22 września 2008

Trawa zieleńsza po drugiej stronie

Umieszczony w * Listy spod róży * Nie czytać, nie oglądać * Z fotkami o 07:48:39

Małym jak na amerykańskie warunki białym Chevroletem sebringiem przejechaliśmy w tydzień 1687 mil, czyli 2700 km. Tylko w obrębie samej Kaliforni i to było tylko kilka miejscowości. Większość wzdłuż El Camino Real, potem na północ stanową piątką, dziewiętnastką i innymi. Z amerykańską muzyką z CD i iPoda - Guns'N'Roses, OST z "Into the Wild", OST z "Od zmierzchu do świtu" czy do gruntu brytyjską "Love over Gold", ale pasującą do sześciopasmowych autostrad. Nie da się zobaczyć Kalifornii do końca - jest jeszcze tyle miejsc, do których chcę pojechać lub wrócić, tyle restauracji, w których chcę zjeść. A tymczasem idę oglądać ten sam budynek, co od kilku lat. Czy to nie jest marnowanie zasobów?

Komentarze »

  1. wonderwoman powiedział(a),

    22 września 2008 o 08:03:43

    marnowanie. ale chyba nie da sie inaczej, prawda?

  2. Zuzanka powiedział(a),

    22 września 2008 o 08:10:28

    Lotto ;> 3 razy w tygodniu ;>

  3. mikowhy powiedział(a),

    22 września 2008 o 10:28:20

    ano jest… ale co zrobić. Opowieść zacna, śledzona ciurkiem

  4. Inez powiedział(a),

    22 września 2008 o 11:46:58

    @wonderwoman: da się inaczej :) ponoć wystarczy tylko bardzo mocno chcieć.

Dodaj komentarz