Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Informacje dla Fotografia+


Sycylia - jak (nie) wejść na Etnę

[23.08.2017]

Jest wiele sposobów, żeby wejść na sam szczyt Etny. Zwykle podjeżdża się autem albo autobusem do schroniska Rifugio Sapienza (1900 m n.p.m.), gdzie się parkuje[1] i wychodzi na lokalny odpowiednik Krupówek (mnóstwo sklepików z badziewkiem i standów z lokalnymi specjałami[2]). Stąd można iść piechotą do góry po osypującej się ścieżce z drobniutkiego żużlu (co wyjaśnia sugerowane wszędzie buty za kostkę[3], długie spodnie i rękawiczki), wjechać terenówką czy innym busem albo podjechać kolejką linową, Funivia dell'Etna. Ostatnia opcja ma zdecydowany wow factor dla młodzieży płci dowolnej mimo dość słonej ceny (ok. 30 euro w górę i w dół). Z górnej stacji (2500 m n.p.m.) można iść piechotą (jeszcze stromiej) lub w ramach droższego biletu przesiąść się na busik do góry. Ponieważ nasza wesoła wycieczka składała się z jednego dorosłej osoby ze szwankującym kolanem oraz dwóch kapryśnie chętnych lub niechętnych do wspinania się dzieci, ograniczyliśmy się do spaceru po księżycowej okolicy i powrotu ostatnią kolejką w okolicach 17.

(obowiązkowe pamiątki lepiej kupować niżej / wagonik kolejki)

Umówmy się, że - poza pięknymi (choć często mglistymi) widokami - warto na Etnę ogromnie, bo jest tam w sierpniu chłodniej niż na reszcie wyspy. Z 30 stopni (a czasem i upiornych ponad 35) i pełnego słońca wchodzi się w absolutnie przyjemne 15-18 stopni, można skorzystać z bluzy, którą się wlekło pół Europy ze sobą (oraz kupić bluzę z sycylijską sówką dziecku, bo się nie spakowało odzieży dla dziecka, bhawo ja).

Z pewnym zażenowaniem przyznam, że Etna nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia jak pobliski krater Silvestriego, który można obejść w kilkanaście minut, zejść na dół i wrócić bez zadyszki. W przeciwieństwie do Etny, która jest czarno-szara (aczkolwiek porośnięta tu i ówdzie), krater jest raczej kolorowy - zielonkawo-rudy, porośnięty mchami, trawami i drobnymi kwiatuszkami. Na dole ktoś ułożył z kamieni spiralę, przedni pomysł, kosmici mają gdzie lądować. Dodatkowo na zdjęciach widać, jak często zmienia się pogoda - od szaroburej mgły do błękitnego nieba bez śladu chmur.

(ludzie fotografujący NIC)

GALERIA ZDJĘĆ.

[1] Pozdrawiam uczynnego dżentelmena, który stwierdził, że właśnie odjeżdża i bez sensu, żebyśmy płacili za parking, skoro już jest prawie 16, więc oddał nam swoją kartę parkingową.

[2] Jak niechętna jestem kupowaniu dla samego kupowania, tak ogromnie mnie ujął sprzedający na stoisku z miodami, biegle operujący w wystarczającym zakresie ponad 10 językami. Proszę, łyżeczka, krem z pistacji, dobre, dobre, bardzo dobre? Miód z castagna! Dobre? Bardzo dobre? W efekcie wyszłam ze słoiczkiem kremu z pistacji i miodami (cytrynowym, eukaliptusowym, pomarańczowym i kasztanowym). Zupełnie nie żałuję, jak i reszty mojego nadbagażu, o czym niebawem.

[3] Czy weszłam na kawałek Etny w sandałach? Ależ. Bez skarpet, ale miałam w zanadrzu[4], jakby co.

[4] Nawet nie swoje, podkradłam parę skarpetek Majowi, z Anką i Elzą.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 23, 2017

Link permanentny - Tagi: etna, sycylia, włochy - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Komentarzy: 3


Wielkopolska w weekend - Muzeum Sztuk Użytkowych

[5.08.2017]

W ramach leniwej rodzinnej soboty, w upalne sierpniowe przed- i popołudnie przeszliśmy przez Poznań znany i mniej znany. Po śniadaniu w Republice Róż (nieustająco polecam) zdążyliśmy na południowe Koziołki na Ratuszu, gdzie - wśród zwyczajowych tłumów - po raz pierwszy słyszałam, że rozentuzjazmowana publiczność klaszcze na widok figurek jak nie przymierzając w Ryanairze (również polecam, acz wcześniej nie słyszałam, żeby ludzie klaskali). Maj zaciągnął nas przy okazji do Fotoplastikonu w Galerii Arsenał, gdzie za 10 zł (bilet rodzinny, indywidualne taniej) przez chyba 20 minut przekrzykiwaliśmy się, jaką akurat dioramę z pamperkami Lego kto widzi (gorąco polecam, mój ulubiony był nurek w słoiku z kiszonymi). Po krótkiej wizycie w kościele Franciszkanów, gdzie Maj ze zblazowaniem bywalca objaśnił nam, jakie są obrazy na suficie, że smok przy ołtarzu i organy na galeryjce ("bo my tu byliśmy na półkoloniach i ja wszystko pamiętam"), dotarliśmy do Muzeum; cały czasu oczywiście poruszaliśmy się w obrębie Rynku, więc nie były to jakieś dramatyczne odległości, w końcu to letnia leniwa sobota.


(Koziołki)

(Kościół Franciszkanów)

Sztuka użytkowa (z frazami-wytrychami "estetyka" i "funkcjonalność") to chyba moja ulubiona dziedzina sztuki. Muzeum nie jest duże - w sumie dwa piętra plus dodatkowa mała sala w piwnicy, ale dobrze pomyślane i pełne takich fajnych i ciekawych rzeczy. Ubrania, biżuteria, meble, naczynia (sporo sakralnych, ale też i sporo takich codziennych) ładnie poukładane, dobrze opisane (czasem etykiety na gablotce, czasem wirtualna galeria na standzie) i dobrze oświetlone; co najlepsze - sporo rzeczy można dotykać, wziąć do ręki albo przymierzyć, sala z ubraniami była hitem. Niechcący Maj został bohaterką sesji zdjęciowej "nos-ręka" przy zgadywance z wiktoriańskimi zapachami, zgadłam mncnpu eóżnal, zvtqnłbjl nie przypominały nic, a xjvng cbznenńpml coś, ale zupełnie nie do skojarzenia (idźcie wąchać!). Bardzo miłe, kompaktowe muzeum, a do tego wieża widokowa, tego nie warto opuścić, zwłaszcza że w cenie biletu (a we wtorki darmo).


(Muzeum Sztuk Użytkowych)

Na koniec weszliśmy do Cafe Szop, gdzie tym razem były tłumy, a szop został aresztowany na zapleczu za nielicencjonowaną próbę opuszczenia lokalu (poprzednio spał przy routerze), więc ostatecznie wylądowaliśmy w Republice Cacao na kawie, lodach i cieście czekoladowym (jeden kawałek na trzy osoby, a i tak nie daliśmy rady).


(Republika Cacao)

(Cafe SZOP)

Adresy:

GALERIA ZDJĘĆ oraz archiwalnie o tym, że MSU w remoncie (2011) oraz po otwarciu wieży widokowej (2015).

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 13, 2017

Link permanentny - Kategorie: Maja, Fotografia+, Moje miasto - Komentarzy: 3


Wielkopolska w weekend - Gniezno

[30.07.2017]

W dalszym ciągu na wieżę prowadzi 240 stopni (chociaż licząc w górę Maj zmalwersował 4, osiągając 236), w katedrze uroczo chłodno, a refleksy witraży wprowadzają kolor na surowe posadzki. Pod katedrą jarmark i festyn z okazji okrągłej rocznicy koronacji. Obiad zjedliśmy w towarzystwie I. w bezpretensjonalnym Misz-maszu.

GALERIA ZDJĘĆ, wcześniejsza z 2012 tutaj.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 7, 2017

Link permanentny - Tag: gniezno - Kategorie: Listy spod róży, Wielkopolska w weekend, Maja, Fotografia+ - Skomentuj


Ciepło

IKEA, co by nie mówić, nie sprawia problemów. Jedno z pudełek na buty okazało się być pęknięte, pojechałam, przyjęli reklamację bez słowa, dali nowe, do widzenia. Byłam wczoraj bardzo dzielna, z garderoby wyekspediowałam na śmietnik koło 10 par starych butów, co to "jeszcze można w nich iść do sklepu". Jasne, można. Tylko po co? Podobnie ze starymi koszulami, znoszonymi sukienkami sprzed 15 kilo (jasne, można "po domu", ale w efekcie mam pół szafy "po domu", a szafa - jak wiadomo - nie jest z gumy). Wprawdzie jeszcze skrzynki z ciuchami nie rozdysponowałam między śmietnikiem a koszem PCK, ale powiedzcie - czyż nie jestem dzielna? (dobra, dzielna byłabym, jakbym przestała kupować nowe ciuchy. I książki. I jedzenie. Jassne).
Jest pięknie:

Z okazji zaoszczędzonego miejsca zainaugurowałam na balkonie wiosnę za pomocą kupionej od przemiłego pana lawendy:

Sadzenie lawendy nie obyło się bez towarzystwa konsumentów:

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 5, 2007

Link permanentny - Kategorie: Przydasie, Koty, Fotografia+ - Komentarzy: 7 - Poziom: 2


Bez tytułu: 2007-01-17

Koty garfieldzieją. Zwlokły z krzesła poduszkę i umieściły ją strategicznie przy misce. Żeby im dupy i łapy nie marzły, jak jedzą. What I like it here is easy commute.

Z pracowej imprezy w grudniu zostały jeszcze ogryzki balonów. Kiedy mam bardzo złą chwilę, skaczę na balony, żeby je pęknąć. Przy ostatnim spektakularnym *kaboom* D., siedzący za ścianą, melancholijnie stwierdził: "O, znowu Oracle się wyłożył".

P. zaproponował, że z Geomaga zrobi gołą babę z cyckami. Trzymam za słowo, zaczynam nosić aparat.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 17, 2007

Link permanentny - Kategorie: Koty, Fotografia+, Śmieszne - Komentarzy: 6 - Poziom: 2