14 sierpnia 2008
Gdzie moje 10 milionów?
A tak, gram. Czasem nawet wygrywam (dwie czwórki i jakaś porcja trójek), ale raczej przegrywam. Kiedyś grałam na domek na Sołaczu. Teraz gram na kamienicę w Amsterdamie. Do gry nie mam metod, bo wiadomo - szansa jedna na ileś tam i nie bądź pan głąb, bo Wisły kijem nie zawrócisz. Mam za to metodę na wygrywanie, która jest o tyle zabawna, że zmienna. Raz kupiłam wygrywający kupon, kiedy poszłam rozmienić 100 zł, bo pan w stoisku dorabiania kluczy nie miał wydać, a pilnie potrzebowaliśmy 2 klucze do domofonu. Za drugim razem nie pamiętam, czy kupowałam jakoś spektakularnie, ale wygrana była co najmniej dziwna, bo dałam kupon TŻ-u, żeby sprawdził na wszelki wypadek, zanim wyrzucę i pac.
Ale ja nie o tym. Zatrzymaliśmy się z kuponem przed sklepem na Strzeszynie (że niby to jeszcze Poznań, ale jak dla mnie to wieś). Sklep jak to sklep - panowie kupują wypitkę na kolację, panie spożywkę (mimo że się pewnie odchudzają). Stoję z kuponem do kasy, żeby zobaczyć, czy - skoro jest kumulacja, to już wiem, że nie wygrałam tych 10 milionów - chociaż nie ma czegokolwiek, co mogę zainwestować w 15 milionów (żeby nie trzymać w napięciu, to niestety nie było). Za mną stoi ogorzały od słońca (mam nadzieję) pan i uprzejmie mnie zagaduje w kwestii kuponu. Że 10 milionów, nie? A dzisiaj też kumulacja? Odmrukuję coś tam leniwie, po czym pan dobija mnie swoim coup de grace: "No jakby pani wygrała, to bym się z panią umówił".
Kurtyna. Czy raczej facepalm.
wonderwoman powiedział(a),
15 sierpnia 2008 o 07:23:54
hehe wiem który to sklep (to zdecydowanie wieś). powinnaś się cieszyć. Pan zadecydował ewentualnie opuścić kolegów i mamrota i wybrać kobietę, która nie wygląda na taką, co drynusie pija non-stop :)
Zuzanka powiedział(a),
15 sierpnia 2008 o 10:33:02
No nie wiem, czy się cieszyć. Pierwszy raz mężczyzna mi zasugerował, że liczę się tylko ze względu na pieniądze.
wonderwoman powiedział(a),
15 sierpnia 2008 o 14:06:07
nie, że Ty się liczysz tylko ze względu na pieniądze, a że On decyduje się opuścić kolegów, tylko dla 10 baniek. To człowiek, ktory wie ile kosztuje prawdziwa przyjaźń (z butelką).
a prawdopodobnie oczami wyobraźni zobaczył ile za tych 10 baniek kupi sobie win…