ma w miarę świeże dziecko i tęskni za czasami, kiedy była bezdzietną bywalczynią klubów (chociaż nie oszukujmy się - teraz głównie przesiaduje w domu Jules, popijając wino i wygłaszając kąśliwe uwagi). Mąż Ellie, Andy, zazdrości Bobbiemu, który mieszka na parkingu w łódce, ale to są rzeczy, które nie przystoją nawet bardzo infantylnej głowie rodziny. Przynajmniej oficjalnie. Laurie, młodsza współpracowniczka Jules, jest dużą, elokwentną dziewczyną z powodzeniem u mężczyzn, ale niekoniecznie potrafiącą poradzić sobie w nagle dorosłym życiu. Andy, sąsiad Jules, również chwilę temu się rozwiódł i teraz sypia z co noc to inną 20-latką. Kiedy nie sypia, prowadzi bar, w którym się wszyscy znajomi spotykają. W tle pojawia się rasowa puma, Barbara, która komentuje podrywki Jules i emituje swoje poprawione chirurgicznie piersi i brak zmarszczek.
Zaskakująco ciepły, autoironiczny, miejscami niespecjalnie intelektualny, ale zabawny. Godny następca "Scrubs", tyle że pozbawiony szpitalnej dramy i wzruszeń. Jakby nie to, że głównie jest o ryćkaniu, to powiedziałabym, że to serial familijny.
Wyświetl wpis
17 maja 2010
Poziom: 1 * Oglądam / 22:49:58
Broniłam się przed polską falą filmów blockerskich i niewiedzy obejrzałam film o blockersach brytyjskich. I nie podobało mi się. Rozumiem, że jest potrzebne pokazywanie każdego aspektu świata, ale czemu ja to muszę oglądać?
15-letnia Mia trenuje taniec do hip-hopowych rytmów, słownictwo ma przeważnie na k, ch i dupa, lubi wypić, czasem kradnie, a problemy rozwiązuje trzaskając przeciwni(cz)ka z dyńki. Ma młodszą siostrę Tyler (o równie bogatym języku i zamiłowaniu do napitków procentowych) i niewiele starszą matkę, która lubi potańczyć w męskim towarzystwie w oparach alkoholu. Przyprowadza do domu Connora, najnowszą podrywkę. Connor jest całkiem sympatyczny, bo okazuje Mii i więcej zainteresowania i troski niż matka. Mia sobie tańczy skąpo odziana, więc, jak się łatwo domyślić, między nią a Connorem rodzi się bardziej intymne powiązanie. Potem Connor znika, a Mia go śledzi i wykrywa jego tajemnicę. I wszystko fajnie, tyle że to dla mnie zupełnie obcy matrix; co gorsza - nie bardzo mnie interesuje, co zrobi piętnastolatka z patologicznej rodziny, żeby nie iść do szkoły dla trudnej młodzieży, chociaż powinna tam trafić. Można oglądać ten film w kategoriach "czego nie robić, żeby uniknąć porażki rodzicielskiej".
Dla tych, co widzieli bądź i tak nie chcą oglądać: Pbaabe an cbpmągxh jmohqmvł zbwą flzcngvę - ebmznjvnwąp m Zvą, mnpuępnwąp wą qb hqmvnłh j xbaxhefvr gnńpn, bcngehwąp wrw abtę v xłnqąp fcnć m cemlxeljnavrz xbplxvrz. Moemlqmvłn zavr angbzvnfg gbgnyavr fpran frxfh, xvrql wrqlaą emrpmą, wnxą zójvł, olłb "Znz qhżrtb xhgnfn, cenjqn? jvęxfmrtb bq vaalpu?". Jvrz, cbjvaab zavr moemlqmvć whż gb, żr cpuaął an xnancę 15-yngxę, nyr grtb fvę fcbqmvrjnłnz, n gnxvrw fzęgarw tnqxv avr.
Wyświetl wpis
13 maja 2010
Poziom: 1 * Oglądam * Różne takie / 13:00:44
Nie jest to bardzo zły film, ale znacznie gorszy niż pierwszy. Niby wszystkie składniki są takie same - ładna drugoplanowa panna, dowcipne autoboty, dużo wybuchów i pościgów, błyskotliwy geek - ale z mniejszym rozmachem i wtórne. Panna w zasadzie tylko się snuje za głównym bohaterem i raz odpala samochód za pomocą łączenia kabelków. Autoboty dzielimy na te złe i te dowcipne. Mocnym punktem jest John Turturo w roli blogera - błyskotliwego eks-agenta, śledzącego spiski związane z robotami. Sympatycznym akcentem jest Rainn Wilson w roli wykładowcy uniwersyteckiego. Niestety, sporo porażek fabularnych (okruch magicznego artefaktu zaczyna działać dopiero, kiedy wypada z kurtki bohatera, wcześniej był nienamierzalny i nieaktywny) i dłużyzny. Jak jestem wielką fanką wybuchów i pościgów po pustyni, tak po kwadransie biegania straciłam wątek (kto goni kogo, po co i w zasadzie co za różnica, czy dobiegną).
Wyświetl wpis
04 maja 2010
Poziom: 1 * Oglądam * Różne takie / 23:52:21
Film z roku 2000, zdążyłam go obejrzeć ładne kilka razy. Jeśli dodam, że scenariusz napisał Petr Zelenka, to już wiadomo, czemu. Kino czeskie to dla mnie to, do czego powinno dążyć kino polskie (zamiast blokersów, Karola, który został, kolejnych podejść do martyrologii i ekranizacji lektur szkolnych).
"Samotni" są nieco komiksową opowieścią o kilkorgu mniej i bardziej powiązanych ze sobą mieszkańcach Pragi. Bardzo ładne, ciepłe filmowanie, doskonała muzyka. Urocze i sugestywne zarysowanie scen erotycznych za pomocą bąbelków z lampy lava. Przezgrabny scenariusz, wykorzystujący każdą z postaci w filmie (nawet drugoplanową) do jakiegoś celu. Akcja filmu to łańcuszek wydarzeń, przekazujących poszczególnych bohaterów - Hankę, Petra, Ondreja, Roberta, Jakuba czy Vesnę przez kolejne doświadczenia, po których każde z nich się zmieni. Niezmienny pozostanie jedynie Jakub - człowiek wiecznie pod wpływem marihuany - pogodny i żyjący chwilą, nawet jeśli ją za chwilę zapomni.
Lubię ten film chyba głównie za to przyjemne uczucie ciepełka w środku, jakie zostaje po obejrzeniu.
Wyświetl wpis
03 maja 2010
Poziom: 1 * Oglądam / 23:14:11
Tony Stark jest playboyem, pije Ballentine'sa i ma konsumpcyjny stosunek do życia. A przy tym jest właścicielem najbardziej znanej amerykańskiej fabryki produkującej broń. Po jednym z pokazów spektakularnych wybuchów zostaje ranny i wzięty do niewoli przez złych Arabów. Ponieważ oberwał rozpryskującymi się pociskami z własnej fabryki, życie ratuje mu wielojęzyczny geniusz-erudyta, pomieszkujący sobie z arabskimi terrorystami. Z kłębka drutu i kilku gwoździ konstruuje elektromagnes, który montuje w Starku, żeby utrzymywał odłamki z dala od jego serca. Stark zamiast wymaganej przez brodaczy w turbanach broni, robi sobie stalową zbroję i zwiewa. Przez resztę filmu udoskonala wynalazek i walczy ze żmiją, co ją wyhodował na własnym łonie.
Pościgi (również samolotowe), pociski, błyskotliwe wynalazki z dłubaniem w lśniącym metalu (prawie jak u Wallace'a i Gromita), wybuchy, piękne modelki i duże przymrużenie oka z tekściarstwem i cynizmem. A do tego niezła obsada - świetny Robert Downey Jr., Gwyneth Paltrow i Jeff Bridges (którego nie poznałam, bo był łysy, ale za to miał brodę). Bardzo przyjemny komiksowy film, nie wymagający udziału mózgu.
Wyświetl wpis
27 kwietnia 2010
Poziom: 1 * Oglądam / 23:54:00
Ciepły leniwy film o ludziach, którzy szukają miłości. Takich zwykłych, zupełnie ze sobą niezwiązanych, których ścieżki się ze sobą splatają w seriach przypadków. Dwie nastolatki drażnią się ze starszym mężczyzną, który ewidentnie ma na nie ochotę. Ojciec dwóch synów, Richard, który rozstał się z żoną, spotyka Christine - po godzinach artystkę, a w godzinach - taksówkarkę wożącą starszych ludzi. Christine chce pokazać swoją twórczość światu w lokalnej galerii, ale napotyka niechęć od strony kustoszek. Starszy syn Richarda wchodzi w bliższy kontakt z nastolatkami, które chcą na nim przetrenować swoje umiejętności łóżkowe. Młodszy, kilkulatek, rozpoczyna erotyczną rozmowę z nieznajomą/-ym na internetowym czacie. Finał filmu splata losy wszystkich ze sobą tak, jak mógłby to zrobić w przereklamowanej i zbyt wysoko jak dla mnie ocenianej Magnolii (a do tego bez obciachowej piosenki, gdzie wszyscy tańczą w deszczu żab).
Wyświetl wpis
25 kwietnia 2010
Poziom: 1 * Oglądam * Różne takie / 23:59:11
Przedziwny, bardzo Gilliamowy film. Jeliza-Rose ma 9 lat, bogatą wyobraźnię i rodziców narkomanów. Najpierw przedawkowuje matka, potem ojciec, ale nie przeszkadza to dziewczynce żyć w świecie swojej wyobraźni, wprowadzając w ten świat elementy realności - zwłoki ojca, główki lalek na czubkach swoich palców, złowieszczą sąsiadkę i jej niepełnosprawnego intelektualnie syna. Bardzo piękne, ciepłe, złocisto-jesienne obrazy i niepokojąca, zupełnie nieprzystająca do niespełna 10-letniej dziewczynki treść - dużo zabawy odbieraniem dorosłego przez dziecko. Dużo nawiązań do książkowej "Alicji w Krainie Czarów", sporo makabry i nasycenia nierealnością. Podobało mi się, ale rozbolała mnie głowa.
Wyświetl wpis
18 kwietnia 2010
Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 23:16:46
Serial specjalnej troski, ale w pozytywnym sensie. Dwóch muzyków z Nowej Zelandii - Bret i Jermaine - robi karierę w Stanach Zjednoczonych. Kariera im trochę nie wychodzi, głównie za sprawą niezwykle nieutalentowanego menedżera, przy którym Michael Scott to zdolny przedsiębiorca. Mają jedną, za to bardzo zaangażowaną fankę - Mel, która niedwuznacznie daje im na każdym kroku do zrozumienia, że byłaby od tego. Niestety, ani Bret, ani Jermaine nie za bardzo się orientują w kwestiach pościelowych (i ogólnie społecznych), co prowadzi do zabawnych sytuacji.
Serial jest bardzo przerysowany i co chwila w kierunku widza jest puszczane oko. Co jakiś czas pojawiają się zaimprowizowane teledyski, znacznie lepsze niż serialowy repertuar muzyków. W większej dawce niestrawny, ale jak już się przebrnie przez dość siermiężną formę, robi się zabawnie (a czasem przykro/zabawnie).
W ramach wisienki na torcie obejrzałam też pełnometrażowy film z jednym z muzyków z FotC, Jermainem. Lily, pełne kompleksów dziewczę pracujące w hamburgerowym fastfoodzie, zakochuje się w przychodzącym czasem młodzieńcu z grzywką. Młodzieniec na początku jest wprawdzie niezainteresowany uczuciowo, ale kiedy Lily wygrywa z (prawie) wszystkimi w grę komputerową, zaczyna się nieco interesować. Ponieważ ma niezałatwione porachunki ze znajomym z młodości, jedzie z Lily i jej bratem do rodzinnego domu, żeby wrogowi spuścić łomot. Film to typowy Sundance, leniwy, niespieszny, o ludziach, którzy mają problemy z wyrażaniem uczuć. Ładny, trochę pocztówkowych nowozelandzkich pejzaży, trochę introwertycznego patrzenia na buty i dojrzewania do życia z ludźmi.
Wyświetl wpis
11 kwietnia 2010
Poziom: 1 * Oglądam * Różne takie / 23:41:02
Celowo wybrałam angielski tytuł, bo polski dzisiaj trochę nie zagra.
To film o tym, że warto mieć marzenia. Mały Carl zafascynowany jest podróżnikiem Charlesem Muntzem, który sterowcem poleciał do Ameryki Południowej, odkrył wodospad Paradise Falls i przywiózł szkielet dziwnego stworzenia. Naukowcy oskarżyli go o oszustwo, więc ze swoimi psami wrócił do Ameryki, obiecując przywieźć dziwne stworzenie żywe. Carl poznaje małą Ellie, która - tak jak i on - bawi się w odkrywanie Paradise Falls. Wspólne hobby kończy się często, jak wiadomo, ślubem i tak też było w tym przypadku. Całe życie planowali polecieć do Ameryki Południowej, ale zawsze były pilniejsze wydatki. Xvrql Ryyvr hznełn, Pney mvelgbjnal jvryxą svezą, ceóohwąpą bqxhcvć wrtb qbz, cemljvąmhwr tb qb zvyvban onybavxój m uryrz v bqynghwr fmhxnć fjbwrtb qmvrpvęprtb znemravn.
Pierwsza, krótsza część filmu to piękna i wzruszająca historia o życiu dwojga ludzi. Druga - wyprawa Carla i małego skauta z nadwagą, sympatyczna i zabawna. Bardzo miły film na spokojny sobotni wieczór. Nie wiem, jak sprawdza się w wersji z polskim dubbingiem.
Wyświetl wpis
06 kwietnia 2010
Poziom: 1 * Oglądam * Różne takie / 00:27:13
Amerykańska wersja "Seksmisji". Prostytutka i żołnierz, oboje idealnie przeciętni, zostają zahibernowani na rok, a praktyce - na 500 lat. Ponieważ inteligentni się nie rozmnażali, a ci niezbyt - wręcz przeciwnie, IQ ludzkości spadło na pysk. Jak się łatwo domyśleć, wśród ślepców i jednooki jest królem, więc niezbyt błyskotliwy żołnierz okazał się najinteligentniejszym człowiekiem na Ziemi i uratował świat. Jakością nie odbiega od słabych komedii koledżowych, żadna rewelacja, ale da się obejrzeć bez wstrętu. Widać dużo elementów zaczerpniętych z wcześniejszego serialu Mike'a Judge'a - "Beavisa i Buttheada". Jak ktoś ma fobię antyamerykańską, to znajdzie zabawnymi scenki konsumentów siedzących przed TV na sedesie czy ludzkość ubraną jak raperzy (złote łańcuchy w komplecie).
Wyświetl wpis
30 marca 2010
Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 22:55:38
Western o harleyowcach. Krew, spluwy, bogate życie erotyczne, walki gangów, czasem morderstwo i gwałt. Taki bardziej wątpliwy moralnie, bo w żadnym momencie nie można powiedzieć, że banda odzianych w czarne skóry panów postępuje tak, jak nakazuje jakikolwiek kodeks etyczny. Handlują bronią, uprawiają bogate życie alkoholowo-balangowe, trzymają rękę na pulsie lokalnego pornobiznesu, korumpują miejscową policję i w ramach aktywności społecznej spuszczają łomot okolicznym gangom, które co jakiś czas wchodzą na ich terytorium. Wszystko to w celu ochrony miasteczka o uroczej nazwie Charming przed innymi przestępcami.
Jax, słodki blondynek, za którego skórzaną kurtką panny sznurem, jest takim sztandarowym gudgajem, co nie oznacza jednak, że zawsze jest po stronie dobra. Jeśli interes klubu tego wymaga (demokracja polega na tym, że możemy zjeść pikusia), nie waha się przed szybkim strzałem z biodra i ma na sumieniu parę dusz. Piękna, szlachetna, cyniczna i królewska Katey Segal w roli matki Jaksa i żony szefa klubu, Claya. Niesamowity Roy Perlmann, który bez charakteryzacji grał Hellboya, a i tu wystarczy, żeby pokazał twarz. Nieco ciapowata pani doktor, co to się kiedyś miała ku Jaksowi, wyjechała i wróciła, a teraz ma się dalej. Trochę ciekawych drugoplanowych postaci (księgowy i zabójca, zarabiajacy również jako imitator Elvisa czy mężczyzna kompulsywnie pocierający przyrodzenie) i całe mnóstwo konkurencyjnych gangów. 18+. Po dwóch sezonach ma być trzeci.
Wyświetl wpis
29 marca 2010
Poziom: 1 * Oglądam / 23:38:55
Mam kilka tłumaczeń "Alicji" i oryginał z przypisami. Wprawdzie nie nudziło mi się aż takstarczyło mi nigdy zapału na porównywanie strona po stronie, ale lubiłam czytać je wszystkie. Wadą zawsze dla mnie był brak poczucia celu w świecie po drugiej stronie króliczej nory. U Tima Burtona dzięki drobnym zmianom fabuły cel pojawił się całkiem zgrabny i ja to kupuję. Nie interesuje mnie, że książka jest o czymś innym, a bohaterowie są powyciągani wybiórczo i poprzekręcani. Wzruszył mnie Kapelusznik ze swoją walką z oparami szaleństwa, z ogromną odwagą i pięknym uśmiechem. Zachwycił kot z Cheshire, ale to nic dziwnego, bo kota znikającego do uśmiechu trudno zepsuć (a zobaczyć warto choćby dla sceny, jak Chester udeptuje cylinder Kapelusznika). Scena podwieczorku - szalona i urocza. Gąsienica z nargilami - psychodeliczna. Poproszę trochę tego, co je, pije bądź pali Tim Burton.
#Wstydliwe-wyznania: nie widziałam nigdy filmu 3D i w naiwności swojej chciałam iść na 2D, bo bałam się, że okulary ciężkie (zwłaszcza że moje własne też nie najlżejsze) i że z astygmatyzmem wiele nie zobaczę. Niesłusznie. Niesamowite. Bajkowe arabeski, przezroczyste krople, światło, dym, koci uśmiech, motyl lecący przed ekran. Jak jakiś czas temu pisałam - teraz jest czas nowości, pierwszych razów i całkiem nowego świata.
Wyświetl wpis
21 marca 2010
Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 23:38:03
Krótki, zgrabny, jednosezonowy serial o podróżach w czasie. Dan, dziennikarz San Francisco Register, zaczyna znienacka przenosić się w czasie i naprawiać życie przypadkowo spotkanych osób. Znienacka wpada też na swoją zaginioną kilkanaście lat temu narzeczoną, która również - jak Pciuch - jest wczoraj. Nie jest łatwo, bo żona nie robi wrażenia zachwyconej mężem, który ot tak sobie znika, a potem pojawia się kilka godzin później bez racjonalnego wyjaśnienia. Szczęśliwie już w pierwszym odcinku Dan wpada na pomysł uwiarygodnienia swoich podróży i żona robi mi awantury już tylko co jakiś czas. Gorzej jest z bratem - policjantem, który usiłuje wykryć powody dziwnego zachowania brata - dziennikarza.
W tle San Francisco, więc dla mnie dodatkowa przyjemność (i okazja do niekończących się zatrzymywań i cofnięć filmu, żeby się upewnić, że to Transamerican Pyramid, to Embarcadero, a ten biurowiec to na Mission). Mnie się bardzo, bo i ładne obrazki, i serial przyjemnie zrobiony.
Wyświetl wpis
15 marca 2010
Poziom: 1 * Oglądam / 17:17:42
Tarantino umie nakręcić film o dowolnej fabule, który trzyma w napięciu do ostatniej sekundy. Pomaga jednak, jak da się poczuć cokolwiek emocji w stosunku do któregokolwiek z bohaterów. Tutaj nie. Forma mnie zachwyciła (i muzyka, i filmowanie, i pejzażyki, i gra aktorska, i żonglerka językami, i kostiumy, i drugoplanowe smaczki), natomiast treść spłynęła jak po, excuse le mot, kaczce. I nie jest to film, do którego chciałabym wracać (a dodam, że Kill Billa oglądałam ładne kilka razy, podobnie Jackie Brown czy już mniej, ale i tak, Pulp Fiction). Nie przez epatowanie okrucieństwem, bo tutaj sceny zabijania są przewrotnie poetyckie i barwne, przez co absurdalnie ładne, a przy tym nie komiksowo przerysowane jak w KB vol. 1, ale ogólnie jakoś się nie polubiliśmy. I ten Brad Pitt do niczego.
Wyświetl wpis
07 marca 2010
Poziom: 1 * Oglądam * Różne takie / 23:16:42
Mam trochę problem z niekomediowymi filmami Woody'ego Allena. Pozbawione sarkastycznej czy autoironicznej otoczki boleśnie pokazują, że świat nie jest sympatycznym miejscem, a Amerykanie nie na darmo spędzają spory wycinek życia na sofitkach u psychoterapeutów. Lane mieszka w letnim domu w Vermont, odziedziczonym po ojcu i dochodzi do siebie po którejś z kolei życiowej porażce. Końcówkę lata spędza z przyjaciółką, Stephanie, początkującym pisarzem Peterem i sąsiadem Howardem. Irytuje się, kiedy nagle pojawia się jej matka, dawniej znana skandalistka/aktorka/modelka z aktualnym partnerem; specjalnie się nie lubią. Do tego okazuje się, że wśród czworga znajomych wykształciły się trzy uczucia bez wzajemności i nikt specjalnie nie jest z tym szczęśliwy.
Piękny dom, irytująca i płaczliwa Mia Farrow, ładna, ciepła i beżowa kolorystyka filmu, w tle zgrabny dżez. Niestety, film z kategorii "obejrzeć i za tydzień zapomnieć, o czym był".
Wyświetl wpis