03 lutego 2009
Frank L. Baum - Czarnoksiężnik ze Szmaragdowego Grodu
Co jakiś czas wracam do tej książki, żeby zrozumieć, czemu. I czasem rozumiem bardziej, czasem mniej. Sama w sobie historia nie jest niczym specjalnym - tornado przenosi domek z małą Dorotką i jej pieskiem Toto z TeksasuKansas[2] do dziwacznej, kolorowej krainy. Żeby wrócić do domu, Dorota szuka czarnoksiężnika, pokonuje złe czarownice i zdobywa przyjaciół - Żelaznego Drwala, który chciał mieć serce, Stracha na wróble, który poszukiwał rozumu i Tchórzliwego Lwa, który chciał tego, czego mu brakowało. I pewnie umyka mi wielowarstwowość tego, bo dalej to dla mnie barwna historia dla dzieci[1]. Czemu jednak wracam i chcę zrozumieć? Bo fascynuje mnie to, co dzięki tej książce się pojawiło.
Zachwycona byłam jednym z odcinków "Scrubs" ("My Way Home"), w którym Janitor namalował na podłodze szpitala linie, mające pomóc znaleźć różne elementy szpitala. Żółta linia prowadziła do wyjścia. Carla szukała odwagi, Turk serca (do przeszczepu), Elliot - wiedzy (pozwalającej jej iść na konferencję), a J.D. chciał tylko iść do domu po skończonym dyżurze (i J.D. w wannie w różowym ręczniku na głowie słuchający Toto).
Uwielbiam też teorię, która mówi o tym, co będzie, jeśli się jednocześnie z trzecim ryknięciem MGM-owego lwa na filmie (w wersji z Judy Garland, a nie z Michaelem Jacksonem) puści się płytę Pink Floyd "Dark Side of the Moon". Ależ oczywiście, że zdarzyło mi się współuczestniczyć i wprawdzie nie wyłapałam tej obiecywanej setki związków między muzyką i filmem, ale i tak było to dość niezapomniane doświadczenie. Więcej.
[1] Bardziej chyba lubię dość cyniczne w wymowie "W Krainie Czarnoksiężnika Oza", o Tipie, krnąbrnym chłopcu wychowywanym przez złą czarownicę, który ożywił figurkę z głową z dyni i kilka innych rzeczy, uczestniczył w walce z kobiecą rebelią (bo kobietom znudziło się w domach i chciały popróbować męskiego życia (sic!)), a na końcu wyszedł na ludzi przez to, że nie był grzeczny.
[2] Ta, może jeszcze ze Strażnikiem z Teksasu.
Życzliwy powiedział(a),
04 lutego 2009 o 00:27:10
Teksasu? „Toto, I’ve a feeling we’re not in Kansas anymore”. No chyba że to tłumok coś spłodził.
Zuzanka powiedział(a),
04 lutego 2009 o 08:16:14
Nie tłumok. Ja miałam zaćmienie. Dzięki.
Stworek powiedział(a),
04 lutego 2009 o 18:03:00
Czy tam była taka królowa, która miała tylko jedną suknię ale dużo głów do tej sukni? I chciała głowę Dorotki…. to chyba zapamiętałam najwyraźniej.
Zuzanka powiedział(a),
04 lutego 2009 o 18:09:52
To było w „Dorocie u króla Gnomów”. Wymienne głowy to była creepy part, acz bardziej przerażały mnie wielkie młoty, które nie pozwalały przejść przez przełęcz (normalnie jak z Pink Floyd).
orlinos powiedział(a),
04 lutego 2009 o 23:22:36
@„Dorota u króla Gnomów”
To była pierwsza i niemal jedyna z historii o Dorotce, którą przeczytałem w dzieciństwie (wypożyczyłem potem „Krainę Oz” z biblioteki, ale to już nie było to, nie wiem czemu. Starość?
W każdym razie we wspomnianym tomie się zaczytywałem po wielokroć, bałem się tych gości z kołami zamiast rąk i nóg; ślinka mi leciała, gdy czytałem o drzewach śniadaniowych. Dobrze, że przypomnieliście mi o wymiennogłowej królowej. ;-)
No i zakochałem się na amen w Dorotce, bo taka równa z niej była dziewczyna. I zaradna! (O urodzie nie wspominam, parę ilustracji zapierało dech w piersi małemu, nieśmiałemu chłopczykowi z tamtych lat).
Hm, może powinienem odgrzebać te książki…