Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Informacje dla Czytam

India Knight - Moje życie na talerzu, Nie chcesz mnie?

Bardzo nie lubię recenzowania porównawczego, ale tym razem trochę mi ciężko tego uniknąć. Z pewnym takim zacięciem przejechałam przez twórczość Marian Keyes (tak, wiem, idę po śladach jak pies gończy, dopóki czuję trop) i znalazłam to, co lubię - humor, świetne sformułowania i dużo celnych myśli, mimo że książki są lekkie i bynajmniej do wielkiej literatury nie pretendują.

Książki Indii Knight (nawet ciężko mi rozdzielić na oba tytuły, bo nie tylko przemyślenia mam identyczne, ale i konstrukcja jest podobna), mimo entuzjastycznych blurbów, nie wychodzą poza tzw. literaturę kobiecą. Jest w zasadzie tylko o babach, o seksie i o związkach. Czyta się dobrze, ale to taka literatura pociągowa - jedziesz do końca, żeby zobaczyć, jak się skończy. Nie ma nad czym się zatrzymać, najwyżej można pomlaskać nad scenami łóżkowymi, bo są.

W tego typu książkach bawi mnie zawsze, że jest sobie główna bohaterka kobieca. I to ona ma głębię, przemyślenia i tzw. osobowość, mimo że naprawdę, jak się człowiek przyjrzy, to wychodzi, że ni cholery. Bohaterka "Mojego życia na talerzu" jest antypatyczną, nudną i głupawą kurą domową z dwojgiem dzieci, udającą, że zarabia jako dziennikarka. No na litość, nawet w idiotycznym świecie czasopism dla pań, nieobowiązkowa baba, której podczas przeprowadzania wywiadu udaje się upić, zarazić wywiadowanego wszami i kilkakrotnie go obrazić, nie wspominając o tym, że nawet nie bardzo wiedziała, po co wywiad robi, wyleciałaby z roboty na kopach (pomijając cierpliwość czytelnika, któremu co i raz prostuje się nóżka, żeby kopnąć wspomnianą bohaterkę w tłustawy zadek). Ale tutaj nie - autorka dzielnie przekonuje, że to wszystko to są Złe Okoliczności Zewnętrzne, mimo których jednak bohaterce się Udaje. A potem było już tylko gorzej. Czytałam i czekałam na moment, aż życie pannę ugryzie w dupę. Ale nie; znajomi i rodzina ją wspierała, a gdy mąż - co naprawdę było do przewidzenia - znudził się nieodpowiedzialnym zwierzątkiem - okazało się, że i tak można sobie szybciutko ułożyć życie.

W "Nie chcesz mnie" też jest przewidywalnie do bólu. Samotna matka, ale z przyjaciółmi, więc zupełnie niesamotna, mieszka z seksownym współlokatorem, który ryćka żeńską połowę Londynu. Oczywiście na samym wstępie zapewnia, że z tym współlokatorem to nigdy i nic, bo on ją - rozumiecie - fizycznie odrzuca. Yeah, right. W ogóle konsekwencja nie jest silną stroną bohaterki. Ze współlokatorem nieeee, ale jednak trochę żal, jak słyszała, że posuwa kolejną panienkę na jedną noc. Narkotyki nieee, ale wystarczyło, że poszła do klubu, gdzie dostała paczkę kokainy, żeby z małą pomocą przyjaciół i karty kredytowej nawalić się jak stodoła. Jak zwykle - pełna głębia przemyśleń, nie szkodzi, że dość płytkich. Za to - obowiązkowo - faceci są czarną skrzynką. U Keyes w tym, co kobiety myślały, widać było sporo analizowania zachowania facetów, co jest czynnością dość naturalną ("zasymuluj zachowanie faceta w próżni, dla uproszczenia obliczeń załóż punktowość obiektu"). Tutaj - wkładamy dane na wejściu, zachodzi bliżej niezidentyfikowany proces, facet wypluwa reakcję. Nie wiem, co przyświecało autorce, ale rezultat wyszedł psychologicznie dość nijaki. A faceci wyglądali na dość ciekawych, wbrew temu, że autorka usilnie próbowała pokazać, że nie myślą. Czy są jakieś książki (poza Hornbym) o tym, jak faceci widzą sferę związkowo-erotyczną?

Trochę celowo marudzę, bo książki czytalne, jak najbardziej. Ale jednak nie takie, żeby do nich wracać.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudzień 16, 2006

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 12


Ruth Rendell - Rzeź niewiniątka

Bardzo smutny kryminał. Ciemny, mroczny, zimny. Stosunkowo mało Wexforda, sporo Burdena i młodego Draytona, który zakochuje się w córce sklepikarza, prowadzącego mętne interesy. Przestępstwo wychodzi jakoś tak mimochodem - na posterunek przychodzi ekscentryczny i roztargniony młody malarz, żeby znaleźć kogoś do sprzątania. Nawet nie zgłasza faktu zniknięcia swojej siostry, ale oczywiście Wexford umie dodać dwa do trzech i wychodzi mu, że zaginiona siostra malarza to ta Ann, o której mowa w anonimie z trupem w tle.

Inne tej autorki tu.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 10, 2006

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Marian Keyes - Sushi dla początkujących

To najsłabsza z tych, które czytałam do tej pory. Typowy pokomplikowany romans, dziejący się w redakcji pisma kobiecego ze wszystkimi tego nudnymi konsekwencjami (straszliwie nie interesuję się tematem). Zła zimna suka z Londynu przyjeżdża do Irlandii rozkręcić pismo i podlega PRZEMIANIE i już nie jest taka zła i zimna, bo nie jest fajnie być złą i zimną. Dobra i miła dziewczyna zdobywa fajnego faceta. Zła koleżanka, która kiedyś tej dobrej odbiła faceta i dalej lata z rozbuchaną pochwą (by Barbarella), zostaje ukarana. Przyjemnie się czyta, ale w zasadzie nie ma wartości dodanej. Ot, mała tygodniowa depresja (viva la prozak), zdradzający facet/kobieta, smutek po rozstaniu, trauma po byciu dzieckiem matki z depresją. Nic, czego porcja sushi i miłości nie naprawi. Jak na romans - przyzwoite, jak na powieść, do której warto wrócić - nie bardzo.

Inne tej autorki tu.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudzień 5, 2006

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Jan Tetter - Ryży Placek i trzynastu zbójców

Przeurocza książka dla dzieci o kotach. Koty są złe i czarne, zorganizowane w bandę złoczyńców. Są też dobre i rude albo pręgowane, które walczą z czarnymi. Rzecz się dzieje w Gdańsku, w okolicy portu. Złe koty chcą znaleźć czarodziejski pierścień i rządzić światem, a dobre koty - mieszkać spokojnie i uprawiać życie rodzinne w promieniach letniego słońca. Oczywiście kończy się dobrze, a na przepięknych ilustracjach Grabiańskiego jest mnóstwo kotów. Co jak co, ale to chyba najlepszy koci ilustrator.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudzień 2, 2006

Link permanentny - Kategorie: Czytam, Przeczytali mnie - Komentarzy: 19


Marian Keyes - Arbuz

Błyskotliwie zauważyłam, że to kolejna część książek o pięciu siostrach Walsh. Poprzednia, "Anioły", była o Maggie, której mąż miał romans i odeszła. Ta opowiada o Claire, wesołej młodej mężatce, którą mąż zostawia w dniu, w którym urodziła ich dziecko. Jak się łatwo domyślić, przestała być taka wesoła. W zasadzie każdy, kto miał okazję być przez kogoś zostawiony, powita jak starego znajomego całą gamę uczuć, jaka w człowieka trafia w takiej sytuacji. Depresja, smutek, poczucie beznadziejności i marzenia, że będzie tak jak kiedyś, kiedy ON wróci. Pytanie tylko, czy da się dwa razy wejść do tej samej rzeki (wiem, wiem, Kasia Piórecka jednego lata się dwa razy w Świdrze kąpała) i czy warto.

Nie przepadam za wklejaniem cytatów z książek, ale ten mnie szczególnie ujął:

Pokoje mężczyzn są ładnie posprzątane tylko wtedy, gdy pierwszy raz idziemy z nimi do łóżka. Potem pomieszczenie znowu wyglada tak, jakby uderzyła w nie bomba.
Zupełnie jakby po skonsumowaniu znajomości facet wołał: "W porządku, kochani, możecie wyłazić!"
I wtedy spod łóżka wyłania się cała armia brudnych slipek, przepoconych skarpet, a także kubków, talerzy, czsopism motoryzacyjnych, obrzydliwych swetrów, brudnych spodenek i koszulek piłkarskich, szklanek po piwie, kalendarzy z panienkami, książek Stephena Kinga, wilgotnych ręczników, sloików z dżemem, a wszystkie te rzeczy przepychają się łokciami, hałasują i głośno protestują, że tyle czasu musiały spędzić w ukryciu. A potem zaczynają się przeciągać, otrzypywać z kurzu, by wreszcie ułożyć się w artystycznym nieładzie na dywanie, tam, gdzie ich miejsce.
"Co tak długo", woła wesoło jakaś skarpetka do zwycięskiego uwodziciela. "Opierała się trochę, co?"

Inne tej autorki tu.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudzień 2, 2006

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Douglas Coupland - Poddani Microsoftu

To książka o mnie, o Tobie i o tych wszystkich ludziach, którzy siedzą kilkanaście godzin dziennie przed monitorem, mają znajomych na drugim końcu Polski, mimo że nigdy ich nie widzieli i o wiele lepiej im idzie komunikacja za pomocą klawiatury. Książka to w zasadzie blog (tyle że bez komentarzy) o tym, jak wygląda życie programistów i geeków (i oczywiście programistek i geeketek), najpierw w kampusie Microsoftu, potem we własnej firmie. W zasadzie nie jest ważne, jak wyglądasz, ile masz lat i jakiej płci jesteś - ważne, co piszesz i co robisz (brzmi jak społeczeństwo idealne...). Trochę CyberJoli Dream, trochę dziennik z korporacji, trochę o tym, jak w świat superinfostrady wchodzą ludzie z innego pokolenia. I o życiu - trochę nudnym, monotonnym, takim, jakie ma większość informatyków.

Dużo celnych obserwacji na temat życia ludzi ery wieloczynnościowej, którzy jednocześnie pracują, odpisują na e-maile, myślą, czują i żyją tym, co do nich przez ekran monitora przychodzi. Inne książki Couplanda tak mi się nie podobały, do tej - jak widać - mam odpowiedni background.

Inne tego autora:

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopad 23, 2006

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 3