31 lipca 2007
Poziom: 1 * Listy spod róży / 04:22:47
Warszawa Okecie - Amsterdam Schiphol: 1,5 h, KLM, samolot mial na imie "Marco Polo". Leniwie, bez przygod, dali dobre kanapeczki z lososiem i twarozkiem i mniej dobre z mozarella i pomidorem, a do kawy ciasteczko z karmelem (bardzo dobre). Warto brac na poklad skarpetki (fluffy z antyposlizgami sa dwaplusdobre) i cos na ramiona, bo na krotkich lotach nie daja kocyka. Warto tez pamietac o restrykcjach przewozu kosmetykow - wywalaja wszystko powyzej 100 ml.
Schiphol. Estetycznie takie sobie, ale strefa zakupowa robi wrazenie - z powrotem bedziemy siedziec tam 4h, wiec mam chytry plan zabrac wielka torbe goodies i wyczyscic limit na kredytowce. Sery holenderskie, cebulki tulipanow, slodycze (wspomniane ciasteczka z karmelem), kalendarze z depresyjnym tulipanem (c siwa). Pukac, jak kto co kce. Kompletnie nie zajarzylam ozywienia wsrod celnikow, pan przed bramka puszcza do mnie oczko i pyta, czy mam w podrecznym bagazu "weap". Y? Weap? Weapon? No, of course not. "But you have these (i pokazuje na wysokosci swojego biustu), I won't touch you". Hm. Za bramka typowy aryjski SS-manski Holender rzuca "Naughty, naughty. But I won't touch you, it must be spontaneuos, you're too open". Dopiero w tym momencie dotarlo, ze czynia niezawoalowane aluzje do mojej koszulki z napisem "I'm naughty girl, spank me!"...
Amsterdam Schiphol - Hong Kong International Airport: 11h, KLM, samolot mial na imie "City of Calgary" (na pasie stoi KLM-owy The Flying Dutchman). OMFG, zatuczyli nas. Herbatka/kawa z solonymi migdalami. Soczki i drineczki. Obiad (chinese style, kurczak z kluseczkami, salatka warzywno-owocowa z kokosem, kurczak z makaronem sojowym, ciasteczko). Soczki i drineczki. Herbatka. Soczki. Duty free (nie wiem, skad wyjeli te ceny - dezajnerskie metalowe solniczko-pieprzniczki za jedyne e90). Soczki. Herbatka. Zupka chinska! (autentyczny tajski kubek zawierajacy noodles, pobudzajacy informatykow do dzialania - oczywiscie dali do niego paleczki, steward na moja (i kolegi) niesmiala prosbe o forka wysmial nas rozglosnie, stwierdzajac, ze jedziemy do HongKongu i najwyzszy czas nauczyc sie pomykac patyczkami, bo umrzemy z glodu. To beda ciezkie dwa tygodnie... Planujemy potajemny zakup widelca i noszenie w kieszeni). Drineczki. Sniadanko z goraca buleczka z serkiem, jogurtem, owocami i ciasteczkiem. Herbatka. Licznik kilogramow: +3. Poza jedzeniem lot rowniez nudny (ciut potrzeslo, ale bez rewelacji), niestety nudna oferta filmowa - The Shooter bardzo smetny i przewidywalny (Mark Walhberg i jego szotgan kontra reszta USA). Music and Lyrics - odpadlam na scenie z tanczacym Hugh Grantem. Skusilam sie na Blades of Glory tylko dlatego, ze gra tam Jenna Fisher (Pam Beesley z The Office), ale nie bylo warto. Wbrew trailerowi malo pedalski, za to nudny. Smieszne momenty raczej zenuja.
Hong Kong - lotnisko (czas +6h). Zalogowalismy sie do Transfer Lounge, za jedyne $40 od lebka mozna free wifi, prysznic, masaz, sniadanko czy sie zdrzemnac. Useful info - warto brac ze soba majtki i koszulke na zmiane do bagazu podrecznego. Prysznic pomaga, ale smierdzace ciuchy niezbyt fajne. Lotnisko klimatyzowane, na zewnatrz 31 celsjuszow.
PS Fotki beda. Glownie z lotnisk i okna samolotu. Na razie ;-)
Wyświetl wpis
29 lipca 2007
Poziom: 1 * Listy spod róży * Przyklejone / 10:08:21
Wyświetl wpis
24 lipca 2007
Poziom: 1 * Śmieszne / 16:13:51
Boczki biustonosza zdobi haft, podobnie jak regulowane ramiączko
Trójkątne miseczki
biustonosza z wyjmowanymi wkładkami, który optycznie powiększa i zaokrągla
biust, zawiązywany na szyi i plecach (łatwość dopasowania pod biustem [to łatwe, jak biust na szyi lub plecach]). W
komplecie atrakcyjny model fig w pasie zdobione paseczkiem.[Figa z paseczkiem w pasie?]
Wyświetl wpis
22 lipca 2007
Poziom: 1 * Czytam * Różne takie / 23:37:05
W kryminałach Simenona ciężko mi się skupić na akcji, ale mam wrażenie, że taki sam problem ma komisarz Maigret, którego najbardziej fascynuje obserwacja zachowań ludzkich i szeroko pojęte spożycie. Maigret przyjeżdża do małego nadmorskiego kurortu, zaproszony jednocześnie przez starszą panią, której służąca wypiła truciznę przeznaczoną dla chlebodawczyni oraz jej pasierba, parajacego się polityką. I, jak już wspominałam,
głównie pije - a to 20-letni calvados w willi przemiłej starszej pani, a to domowy (jeszcze niezbyt dojrzały) jabłecznik w domu zamordowanej służącej, a to inne napitki w knajpach, bo tam się przeważnie spotyka z podejrzanymi i świadkami. Największym problemem wydaje się być to, że na przystankę w hotelowej restauracji nie dostanie muli. Ale - jak to w kryminałach - mimo niechętnego i niezbyt aktywnego stosunku do wyjaśnienia sprawy, udaje mu się przestępcę znaleźć.
Wyświetl wpis
Poziom: 1 * Czytam / 23:30:10
Nieustająco dobrze mi się czyta. Lubię skandynawską melancholię, a zwłaszcza narzekającego na życie komisarza Wallandera, który w tym tomie walczy z samotnością, cukrzycą i zdrowiem, podejrzeniami w stosunku do zabitego kolegi-policjanta i przestępcą, który zabija szczęśliwych ludzi w noc świętojańską.
Wyświetl wpis
Poziom: 1 * Oglądam / 23:21:47
Ok, Kill Bill/Jackie Brown/Pulp fiction/Wściekłe psy czy co tam jeszcze to to nie jest. Ale cóż za przezacny film o niczym! Dużo stukania samochodem o samochód, krew (sporo), porcja s.e.k.sownych panienek, seria kobiecych rozmów o życiu (ze szczególnym uwzględnieniem życia erotycznego), prze-ślicz-ny Kurt Russell z bliznami, szeryf i jego Syn Numer Jeden z Kill Billa. Jak na film totalnie bez akcji, nie nuży (są takie z akcją, że siedzę i zerknam na wyświetlacz komórki, czy daleko jeszcze, papo Smerfie), acz z młodzieżą to ja jednak bym do kina nie poszła. W przeciwieństwie do Kill Billa, tutaj przemoc i śmierć jest realna i mało fajna, nie jest ubrana w sztafaż komiksowy, w tym momencie nie ma już mrugnięcia okiem (trochę szkoda).
PS Szanowni dystrybutorzy, pomysł pt. "Potniemy na dwie części, drugą dostaniecie jesienią" możecie sobie wetknąć między pośladki. Fękjuwerymacz.
Wyświetl wpis
Poziom: 1 * Śmieszne / 12:22:01
Firma Betontrysk.
Wyświetl wpis
20 lipca 2007
Poziom: 1 * Listy spod róży * Przyklejone / 23:02:05
Wyświetl wpis
19 lipca 2007
Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 08:15:34
Tak - nie czekając na sezon drugi do września można obejrzeć je dziś. HDTV się kłania. Nicey.
EDIT: Zaciekawiło mnie, skąd nagłe pojawienie się tych odcinków, skoro sezon miał się zacząć dopiero pod koniec września (i to w jakości DVD). Wyjaśnienie jest proste - "leaked to the internet".
Wyświetl wpis
15 lipca 2007
Poziom: 1 * Oglądam / 23:47:25
No nie mogłam odpuścić. Jedna z lepszych komedii w tym roku (pomijając Testosteron, ale to inna klasa, bo tam nie było o komputerach). Obśmiałam się jak norka. Mnóstwo smaczków - a to tekstu Willisa po każdorazowym zebraniu w paszczę, a to sztuczki hackerskie, zakończone spektakularnym skopiowaniem nieledwie całego internetu na analog pendrajwa, a to Kevin Smith w roli super hackera, mieszkającego w norze u latin mamuśki. Bedgaje mają McIntoshe, hackerzy (po obu stronach) - najchętniej Alienware. Sposób na zabicie hackera to podłączenie mu bomby pod klawisz Delete (sic!). I świetny F-35, który prawie że umie stanąć na ogonie i zamerdać skrzydłami.
Gorąco współczuję wszystkim, którzy usiłują znaleźć realizm w takich filmach i jojczą, że uch-och, 110 milionów wydali na to, ze jest nierealnie. Ma być nierealnie, wybuchowo, śmiesznie i z rozbłyskami ognia. Królowa była zachwycona.
Wyświetl wpis
Poziom: 1 * Czytam / 23:21:40
Wszyscy pewnie znają Misia Paddingtona. Jeśli nie - warto, bez względu na wiek, nadrobić. Miś pojawił się pewnego mglistego dnia w Londynie po tym, jak przypłynął na gapę statkiem z Peru ze słoikiem po marmoladzie. Oczywiście tylko w Anglii znajdzie się przemiła rodzina, która przygarnie czteroletniego niedźwiadka z dworca, bo wygląda wzruszająco. Wzruszający ma też talent do przygód - zalewania łazienki, łagodnych przypadków podpalenia, popełniania zaskakujacych omyłek i smarowania wszystkiego miodem i marmoladą. Przy okazji bardzo łatwo pozyskuje przyjaciół - uwielbiają go zarówno państwo Brown, którzy go zaprosili do swojego domu, pani Bird, gospodyni (mimo iż przysparza jej mnóstwo sprzątania i czasem problemów) i inni mieszkańcy dzielnicy, w której mieści się ulica Windsor Garden. Nie lubią go tylko ludzie niesympatyczni, np. skąpy sąsiad, pan Curry.
Do Paddingtona wróciłam przypadkiem, bo okazało się, że poza trzema książeczkami wydanymi w latach 70., pojawiły się nowe:
- Miś zwany Paddington
- Jeszcze o Paddingtonie
- Paddington daje sobie radę
- Nowe przygody Paddingtona
- Paddington i bożonarodzeniowa niespodzianka
- Paddington przy pracy
- Paddington w opałach
- Paddington wyrusza do miasta
- Paddington za granicą
Wyświetl wpis
13 lipca 2007
Poziom: 1 * Przydasie * Różne takie / 17:18:19
Uznałam, że wyjazd w tropiki zasługuje na uczczenie nowym kostiumem kąpielowym. Najpierw znalazłam na luxlux.pl śliczny chabrowy kostium ze sprytnym marszczeniem ze Spiegel.com. Spiegel okazał się być osrańcem, albowiem nie szipuje do Polski (ewentualnie proponuje, że wyszipuje przez forwardera, który życzy sobie $30 za przesyłkę do 1 kg). Potem weszłam do pierwszego lepszego sklepu, znalazłam na drugi rzut ręki ładnego analoga tego chabrowego, spojrzałam na metkę i mnie zatkło. 679 zł nie wydałam nawet na płaszcz zimowy, o elemencie garderoby przykrywającym z przeproszeniem cycki i tyłek nie wspomnę. I już miałam uznać, że mam gdzieś zakupy, bo w końcu ten kostium, co to go mam od lat ładnych kilku jest całkiem dobry, gdy zobaczyłam pasiaste cudo, dokładnie wkolorach mojego kuferka. Cudo, wbrew namalowanej literce "S" na boku, okazało się występować w Niemczech, bo anita.de nie traktuje Polski jako specjalnie dużego rynku, a zresztą i tak na www nie mieli. Kostium ma absurdalny rozmiar 38G, ale wyjątkowo dobrze leży (czyt. nie wyglądam jak wieloryb i jest szansa, że nie zostanę wrzucona do morza przez tajwańskich aktywistów Greenpeace). Ciulaste fotki komórkiem tu.
Wyświetl wpis
11 lipca 2007
Poziom: 1 * Koty * Różne takie / 08:30:33
... niż gładki, łysawy jeszcze koci brzuszek. Futerko odrośnie, nic innego - mam nadzieję - nie. Notkę sponsoruje puszka Sheby.
Wyświetl wpis
08 lipca 2007
Poziom: 1 * Oglądam * Seriale / 23:59:03
Kupiłam DVD z 1. sezonem "My Name Is Earl" (no, jakiś czas temu, przy okazji pobytu w paśniku z DVD, czyli w Stanach). I zostałam nagrodzona, bo a) mogłam sobie po skończeniu się sezonu na seriale odświeżyć cały sezon, b) na DVD znalazłam alternatywny odcinek pilotowy pt. "Bad Karma". Opowiada on historię tego, jak wyglądałoby życie Earla, gdyby nie obejrzał programu o karmie, a trafił na odcinek "Family Guya" o zemście. Od razy zdradzę, że odcinek kończy się źle, bo karma jednak działa i jak ktoś robi same złe rzeczy (ogolenie głów Joy i Crab Mana, porysowanie samochodów czy zniszczenie kolekcji figurek rodziców znajomego-geja), to też nic dobrego mu się nie przytrafi. Oczywiście odcinek warto bardzo, albowiem zawiera Jasona Lee w roli męskiej prostytutki, Randy'ego z wąsami, promującego swój show "My Name Is Randy" i parę innych smaczków.
Za to lubię niektóre DVD - wycięte sceny, goofsy i alternatywne zakończenia. Nienawidzę i czuję się oszukana, gdy oprócz płytki legalnie i za niewąskie pieniądze kupione pudełko nie zawiera nic albo zawiera pretekstową jednostronnie zadrukowaną karteczkę ze stroną tytułową (nie wspominając o kijowym tłumaczeniu z ortografami).
Wyświetl wpis
Poziom: 1 * Czytam / 22:33:07
Seria opowiadań przeplatanych białymi wierszami o miłości. Zarówno opowiadania, jak i wiersze nie mówią o miłości szczęśliwej, ale o takiej nietakiej. Poza parą staruszków, która spędziła razem szczęśliwe życie, reszcie par się nie układa i po kilku latach życia razem, i zaraz w noc poślubną. Smutne, melancholijne, czasem bardzo czeskie w charakterze.
Wyświetl wpis
Poziom: 1 * Przydasie / 18:05:49

... nic tak dobrze nie robi jak piżamka Hello Kitty (39.90 zł na przecenie w H&M, w poznańskim M1 tylko rozmiar M).
Wyświetl wpis
Poziom: 1 * Czytam / 17:35:32
Kolejny tom sagi o Bezsennych i Superbezsennych. Następne kilka lat z historii Stanów Zjednoczonych po tym, Bezsenni (zmodyfikowani genetycznie, nie potrzebujący snu i długowieczni) zostali wyrzuceni z Azylu przez Superbezsennych (jeszcze bardziej stunningowanych). Społeczeństwo podzieliło się na dwie warstwy - 10% Wołów, którzy tworzą rządy i pracują, żeby dostarczyć środków do życia i rozrywki pozostałej części ludzkości - 90% Amatorów Życia, stanowiących masę głosującą i spożywającą. Książka wielowątkowa - relacje pochodzą od Diany, agentki służb genetycznych, Dana Arlena, artysty umiejącego manipulować ludźmi i wywoływać sen na jawie i Billy'ego, staruszka żyjącego w jednej ze zautomatyzowanych mieścin Amatorów życia - opowiada o ostatecznej przemianie ludzkości, która od Superbezsennych dostała lek na wszystko - substancję działającą na poziomie komórki, czyszczącą ją ze wszelkich ciał obcych i pozwalającą na żywienie się ziemią i światłem. Zgrabny społeczny sf o przemianach społecznych i braku tolerancji dla szeroko pojętych Innych.
Wyświetl wpis
Poziom: 1 * Czytam / 16:51:16
... czyli przygody weterynarza na angielskiej prowincji chwilę przed II wojną światową. Jeśli ktoś spodziewa się miłych opowieści o zwierzątkach, to się nieco rozczaruje - historyjek jest dużo, ale trudno nazwać je miłymi. Ciężki poród u krowy, operacja świni z umazaniem się woniejącą zawartością jelit, kopanie przez konia, tarzanie się w nieczyszczonej wyściółce stajni czy chlewa, nie wspominając o konieczności usypiania ciężko chorych zwierząt - tego raczej się można spodziewać. W zasadzie jedynym jaśniejszym punktem jest przewijający się wątek rozpieszczonego pekińczyka, który wraz ze swoją panią prowadzi bardzo bogate życie towarzyskie.
Inaczej ma się sprawa z historiami o ludziach - są znacznie pogodniejsze. Herriot podejmuje pracę w malowniczej wsi, pełnej ciekawych ludzi. Pracuje u bałaganiarskiego, ale szarmanckiego weterynarza, nieustannie prowadzącego podjazdową wojnę z równie szarmanckim i bałaganiarskim bratem. Ludzie we wsi są mili, roztargnieni, czasem chamscy, czasem dziękują za to, co weterynarz robi dla ich zwierzęcia, czasem wręcz przeciwnie. Jak kto lubi angielską prowincję - bardzo miłe.
Wyświetl wpis
Poziom: 1 * Czytam / 14:32:57
Sooo socjalistyczne, czyli ponownie Maciej Słomczyński w prl-owskim sztafażu. Źli malwersanci, zwykle obsadzeni wysoko na stanowiskach, zgarniają nielegalnie kasę, przepisują dom, szklarnię, samochód i dobra ruchome na żonę czy też teściową, a gdy przychodzi przysłowiowa kryska na przysłowiowego Matyska, rozglądają się, jakby to zwiać za zachodnią granicę i poprosić o azyl. W tym celu pomaga im przedsiębiorcze rodzeństwo z kumplem na Wybrzeżu, które obiecuje za niewielką (w stosunku do wielkości majątku oszusta przywłaszczającego sobie socjalistyczne dobro) zakwaterowanie bez paszportu na statku płynącym do krainy dobrobytu. Jak się łatwo domyślić, w tym momencie malwersanci giną. Oczywiście milicja się bardzo nimi przejmuje - nie w kategoriach ogólnoobywatelskich, ale szuka ich w celu wymierzenia sprawiedliwości za dokonane kradzieże. Do czasu, aż ginie jeden z trójmiejskich taksówkarzy.
Nie cierpię wszechwiedzącego narratora zwłaszcza w kryminałach. Tytułowy Kowalski nie spodziewał się, że cudem uniknął śmierci. Śmierć jechała do niego pociągiem. Śmierć czekała na peronie. Śmierć miała zaatakować, gdy nagle... Oczywiście narrator wie o wiele więcej niż lokalna milicja, składająca się z socjalistycznie myślących oficerów z Centrali i cichego, ale nieludzko sprawnego umysłowo lokalnego kapitana, który wszystko sobie po cichutku za pomocą mapy rozwiązuje.
TVP nakręciła w 1963 film na podstawie książki (nie jestem pewna, czy nie jest to zbeletryzowany scenariusz) pt. "Ostatni kurs" (zawiera spoilery, jeśli ktoś czytuje PRL-owskie kryminały w celu bycia zaskoczonym). W roli niesamowicie przystojnego taksówkarza Kowalskiego oczywiście Stanisław Mikulski, a w roli femme fatale - Barbara Rylska.
Wyświetl wpis
04 lipca 2007
Poziom: 1 * Śmieszne / 23:16:55
Herbatka w torebkach przeciw zaparciom do zaparzania.
Wyświetl wpis
Poziom: 1 * Śmieszne / 11:55:40
Kostium bikini z rewelacyjnie powiększający biust z wyjmowaną wkładką.
(...) Trójkątne miseczki połączone klamerką kostium wiązany na szyje i
plecach
Wyświetl wpis
03 lipca 2007
Poziom: 1 * Śmieszne / 10:31:21
Ja rozumiem, że w bywszym systemie w paczkach zza granicy bywały *gasp* dulary. Ale dziś, zwłaszcza na terenie UE obrót towarami mniej lub bardziej pierwszej potrzeby jest dość chyba codzienny. Otóż nie. Kupiony na amazon.co.uk prezent dla TŻ przyszedł rozbabrany, zapakowany w foliówką z dowcipną naklejką "paczka przyszła z zagranicy już uszkodzona". Yeah, right. Tak jak i poprzednia, i dwie paczki wcześniej. Szczęśliwie box z płytami naczelnej psychodelii z lat 70. nie jest towarem, na którym zależy ich mać pocztowcom.
PS Ale jak mi rozbabrzą mój stanik z Victoria's Secret i naplują w paletę cieni, to osobiście pójdę i poukręcam małe wścibskie główki. Dobrze, że nawet najgrubsze panie na poczcie noszą rozmiar B, więc w mój zakup się nie wcisną.
Wyświetl wpis
02 lipca 2007
Poziom: 1 * Śmieszne / 20:19:13
Pasta z płynem do płukania ust w środku. Czekam na pastę z płynem do płukania ust na zewnątrz.
Wyświetl wpis
Poziom: 1 * Oglądam / 08:28:32
W warstwie graficznej - piękny. Sepiowy, bardzo Gilliamowo-Jeunetowo-Gigerowy świat bajkowy stanowi doskonały kontrast do równie szaro-czarno-smutnego świata realnego frankistowskiej Hiszpanii. Mała Ofelia z ciężarną matką przyjeżdżają do nowego domu, żeby mieszkać z ojczymem - sadystycznym oficerem. W nocy Ofelię wróżki prowadzą do labiryntu, w którym mieszka faun. W dzień widzi, co ojczym robi z okolicznymi mieszkańcami, którzy - jego zdaniem - pomagają partyzantom.
Bardzo smutny, bardzo nie fair i posępny. Chowa się Brazil, jest jeszcze bardziej przerażająco. Serdeczne pozdrowienia dla genialnego dystrybutora, który film promował jako "dla dzieci". Pomijając to, że film stanowi jakąś tam sumę wszelkich koszmarów, nie jest umowny. W filmach typu "Lemony Snicket" (skądinąd bardzo dobrze się ogląda) jest przemoc i zło, ale w jakiś sposób ubrane w kostium i zawoalowane. Tutaj bez żadnych blokad są tortury, krew, przecinanie nożem twarzy i krótki instruktaż, jak można zabić człowieka butelką.
Wyświetl wpis
Poziom: 1 * Oglądam / 08:28:06
Nie ujmując nic Se7en - chyba najlepszy film Finchera. Dowcipny, zaskakujący, doskonale nakręcony i ze spójną fabułą. Back to 1969, policja z San Francisco i okolic szuka brutalnego seryjnego mordercy, który nie dość, że morduje swoje ofiary, to jeszcze szczegółową informację wysyła do lokalnych gazet. Realia są doskonale zachowane - brak faksów (i komórek, i komputerów), dowody, odciski palców itp. zbierają sami policjanci zaangażowani w śledztwo (w oszałamiającej liczbie dwóch osób), śledztwo to mozolna praca, zwłaszcza że rozsiane po kilku hrabstwach, z których każde jest autonomiczne i niezbyt chętne do współpracy. Oczywiście San Francisco z lat 60. i 70. ma o niebo lepszą technikę i możliwości w porównaniu do takiego porucznika Borewicza, który prawie dekadę później jako największą zdobycz techniki miał radiotelefon.
Doskonali aktorzy - Jake Gyllenhall w roli dociekliwego rysownika (obowiązkowo dla fanów Donniego Darko), Robert Downey Jr. w roli staczającego się, niegdyś dobrego dziennikarza i główny podejrzany - jowialny John Carroll Lynch (dla fanów Drew Carrey Show - mąż Mimi Bobeck, brat Drew). Oprócz dobrych aktorów świetne od strony wizualnej - doskonale oddane realia poszczególnych lat śledztwa, dużo fajnych widoków na San Francisco, ciekawy sposób filmowania (jazda samochodu z góry). Kilka scen, które przynoszą niezłe napięcie i dreszczyk w końcach uszek (w piwnicy u tappera z niemego kina).
Ogólnie - królowa jest zachwycona, agnus - proszę się wyspać i do kina.
Wyświetl wpis