08 września 2008
Google trochę łże
Ale wybaczam. Bo raptem kazało wysiąść z autobusu 6 przecznic wcześniej i trochę się zgubiliśmy w dziczy. Takiej dziczy, co to się tyłek podciera liśćmi (jeśli ktoś podciera); a bez metafor to na straszliwych suburbiach, gdzie widok człowieka na rowerze jest zbawieniem. Okazało się, że od strasznych suburbiów do wejścia do zoo jest rzut beretem i poczułam się jak Stanley na widok Livingstone'a (albo odwrotnie). Zoo jest bardzo, bo i tygrysy z młodymi, sjesta u lwów i leniwy biały[1] niedźwiedź, który ma luz czy inne lemury[2] (zdjęcia dotarły). Tylko mam żal, bo zamiast upału, na który się pieczołowicie przygotowałam za pomocą skapej przyodziewy, nagle zrobiło się srogo zimno, więc kolejne przystanki oznaczały zakupy kolejnej porcji odzieży. W zoo - t-shirta z tygrysami (co zmotywowało mnie do przejścia na plażę, żeby zamoczyć nogi w lodowato zimnym oceanie[3] bez szczękania zębami). Na Fisherman's Wharfie - bluzy z krabem dla TŻ. Normalnie czuję się przez pogodę zmuszana. W każdym razie - ocean jest intrygujący (i ma czarno-granatowy piasek). 
I mimo że dupa mi odpadła z zimna na Golden Gate, to jednak chapeaux bas. Most naprawdę budzi ogromny szacunek, mimo że wieje, nieledwie deszcz zacina i wilki wyją, a szczyty filarów spowija mgła[4]. Ponieważ na czas wyjazdu zrezygnowałam z South Beach (przykro mi, ale ponieważ punkty na wyjeździe liczą się podwójnie, nie jestem w stanie sobie niczego odmawiać, bo mi się należy jak psu zupa), przeszłam na dietę 2000 kroków (by Wonderwoman). Przejście prawie 3 km (nie wspominając błądzenia przed zoo i rundki po zoo) daje mi punkty ulgowe na następne kilka dni. 
[1] Trochę na tyłku zielony, bo tak na oko glony go porastały.
[2] Nie wyginaly śmiało, tylko spały. Co za upadek.
[3] Wheee! Moczyłam nogi w oceanie!
[4] Oczywiście reszta miasta i okolic ma piękną pogodę, tylko zoo i Golden Gate nie. Zmowa.
EDIT: zdjęcia z zoo i z Golden Gate.
wonderwoman powiedział(a),
08 września 2008 o 07:32:46
ale schudniesz po tych 3km!!!
(zimno bo t-shirt?! proszę Cię! W poznaniu mamy aktualnie czarowne 11 stopni!)
Zuzanka powiedział(a),
08 września 2008 o 07:35:56
Zimno, bo zamiast 40 stopni było marne 24 (ale odczuwalna na pewno mniej). A ja w sukience z cienkimi sznureczkami zamiast ramiączek. W t-shircie już ciut cieplej było, ale i tak marzyłam o polarze, a nawet i o czapce.
wonderwoman powiedział(a),
08 września 2008 o 07:37:11
rozumiem. zimne prądy oceaniczne z chłodnej japonii (nie pomyliłam mam nadzieję stron)
Zuzanka powiedział(a),
08 września 2008 o 07:39:16
Jakoś tak. Podobno mgła i zimno z tamtej strony miasta to normalne. Może i normalne, ale rozczar. O.
yacoob powiedział(a),
08 września 2008 o 10:26:19
O, most. Już go przestawili z powrotem po X-menach? :D
mr M powiedział(a),
09 września 2008 o 11:54:06
[2] – Hańba im!