15 września 2008

Pustynia Mojave

Umieszczony w * Listy spod róży * Nie czytać, nie oglądać * Z fotkami o 22:14:13

Wielka, górzysta, monumentalna, gorąca, słoneczna i trzykolorowa. Żółtawy beż suchych krzewów, szarawa ciemna zieleń drzew i szaro-piaskowe skały. W górę, w dół, na szczytach wiatraki; kilkaset czy kilka tysięcy wiatraków na jednej plantacji robi wrażenie. Czasem domy na szczytach gór. I pośrodku tylko kilkupasmowa 14 stanowa na północ. Nie dziwię się, że Mormoni miewali tu jakieś objawienia, bo upał i pustka po horyzont sprawia, że zaczyna się wypatrywać sępów[2] (kto wymyślił sępa na pustyni?), a drzewa nabierają kształtów ludzkich[1]. Fabryki, które wyglądają na opuszczone. Niekończące się pociągi, czasem tak samo szaro-żółte jak reszta pustyni. I silna chęć wtopienia się w krajobraz (a może by tak to wszystko pierdzielnąć i pojechać na Mojave?). Królowa jest zachwycona, a na następny raz pojedzie szukać ghost towns (imaginujcie sobie, jest tam miejscowość Kelso).


Więcej zdjęć

[1] Mimo wszystko pierwsi osadnicy musieli dokładać do upału jakieś grzybki, bo trzeba dużej dozy wyobraźni, żeby w Yucca brevifolia zobaczyć modlącego się proroka.

[2] Czy na Mojave są sępy? Czy raczej el condor pasa?

Komentarze »

  1. rozie powiedział(a),

    16 września 2008 o 07:40:51

    No to wychodzi, że posiadam dużą dozę wyobraźni, bo pierwsze skojarzenie miałem (jak już wiedziałem, że ma być modlący się człowiek), że to człowiek odchylony do tyłu, wpatrzony w niebo, rozłożone ręce…

  2. Zuzanka powiedział(a),

    16 września 2008 o 07:41:36

    Celowo szukałam takiego krzaka, żeby przypominał ;-)

  3. wonderwoman powiedział(a),

    16 września 2008 o 07:42:53

    zastanawiam się, czy w polsce ghost town by przetrwały. sądząc z przedsiębiorczości złomiarzy- raczej nie ;-)

Dodaj komentarz