26 lutego 2008
Nagły atak tego Niemca
Od tygodnia zaglądając do pracowej lodówki mam za każdym razem tę samą myśl - ktoś kupił sobie Almette wersję limitowaną z czosnkiem niedźwiedzim, której chętnie bym spróbowała. Dzielna jestem, nie okradam (zwłaszcza że nie wiem, czyje i nie mam jak wyżebrać trochę na chlebek), więc w sobotę poszłam kupić sobie w sklepie i dumna i blada przyniosłam do pracy. Zjadłam razowy chlebek z serkiem, smakowało, ale nie było na tyle egzotycznie, żeby coś mnie nie tknęło. I tak, od tygodnia kusił mnie serek, który sobie sama kupiłam, spróbowałam i odstawiłam na następny dzień do pracowej lodówki. Rzut oka i przegrzebanie pamięci podręcznej wykazało, że mam w lodówce plastrowany hochland, dżem porzeczkowy, pojemnik ze zmurszałą sałatką (boję się go otwierać) i pastę salami. I może coś jeszcze, ale zapomniałam.
wonderwoman powiedział(a),
26 lutego 2008 o 21:15:34
nie otwieraj sałatki. może się to źle skończyć.
JoP powiedział(a),
27 lutego 2008 o 08:14:46
Och, my się w zeszłym tygodniu przeprowadzaliśmy do nowego biura i w związku z przewożeniem lodówki wyrzuciliśmy całą kolekcję vintage jogurtów, niektóre z 2006, zaś prowadzone przeze mnie śledztwo w sprawie tego, kto od tygodni trzyma gałązkę nadgniłych mini pomidorków zatoczyło krąg i wykazało, że to muszę być ja.
Silver666 powiedział(a),
27 lutego 2008 o 22:49:13
ja bym tą sałatkę otworzył, ale przy asyście sił zbrojnych i naukowych. Może coś tam już koło wynalazło? Jak jest szansa na Kontakt to grzech nie skorzystać.
U mnie kiedyś prawie, ale mama przyjechała i posporzątała ;)
Zuzanka powiedział(a),
27 lutego 2008 o 22:49:47
Mi tylko pudełeczka szkoda. Bo bym wyrzuciła z pudełkiem ;-)
KAnusia powiedział(a),
03 marca 2008 o 00:43:56
Ja może nie mam poszanowania, ale jak w fabrycznej lodówce coś zaczynało za bardzo żyć własnym życiem, to wywalałam bez pytania, żeby się czasem mojemu żarciu nie spodobało i nie zaczęło brać przykładu… ;/