12 sierpnia 2008
Mroczny rycerz
Jak obiecali, tak uczynili - jest mrocznie. Krew się lej strumieniami, przestępcy są absolutnymi sukinsynami i nie jest mi ich nawet przez chwilę żal, nawet jak wciskają rzewne historyjki o ciężkim życiu, amen. Ostrożnie zgadzam się, że to jeden z lepszych Batmanów, tylko ten Bale jest drętwy jak kloc drewna (i sprawne oko w twarzy Twoface). Maggie Gyllenhaal wnosi trochę inteligentnego powiewu, bo może i żadna z niej piękność, ale przynajmniej nie jest omdlewającym cielęciem jak inne panny Batmana. Drugoplanowo dopracowany - kocham Caine'a, nietypowo dobrodusznego Oldmana i błyskotliwie inżynierskiego Freemana. Zabawny w epizodach - cameo Cilliana Murphy, genialny epizod z dużym Murzynem na promie i urocza warstwa tekściarska ("The Lamborghini then, much more subtle"). I zamach - wiadomo, że same efekty filmu nie zrobią, ale ładnie obudują coś, co już jakąś treść ma.
agnus powiedział(a),
13 sierpnia 2008 o 01:21:40
e, z cameos to misiębardziej Alexander Mahone spodobał. (;
agnus powiedział(a),
13 sierpnia 2008 o 01:23:14
...acz dopiero rzut oka na imdb mi odświeżył pamięć z którego z kolei serialu znałem pana burmistrza.
Zuzanka powiedział(a),
13 sierpnia 2008 o 08:07:54
A tak, Fichter też był śliczny (acz mnie się utrwalił bardziej jako gliniarz z Invasion, a nie z Prison Breaka). A burmistrz mi się tylko podejrzany wydawał (jednak nie dowierzam facetom, którzy mają umalowane oczy; ładnie, ale coś nie tak).
orlinos powiedział(a),
13 sierpnia 2008 o 11:42:44
Głęboko i uroczyście protestujemy przeciwko określaniu Maggie Gyllenhaal jako „żadnej piękności”. Jesteśmy w niej zakochani od czasu występów w „Sekretarce”, gdzie bardzo nam się spodobała i została uznana za symbol nienachalnego seksu i kobiecości. PROTEST!
Bale faktycznie był sztywniachą, ale moim zdaniem ten film był bardzo dobry w kwestii proporcji – lepiej, żeby było mało Batmana w „Batmanie”. Tak jest ciekawiej – tak zresztą było w moich kochanych Nietopyrzach Burtona.
Role „poboczne” są niby bardzo proste, ale faktycznie świetnie zagrane. Tego mi często brakowało w hollywoodzkich hitach – bylejakość w szczegółach, w aktorach drugoplanowych. Tutaj nawet prościutkie i schematyczne rólki zapadają w pamięć.
Jak widzę, nie napisałaś nic o Jokerze – nie dziwię Ci się, wszyscy podniecają się tą rolą do upojenia. ;-)
Co nie zmienia w niczym faktu, że jest świetnie zagrany – ale i fenomenalnie wyreżyserowany – gdy pojawia się i zaczyna wygrażać nożami, muzyka zmienia się w jakieś przerażające piski, a kamera zaczyna wirować...
silver powiedział(a),
15 sierpnia 2008 o 12:17:39
Joker jaki jest każdy widzi, ale jego mlaskanie zapamiętam na długo :) Film się mi bardzo, ale trochę mogli go skrócić.