Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Foklor

Nienawidzę polskiego folkloru. Chłopskich strojów, przyśpiewek, upierdliwej muzyki, oj dana dana, usia husia, rzępolących skrzypeczek i jednostajnego rytmu. Tym bardziej, że folklor wyległ dzisiaj do mojego ulubionego malla, gdzie usiłowałam w rytm usia-husia zjeść coczwartkową sałatkę z tuńczykiem. Niestety, nie mieli guziczka "off".

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek kwiecień 13, 2006

Link permanentny - Kategoria: Żaden - Skomentuj


Ewa wzywa 07 - shorts (2)

12 - Janusz Głowacki "Dzień słodkiej śmierci"
Bardzo słaby kryminał (motyw: "podejrzanym jest cała Warszawa", wielotorowe śledztwo, a na końcu i tak zamordował ktoś inny), natomiast warstwa obyczajowo-cyniczno-językowa jak u Głowackiego. Ginie biznesmen (lata 70.), drobni kombinatorzy, handlarze walutą, złota młodzież, ludzie sztuki i inne cwaniaczki.
48 - Ewa Wielicka "Zanim zapadnie wyrok"
zamknięte śledztwo wśród urzędników, fałszerstwa, ambicje i awanse w PRL-u. Ginie księgowy w firmie w bliżej nieokreślonym Zjednoczeniu, a sprytni milicjanci po nitce do kłębka trafiają do źródeł zbrodni.
49 - Zenon Borkowski "Zemsta kusi nad grobem"
Straszliwy produkcyjniak. Posterunkowy z tzw. ludzkim podejściem trafia na pierwsze w miasteczku morderstwo. Jest bohaterski ORMO-wiec, który ginie na wstępie, ten pędzi bimber, ta sprzedaje mięso z nielegalnego uboju, a sklepowa daje od tyłu.
50 - Marina Butrym "Umarłym wstęp wzbroniony"
morderstwo w restauracji, skomplikowany system przemytniczy w oparciu o celnika na Okęciu. Sporo pań o dużym seksapilu, tekściarski a kochliwy milicjant.

Inne z tej serii tu.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwiecień 11, 2006

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Remember, remember the fifth of November

Wbrew przypuszczeniom cholernie dobry film (mimo Wachowskich, odżegnania się Moore'a i aktorów, którzy rezygnowali z ról). Bardzo wierny, chyba mniej brutalny niż komiks, z bardziej rozwiniętą warstwą historyczno-polityczną (zamiast osobisto-psychopatycznej). Nie wiem, czy chcę go obejrzeć jeszcze raz.

Dodano: Tak, chodzi o "V jak Vendetta".

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 9, 2006

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Skomentuj


Kobieca Agencja Detektywistyczna nr 1

Ktoś się kiedyś chwalił, że ze 100% pewnością rozpozna, czy książkę pisał facet, czy kobieta. Zważywszy na liczne nieporozumienia związane z pisarkami, piszącymi pod męskim pseudonimami (i rzadziej odwrotnie), nie bardzo w to wierzę. Podejrzewam, że w ślepym teście na afrykańskie powieści Alexandra McCall Smitha (płci męskiej) wielu by się złapało. Książka rekomendowana jako kryminał, ale IMO kryminałem nie jest - składa się raczej z epizodów podobnych do tych z książek Guareschiego o księdzu Don Camillo - społecznych, pokazujących pewne zachowania i świat, który wokół bohaterów jest. Bywa smutno, bywa refleksyjnie, Afryka jest piękna, a zagadki da się wyjaśnić na tzw. babski rozum. Przyjemne.

Inne tego autora:

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 9, 2006

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Danuta Frey - Broszka z zielonych kamieni

Kryminały Chandlera kojarzą się z deszczem, prochowcem z podstawionym kołnierzem i papierosem zapalanym zapałką, którą trzeba osłaniać dłonią przed deszczem. Nic bardziej mylnego. Akcja książek Chandlera najczęściej dzieje się w pełnym słońcu (bo rzadko pada w Kalifornii). A i tak zapamiętane mam, że pada.

W którejś recenzji z "Pierwszej sety" (chyba "Czy lubi pani UFO?") przeczytałam zdanie, które mi się spodobało (i dość dobrze pokazuje moje wspomnienia) - PRL i epoka gierkowska kojarzy się ze słońcem. Też mam takie odczucia (chyba wspólnota pokoleniowa), dlatego dość nietypowy był kryminał "Broszka z zielonych kamieni" Danuty Frey. Jest brzydko. Ziąb, deszcz, ludzie okutani w płaszcze z czerwonymi zmarzniętymi rękami. Świat jest ponury, bury i przaśny. Świat tzw. prywaciarzy - którzy zamiast pracować uczciwie "na państwowym" - rozkręcają swoje interesiki, na pewno niezgodne z prawem (bo każdy prywaciarz to złodziej).

Mam pana Zelmana, współwłaściciela nieźle prosperującej prywatnej firmy, wytłaczającej pocztówki dźwiękowe. Ma pieniądze, ale szczęścia mu nie dają - nie dogaduje się z drugą żoną, ani z jej synem z pierwszego małżeństwa, garsonierę (no, wynajmowaną kawalerkę w blokowisku, brzydko umeblowaną i niewygodną) współdzieli z większością znajomych. Żona nie jest już pierwszej świeżości, poza tym o siebie za bardzo nie dba ("Zakręcone na lokówki włosy, ukryte pod ciemną ażurową siatką, wypuszczały tu i ówdzie rudawe pędy. W odrobinę wulgarnej twarzy, która kiedyś z pewnością musiała być ładna, z wiekiem jednak nabrała zwiotczałej obwisłości, mrugały niebieskie oczy, obramowane powiekami o nienaturalnie czarnych, sztywnych od tuszu, przykrótkich rzęsach."), nie dziwi więc, że naturalną koleją rzeczy dla pana Zelmana jest zaopatrzenie się w kochankę - maturzystkę Ulę. Sielanka nie trwa długo, kochankę ktoś zamordował w często odwiedzanej garsonierze. Zważywszy na to, że w garsonierze bywało pół Warszawy - była kochanka Zelmana i jednocześnie żona jednego z dwóch współpracowników w firmie, piosenkarka Bożena Horn, wraz z aktualnym kochankiem czy drugi ze współpracowników, podstarzały satyr Giziński, który spotykał się z płatnymi kochankami zdala od domowych pieleszy. Okazuje się też, że potajemnie klucze podbierał pasierb Zelmana, żeby pokosztować zakazanej rozkoszy seksu przedmałżeńskiego ze swą dziewczyną Jolą. Sprzątająca czasem mieszkanie wynajmująca je właścicielka nie krępowała się z wyrażaniem swojego zgorszenia ("Co ja się, proszę pana, nieraz nasprzątałam! A to włosy zbieraj z podłogi łazienki, wynoś butelki. A pościel! Żeby pan tylko widział, jak pościel po takich nocach wyglądała! Raz to go nawet wprost zapytałam, ale on jak się nie obruszy! Że wara mi niby od jego prywatnych spraw, że płaci w terminie i już mnie nic więcej nie powinno obchodzić"), ale pieniądz jest pieniądz. Zelman ułagodził panią Marcjannę prezentem w postaci broszki z zielonymi kamieniami i wzburzenie właścicielki zmalało.

Mały to swiatek, wszyscy sypiają ze wszystkimi, a z tego sypiania rodzi się zbrodnia. Oprócz zwłok (w ciągu powieści pojawiają się i następne) mamy tajemnicę - co zawiera tajemnicza teczka, kto kogo trzyma w ręku i czym szantażuje, co oznacza tytułowa broszka z zielonymi kamieniami (tak, właśnie taka, jaką w prezencie dostała pani Marcjanna).

W porównaniu z prywaciarskim bagienkiem, milicja to ostoja moralności. Dzielny porucznik Marek Wanacki jest zdegustowany zgnilizną moralną, na jaką trafia, analizując powiązania między związanymi ze sprawą ludźmi. Do sprawy dociera dwiema drogami - najpierw prosi go o pomoc znajoma z prosektorium, oczywiście dawna, niespełniona miłość, której na przeszkodzie stanął wyjazd dziewczyny na roczne szkolenie za granicę (niestety, było to przed epoką emaili i takie związki się rozpadały, bo listy szły miesiącami, a telefonistki mówiły, że nie ma takiego miasta jak Londyn, jest Lądek, Lądek-Zdrój). Jest zaniepokojona problemami siostry najlepszej koleżanki, traf chciał - maturzystki Uli. Niestety, intuicja zawodzi przedstawiciela organów ścigania - dopóki nie zostaje odkryte ciało, lekceważy zaniepokojenie znajomej. Potem oczywiście sprawa staje się osobista i za punkt honoru stawia sobie odkrycie świata zbrodni.

Ciekawie brzmią wrażenia gwiazdy polskiej estrady, pani Horn, na turnee w kapitalistycznej Austrii - oczywiście garderoba Polki, tak świetna i robiąca wrażenie w Sali Kongresowej, w zestawieniu z kreacjami na widowni wydaje się dość skromna. Na zakupy w najlepszych butikach jej nie stać, szczęśliwie odkrywa sklepy, gdzie jest wprawdzie taniej, ale jeszcze wytwornie.

Autorka ma swoje prywatne fetysze - każdy ma lekko falujące włosy, a w niewietrzonych pokojach panuje zaduch. Wszyscy palą jak smoki. Niestety, prowadzący śledztwo porucznik w zasadzie nie ma żadnych refleksji ani na temat ustroju, polityki czy pracy, nie ma nawet w zasadzie życia osobistego (choć ma żonę, wspomnianą mimochodem przy okazji wyjaśniania przeszłego uczucia do Elżbiety z prosektorium) - czy dzień, czy noc, czy pogoda, czy deszcz (a jakoś tak się składa, że przeważnie deszcz) podąża tropem przestępstwa. Raz tylko wspomniane jest, że na obolałe gardło łyka pastylkę akronu, a w pustawej lodówce znajduje pętko kiełbasy.

Książka nie obfituje w zasadzie w żadne oceny czy warte wspomnienia cytaty - tło jest bardzo skrótowo naszkicowane, w zasadzie poza prowadzonym śledztwem nie dzieje się nic, w pracy milicjanci nie plotkują, nie pożyczają sobie "stówy" do pierwszego, jedynie wymieniają służbowe informacje.

Inne tej autorki:

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwiecień 4, 2006

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Dym (i trochę Brooklyn Boogie)

Harvey Keitel obsadził mi się mentalnie w roli prymitywnego i niemoralnego bydlaka, zwłaszcza zdolnego do morderstwa czy każdej podłości. I za każdym razem odkrywam, że mimo tego doskonale gra role sympatycznych, inteligentnych facetów - np. Auggiego Wrena w "Dymie" (a potem w "Brooklyn Boogie"). Lubię filmy z epizodami, historyjkami, które łączą bohaterów, ale mimo to są dość luźno powiązane. Sklepikarz codziennie od ponad 10 lat robi zdjęcia swojego sklepu na rogu, pisarz usiłuje uporządkować sobie życie po śmierci żony, dzieciak (32-letni Michael z "Losta", grający 17 latka) szuka miejsca w życiu, właściciel stacji benzynowej usiłuje się utrzymać, mimo że na stację nikt nie przyjeżdża. Ładne, spokojne, melancholijne. W przeciwieństwie do "Brooklyn Boogie", gdzie epizody są luźnymi impresjami z nowojorskiego życia, tutaj jest spójna historia.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek kwiecień 3, 2006

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Skomentuj


Ruth Rendell - Jezioro ciemności

Niedawno odkryłam, że scenariusz do bardzo zakręconego Drżącego ciała Almodovara powstał na podstawie książki tej autorki. Nie dziwi mnie to, bo Rendell bardzo sprawnie pisuje wielowątkowe książki o miłości, śmierci i zawirowaniach finansowych, a wątki nieodmiennie się na końcu splatają.

Po bardzo dobrym "W matni" czytałam dwie słabsze książki ("Próżność niełatwo umiera" i trochę lepsza "Drzewo dłoni"). "Jezioro ciemności" to zwyżka formy - główny bohater, nudny i przeciętny angielski księgowy z klasy średniej wygrywa w totalizatorze sportowym sporo pieniędzy. Na totalizatora namówił go przypadkowo spotkany kolega ze szkoły, więc wraz z pieniędzmi pojawiają się dylematy - powiedzieć koledze, czy nie (i ile mu odpalić, bo by wypadało). A pieniądze tak czy tak bohater planuje przeznaczyć po części na cel szczytny - dać potrzebującym. Na jakich potrzebujących trafia, jakie decyzje podejmuje i jakie są tych decyzji konsekwekcje - wychodzi w książce. Ale jak się łatwo domyślić - pieniądze mu szczęścia nie dają (nieprawda, mnie by dały - a tu znowu w Lotto 1-2 trafne...).

Inne tej autorki:

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 2, 2006

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Skomentuj


1 kwietnia, promocje, nie żart ;-)

W Zysku - 40% zniżki na wszystko oprócz tych i tak przecenionych jutro i pojutrze (1-2.04).

W merlinie (pozazdrościł ;->) - 200 tysięcy urodzinowych cen dla tych, którzy 1.04 złożą i potwierdzą zamówienie; informacja z maila, na www nie znalazłam. A i promocja taka jakaś byle jaka, zniżki groszowe.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marzec 31, 2006

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Psychoza natręctw

Żyłam w przekonaniu, że wiem, gdzie mam każdą książkę. Dzisiaj nastąpił niespodziewany krach sytemu, ponieważ książka, którą chciałam znaleźć Tu i Teraz, okazała się nie być. Szlag mnie trafiał pół wieczora, nie pożyczałam nikomu, nie było jej w miejscu, w którym powinna być według Systemu - na półce z kryminałami (chociaż to obyczajówka, ale autor poza tym pisał kryminały[1]) lub na kupie Do Przeczytania koło łóżka. Próbowałam metodycznie - jakie książki kupowałam w okolicy i gdzie one są. Nic. W momencie, kiedy miałam ochotę odgryźć ogon przechodzącemu opodal kotu, znalazłam. Na zupelnie innej półce. Chyba mam za dużo książek...

[1] To jest mój system i do wczoraj się w nim łapałam ;-) Generalnie uważam, że wszystkie książki powinny mieć dokładnie jeden format, jak CD (no, dwa - format książka i format album, bo komiksy się średnio sprawdzają w ~A5). Wtedy mogłabym poukładać je równo, ładnie i alfabetycznie na półkach. Do czasu, aż nie zuniformizują okładek, muszę książki układać wydawnictwami, w ramach wydawnictw wielkością i autorami. I robić pewne wyjątki.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marzec 28, 2006

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 3


Duka, jedzenie i Eberhardt Mock

Chyba jestem trochę skrzywiona jak na kobietę (*eg*). Nie interesują mnie kosmetyki (używam pierwszych lepszych, kupionych na zasadzie "leży, to biorę", nie znam się i mi z tym dobrze), ciuchy (lubię ładne, ale nie cierpię sklepów, wolę wyklikać po obrazku na Allegro). Za to mam hopla na punkcie naczyń, talerzy, kubków, kieliszków, karafek, filiżanek czy ogólnokuchennych gadżetów. Dzisiaj trafiłam do DUKI w Poznań Plaza. Wheee! Chcę z połowę rzeczy, które tam sprzedają.

Przyszła dziś Kuchnia z dodatkiem IKEowym, rozpoczynającym się od komiksu o przygodach Jego i Jej w IKEI na zakupach. Ona szuka filiżanek, On kupuje dywan, żeby na nim czytać o przygodach Eberhardta Mocka.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marzec 28, 2006

Link permanentny - Kategoria: Żaden - Komentarzy: 2