27 marca 2009
Jak zostałam szpiegiem
W ramach wolnego dnia (który głównie spędziłam z kotami i laptopem w łóżku, gorąco polecam, nawet dentysta stwierdził, że wyglądam na wypoczętą i zadowoloną z życia) udałam się w świat w celu zakupu bielizny, albowiem kobieta musi mieć nowy biustonosz na wiosnę. Po drodze spotkałam kotka[2]. Nawiązała się między nami nić porozumienia, wprawdzie przez siatkę, ale zawsze. Kombinuję sobie, jak tu ładnie kotka sfotografować, kiedy z pobliskiej budki wygląda wściekła i czerwona gęba parkingowego ciecia i drze się na mnie, że mam przestać robić zdjęcia! Uprzejmie zapytałam, czemu. Bo co ja tu fotografuję! Kotka, proszę pana. Jasne, kotka, a tak naprawdę to mi chodzi o te samochody. Zirytowałam się nieco i objaśniłam, że musiałabym na głowę upaść, żeby marnować kartę na brudne i brzydkie kawałki blachy[1]. Pan jeszcze poflugał, wywieszony do połowy z budki, ja z kotem skończyłam sesję i odrzuciwszy wzgardliwie na plecy fuksjowy szal, udałam się na obiad.
[1] Są i takie samochody, na które nie szkoda karty. Ale ten był wyjątkowo byle jaki i brudny. Brudniejszy niż nasz.
[2] Ta końcóweczka ogona, coś pięknego i niedrogo.
Felinity powiedział(a),
27 marca 2009 o 20:55:05
Ogonek boski, faktycznie. A wolny dzień dobra rzecz, aktualnie zbiera we mnie ogromna chęć do uskutecznienia takiegoż leniwego dnia.
Beata powiedział(a),
27 marca 2009 o 22:24:55
poleżec, poleżeć, oj,...
wonderwoman powiedział(a),
28 marca 2009 o 07:30:26
fajny kotek.
i ach, zazdroszczę tego wolnego dnia :) ja niby cały dzień w domu, ale z lenistwem to ma niewiele wspólnego ;)
Zuzanka powiedział(a),
28 marca 2009 o 08:35:26
Wonderwoman, it’s all in mind.
wonderwoman powiedział(a),
28 marca 2009 o 18:42:22
no ale wiesz, jak to mówili w jednym polskim filmie „bunkrów nie ma, ale tez jest zajebiście” ;)
może i zapierdalam cały dzień dookoła, ale wolę wokół dziecia, niż fabrycznego morona.
Zuzanka powiedział(a),
28 marca 2009 o 18:44:09
No więc właśnie. Mnie przeraża, że ja w pracy niby mam plażę, bo ot – pójdę na kilka spotkań, napiszę jakiś dokument, coś poczytam, na kilkanaście maili odpowiem, porozmawiam z paroma osobami, a potem wracam i jestem zrąbana jak koń po westernie. Na tyle, że nie jestem w stanie czasem naczyń do zmywarki włożyć.