Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Douglas Coupland - Poddani Microsoftu

To książka o mnie, o Tobie i o tych wszystkich ludziach, którzy siedzą kilkanaście godzin dziennie przed monitorem, mają znajomych na drugim końcu Polski, mimo że nigdy ich nie widzieli i o wiele lepiej im idzie komunikacja za pomocą klawiatury. Książka to w zasadzie blog (tyle że bez komentarzy) o tym, jak wygląda życie programistów i geeków (i oczywiście programistek i geeketek), najpierw w kampusie Microsoftu, potem we własnej firmie. W zasadzie nie jest ważne, jak wyglądasz, ile masz lat i jakiej płci jesteś - ważne, co piszesz i co robisz (brzmi jak społeczeństwo idealne...). Trochę CyberJoli Dream, trochę dziennik z korporacji, trochę o tym, jak w świat superinfostrady wchodzą ludzie z innego pokolenia. I o życiu - trochę nudnym, monotonnym, takim, jakie ma większość informatyków.

Dużo celnych obserwacji na temat życia ludzi ery wieloczynnościowej, którzy jednocześnie pracują, odpisują na e-maile, myślą, czują i żyją tym, co do nich przez ekran monitora przychodzi. Inne książki Couplanda tak mi się nie podobały, do tej - jak widać - mam odpowiedni background.

Inne tego autora:

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopada 23, 2006

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 3


Tajemnica Poczty na Grochowskiej

Spora poczta, dużo okienek. Między okienkami 1-5 wisi tablica treści: "Do okienek 1-5 obowiązuje jedna kolejka". Między okienkami 6-7 wisi analogiczna tablica treści "Do okienek 6 i 7 obowiązuje jedna kolejka". Do okienek 1-5 nie było kolejki. Do okienek 6-7 była na ładne kilka osób. Każde z okienek 1-7 było opisane identycznie: Odbieranie i nadawanie paczek Wpłaty i wypłaty Przelewy Fax. I w każdym można było zrobić to samo. Podeszłam bez kolejki do okienka 4, odebrałam przesyłkę[1] i poszłam dalej nie rozumiejąc.

[1] No, odebrałam. Najpierw musiałam uspokoić panią, że ich nie pozwę, bo paczka była przez pocztę przepakowana z powodu że była źle zapakowana i się podarła. W środku były leżaczki dla kotów. Niepolecam. Nieporozumienie. Nietakt. Ładny leżaczek ze zdjęcia okazał się być prętem stalowym fi ileś, wygiętym w U z zaczepami, na którym była nasunięta nie obrębiona pochewka z czegoś futropodobnego. O co zakład, że wystawienie panu komentarza neutralnego zaoowocuje negatywem dla mnie?

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopada 21, 2006

Link permanentny - Kategoria: Żaden - Komentarzy: 6


Jasminum

Żadnych filmów o blokersach. Żadnych filmów o policjantach. Chcę ładne, ciepłe filmy o uczuciach, takie, jak Jasminum. Uwielbiam takie filmy, dziejące się w Nibylandzie, bo jest w nich ciepłe światło, kolory i muzyka, a po obejrzeniu świat wydaje się lepszy. Wprawdzie nie przepadam za Błęcką-Kolską (mam straszliwą awersję po ohydnie głupich i szkodliwych filmach z serii "Kogel-mogel"), ale kocham Gajosa ("kaczka, to sra"), Pieczkę i Ferencego. Niezła jest też 5-letnia aktorka, grająca małą Eugenię - mam awersję do dzieci w kinie polskim, bo zwykle drętwo recytują rolę jak na szkolnym apelu.

Do klasztoru, w którym mieszkają bracia pachnący kwiatami, przyjeżdża konserwatorka obrazów i jej 5-letnia córka. Oczywiście na odnowieniu obrazu się nie kończy, matka z dziewczynką zmieniają dużo w codziennym życiu braci. Przeorowi udaje się rozwiązać kilkusetletnią tajemnicę klasztoru (intryga lepsza od "Kodu Da Vinciego" :>), Nataszy stworzyć zapach, kilku ludziom ze sobą zejść, a jeden z braci zostaje świętym. No i jest świetna scena erotyczna z udziałem Bogusia Lindy (który notabene naprawdę dobrym aktorem jest i ma spory dystans do tego, jak jest postrzegany).

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopada 19, 2006

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Komentarzy: 1


The Office (US) sezon 2

Z każdym odcinkiem jest coraz lepiej. Każdy, kto chociaż chwilę pracował w korporacji bądź miał okazję popatrzeć z boku, odczuje boleśnie większość odcinków. Obowiązkowy wyjazd integracyjny w ulubionej formule niespodzianki (alkoholowy rejs statkiem w połowie stycznia, a dla zmyły w mailu informacyjnym pracownicy są proszeni o zabranie kostiumu kąpielowego). Szef-buc, dowcipkujący ze wszystkiego, szpiegujący emaile pracowników i wpychający się na siłę na prywatną imprezę. Impreza gwiazdkowa z prezentami do $20 dla wylosowanych współpracowników, na której szef kupuje swojemu ulubieńcowi iPoda i nie jest zadowolony, bo dostaje szydełkową rękawicę kuchenną. Coś pięknego i niedrogo.

Najbardziej lubię Jima, głównego salesa, największą szuję w biurze (to już wiadomo, czemu lubię). Jim wymyśla mnóstwo dowcipów, aby ośmieszyć Dwighta (naczelnego przydupasa), nie żeby Dwight sam nie dawał rady. Wmówienie Dwightowi, że w czwartek jest piątek jest proste jak zabranie małemu kotku mleczka. Zamontowanie zawartości szuflad w automacie do batoników - bezcenne. Namówienie go do zamknięcia się w kartonowym pudle w magazynie bądź do ufarbowania włosów na blond (szpiedzy są wszędzie) - jak wyżej. Trochę więcej kosztowało namówienie ludzi, żeby cały dzień mówili do Dwighta per Dwayne. Jim kocha się w Pam, recepcjonistce. Pam wprawdzie ma narzeczonego - magazyniera Roya, ale to straszny buc i wcale jej nie kocha, więc ja kibicuję Jimowi (nie powiem, nie powiem :->).

Bardzo fajny jest też drugi plan - chuda księgowa Angela, która ma tajemny romans z Dwightem (zupełnie nie przypomina mi naszej koleżanki M., no nijak nie przypomina ;-)). Nieco zapijaczona Meredith, która co jakiś czas lubi się rozebrać. Ryan - pracownik tymczasowy, który bardzo nie chciał mieć żadnej ksywy (no, wiecie - ten Ryan-w-śmiesznej-czapce czy Ryan-co-ładnie-śpiewa), ale jednak się na własną ksywę załapał. Hinduska Kelly, która uwielbia różowe i bez przerwy gada tak straszliwe pierdoły, że uszy więdną (nie, zupełnie nie przypomina Panny-Futrzane-Buty wraz z koleżanką). Oscar, latynowski lowelas. Pulchna Phyllis, która ma bogatego chłopaka (Cześć, jestem Bob Vance. Vance Refrigerators). Wreszcie zasadnicza i zimna Jen, szefowa z centrali, która z bliska wcale się taka zimna i zasadnicza nie okazuje. I gruby Kevin, który się ślicznie uśmiecha.

Każdy odcinek to inna sytuacja, ale w zasadzie każdy jest o tym samym - jak żyć z ludźmi w biurze. Jak (nie)rozwiązywać konfliktów, jak sprawić, żeby kolejny dzień chociaż trochę różnił się od poprzedniego, jak (nie)zarządzać ludźmi i jak (nie)łączyć życia osobistego z pracą.

Trzeci sezon w pełni, witam kolejny serial, w którym jestem on-line ;-) Oczywiście nie jestem nałogowcem, mogę przestać w każdej chwili.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopada 18, 2006

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Komentarzy: 4


Does a sleeping cat count mice in his dreams?

Wielokulturowość jest piękna. Dzisiaj z kolegą z Węgier odkryliśmy kolejną ligwistyczną zagwozdkę. U nas, kiedy się coś robi po raz pierwszy, mówi się "raz kozie śmierć". Po węgiersku - "now jumps the monkey in the water". Wychodzi, że jesteśmy bardziej drastyczni.

Jestem trochę roztargniona. Tak trochę. Znajomy do dzisiaj pewnie opowiada przezabawną anegdotkę o tym, jak to podczas imprezy u nich w mieszkaniu (Wrocław), usiłowałam znaleźć telefon umieszczony w jednym z plecaków. Rozsądnie poprosiłam, żeby ktoś do mnie zadzwonił, to po dzwonku znajdę. Zaiste, zadzwonił, znalazłam, po czym zerknęłam na wyświetlacz i błyskotliwie stwierdziłam: "O, ktoś do mnie dzwonił, kierunkowy z Wrocławia, znacie kogoś z numerem 2233...". No bardzo śmieszne. Dzisiaj wychodząc z domu postawiłam torbę przy drzwiach, bo wygodniej mi było zamknąć drzwi bez torby. Zamknęłam na klucz, rozejrzałam się, otworzyłam z powrotem, przestawiłam torbę z wnętrza mieszkania na zewnątrz i ponownie zamknęłam...

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopada 17, 2006

Link permanentny - Kategoria: Śmieszne - Skomentuj


Niech będzie, że politycznie, bo taka moda

Uważam, że to, co się dzieje z Kononowiczem, to żenada. Może i za nim stoją cwaniacy i to warto wykpić, ale śmianie się z faceta opóźnionego w rozwoju i nie posiadającego poczucia obciachu to jak kopanie szczeniaka. Żadna zasługa, a wstyd duży. Zwłaszcza jeśli śmieją się ludzie, których miałam za inteligentnych (tak, mam na myśli twórców "Szkła kontaktowego". Niesmaczne. Dziękuję za wypowiedź.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopada 15, 2006

Link permanentny - Kategoria: Żaden - Skomentuj


Nigella Lawson - Nigella gryzie

Pierwsza książka Nigelli na polskim rynku. Wprawdzie tłumaczenie drętwe, czasem z kalkami, ale bez błędów. Pozwala cieszyć się ślicznym nigellowym stylem i zdjęciami kobiety mojego życia (chcemy się z TŻ z nią ożenić. Żeby gotowała, a my będziemy patrzeć. TŻ mówi, że nie tylko patrzeć. Ja chyba też nie tylko patrzeć). Twarda oprawa, A4, cena spora, ale warto. Wkurza mnie trochę dodanie kartek na notatki, mimo że to pomysł samej autorki, a nie wydawcy. Ja mogę jej zdjęcie polizać, ale nie będę moim kaprawym pismem bezcześcić książki.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopada 15, 2006

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 2


You are sick, twisted and perverted. I like that in a person.

Okrutnie się wzruszyłam. Dzięki Siwej, która lat temu wiele pomogła mi dokonać niebagatelnego wysiłku subskrypcji gazetowego newslettera, co tydzień dostaję newsletter kulinarny. Co tydzień, a czasem częściej - dziś przyszło SPROSTOWANIE piątkowego maila:

"Bardzo przepraszamy za pomyłkę w naszym piątkowym newsletterze. Lekka zupa grzybowa musi się oczywiście składać z grzybów, nie tylko z papryki".
Cieszę się, że był to jedyny błąd. Mogli przecież zaproponować muchomorka zamiast prawdziwka bądź szynkę do dania wege. Albo pomylić 10 gramów ze 100 gramami. Na przykład soli.

W pracy kolega E. się żalił, że w męskiej toalecie nie ma intymności i podczas gdy sikał do pisuaru, przyszedł kolega z firmy-siostry i nie krępując się niczym zaczął sikać do pisuaru obok, prawie że dotykając go łokciem. To gruby nietakt.

Kot dzisiaj został oficjalnie i całkowicie odszwiony. Wygląda na to, że jest całkowicie naprawiony - na środku blizny odpadł mu już kawałek strupa, a pod spodem jest gładka zrośnięta skóra. W ramach nagrody oba koty dostaną leżaczki nakaloryferowe. Dajcie znać, jeśli to już jest ten etap, na którym ludzie smętnie kiwają głową i mówią coś o staropanieństwie i przelewaniu uczuć macierzyńskich na zwierzęta.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopada 15, 2006

Link permanentny - Kategoria: Koty - Komentarzy: 3


John O'Farrell - Może zawierać orzeszki

Tym razem to naprawdę książka lekka, łatwa i przyjemna o tym, do czego prowadzi bycie nadgorliwym rodzicem. Alice chce, żeby każde z jej trójki dzieci były najlepsze. Najmłodszy czterolatek bierze udział w wyścigach na szelkach, a wygrywa ten, którego matka najszybciej przeniesie przez linię mety. Średniemu ośmiolatkowi ojciec wyszukuje materiały, żeby napisał jak najlepszą pracę o II wojnie światowej. Za najstarszą 11-latkę matka zdaje w przebraniu egzamin do szkoły. Książka jest zgrabną opowieścią o tym, czy warto i za jaką cenę.

Ile daje nadzór nad dzieckiem non-stop? Ile daje poprawianie tego, co zrobiło, nawet jeśli w dziecka wersji wojnę wygrali Niemcy i wkleiło zdjęcia wiwatujących SS-manów? Czy warto izolować dzieci od "prawdziwego" życia, ograniczając kontakty do ludzi z tej samej "klasy średniej", nie pozwalając na wyjście do sklepu bez opieki czy trochę wolnego w natłoku rozwijających zajęć dodatkowych? Ponieważ to humoreska, wychodzi, że nie warto. Warto mieć coś z życia i nie robić nic przeciw sobie. Mniej wrzodów, więcej radości. I sporo humoru sytuacyjno-charakterologicznego.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopada 14, 2006

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Nicolo Ammaniti - Nie boję się

Jakby akcję Dzieci z Bullerbyn przenieść do biednych Włoch tak w okolicach lat 70., dodać przemoc, bicie, krew, smród z gnijącego dołu i ran, to wyjdzie z tego książka o małym Michele, który w opuszczonym domu odkrywa zwłoki chłopca. A przynajmniej tak na pierwszy rzut oka wygląda, bo okazuje się, że choć chłopiec myśli, że jest trupem, to żyje przywiązany za kostkę łańcuchem. Dzieci w książce są tak samo brutalne i nieustępliwe jak dorośli. Nie mają tylko ciemnych interesów, za którymi stoi mafia, śmierć, kidnapping i gruba kasa.

Myślałam, że to humoreska, wyszło, że prawie drugi "Malowany ptak" Kosińskiego. Jak już wspominałam, oko mi lata. Nie lubię. Ale musiałam przeczytać do końca.

Inne tego autora tu.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopada 14, 2006

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Skomentuj