30 kwietnia 2006

Gruzini

Poziom: 1 * Śmieszne / 10:05:42

Młody Gruzin przeciągnął na dystansie ponad 40 metrów dwa mikrobusy przywiązane do jego lewego ucha. Dzięki temu ma szansę trafić do "Księgi Rekordów Guinnessa".

"Wiedziałem, że mi się uda" - powiedział po czwartkowym wyczynie mężczyzna. Trzy lata wcześniej Gruzinowi udało się przeciągnąć jeden mikrobus przyczepiony do jego ucha na dystansie 48 metrów.

Gazeta

29 kwietnia 2006

Znikające wpisy z wyższych poziomów

Poziom: 0 * Różne takie / 18:52:35

Zniknęły mi z widoku joggera wpisy sprzed 20. marca. Są na liście wpisów do edycji, ale nie raczą się wyświetlać, pozostałe za to wyświetlają się w kolejności dowolnej... W kategorii ogólnej (43 wpisy) pojawia się 20, policzyłam ofiarnie ;-)

23 kwietnia 2006

Angels in America

Poziom: 1 * Oglądam / 18:00:56

Angels in America rekomendowało mi parę osób, uważających się za znawców "ambitnego" kina. I nie rozczarowałam się - seria jest ambitna, nie trzyma się kupy i nudna jest do wyrzygu. Back in 1985, biedni homoseksualiści po zjedzeniu porcji budyniu borsuczą się bez zabezpieczeń i dopada ich AIDS bez względu na to, czy są ważnymi prawnikami, którzy kierują zza kulis rządem, czy mniej ważnymi utytułowanymi potomkami podróżników z Mayflower. Prawie czterogodzinna miniseria mozolnie pokazuje anioły, seks, widzenia, amrykańskim mistycyzm i rozrachunki z historią (tą starszą - ciężkim losem osadników czy Mormonami i tą nowszą - epoką Reagana czy Żydami). Może jest w tej historii jakieś głębsze dno, ale ja dotarłam tylko do dna (czy warto siedzieć kilka godzin przed ekranem, żeby się dowiedzieć, że AIDS zabija?). A dwóch całujących się i ryćkających facetów mnie nie kręci. Dodatkowo film jest ekranizacją sztuki i cierpi na wszystkie tego konsekwencje - nienaturalność dialogów, aktorzy grają po kilka ról, mimo że naprawdę nie ma takiej potrzeby, umowność świata i zdarzeń.

22 kwietnia 2006

Zagraj to jeszcze raz, Sam

Poziom: 1 * Oglądam / 22:44:46

Widziałam film, zaczęłam czytać książkę (ćś, leży w łazience, ale chwilowo się przesunęła na dalsze miejsca w kolejce po "Saharze" Palina i "Zawsze Prowansji" Mayle'a). Co do teatru mam stosunek ambiwalentny. Doskonale pokazane były "efekty specjalne" - retrospekcje, wyobrażenia oraz rozmowy z Humpreyem Bogartem (za czarnymi siatkami - "ekranem TV" widać było sceny z "offu"). Natomiast chyba nie przemawia do mnie aktorska gra teatralna - ekspresja, miotanie się po scenie, przewracanie oczami i załamywanie rąk. Rozumiem, konwencja, ale mimo to mi się gryzie. I Woody Allen - to musi być on. Aktor grający Allana Feliksa był niezły, opowiadał woodyallenowskie onelinery, miał podobną mimikę i gestykulację, ale nawet w rogowych okularach to nie było to. I aktorka grająca Lindę była tłustawa (wszędzie ostatnio widzę tłustawych ludzi...). I Teatr Nowy/Scena Nowa po remoncie to coś pięknego - marmury, ściany obite czerwonym skóropodobnym(?) czymś, jak w porządnym psychiatryku.

Kontrolne spóźnienie

Poziom: 1 * Różne takie / 22:42:56

Trafiliśmy na ślub kołorkera dokładnie w momencie, kiedy przyjmował życzenia, kwiaty i prezenty już przed kościołem. Wręczyliśmy, pożyczyliśmy i poszliśmy (no, zostaliśmy po odejściu uczestników, bo podwórko kościołą urocze, a przezornie miałam aparat).

Red dwarf

Poziom: 1 * Oglądam / 22:41:28

Wprawdzie oglądanie serialu skończyłam już jakiś czas temu, nie mogłam się zebrać, żeby cokolwiek napisać, co nie brzmiałoby jak naukowa a pretensjonalna rozprawka. "Czerwony karzeł" jest chyba jedną z najlepszych serii komediowych BCC (lepszą niż "Allo Allo"). Na wielkim statku kosmicznym, przemierzającym nieograniczoną przestrzeń, w dalekiej przyszłości, następuje awaria. Po awarii i po ustaniu promieniowania, po trzech milionach lat, ze stazy (staza - miejsce, gdzie nie ma czasu, w niektórych napisach nazywana była "bezruchawką", co mnie dodatkowo bawiło) wychodzi Dave Lister, niedomyty i niechlujny załogant "Red Dwarfa". Okazuje się, że jest ostatnim człowiekiem we wszechświecie. Człowiekiem, bo oprócz niego na statku jest hologram Arnolda Rimmera, zwanego Bucem - człowieka składającego się ze wszelkich możliwych irytujących cech, komputer pokładowy Holly - niegdyś IQ 6000, teraz trochę mniej, bo się zdegenerował oraz stworzenie, które zmutowało z czarnego kota przemyconego przez Listera na pokład (Kot jest świetny, ma wystające ząbki i jest nabardziej zachwycającym samcem w okolicy). W trakcie ośmiu (krótkich - 6-8 odcinków) sezonów serialu pojawia się jeszcze Kryten - android z wątpliwościami i poczuciem winy oraz kilka osób z innych strumieni czasu. Humor bywa na poziomie komedii college'owych, ale mnie to nie przeszkadza, bo jestem fanką. Jest niepoprawnie politycznie, seksistowsko, szowinistycznie i przaśnie, ale za to Red Dwarfa kocham (i chcę więcej!).

19 kwietnia 2006

Ewa wzywa 07 - shorts (3)

Poziom: 1 * Czytam / 22:24:53

4 - Jacek Wołowski "Anastazja lubi reklamę"
Bardzo słaby początek serii. Okładka jak ze snu naćpanego LSD (wybuch, ręka z nożem, aparat fotograficzny, helikopter na tle jaskrawożółtego nieba, psychodeliczne kwiatki i twarz kobiety) opisuje w zasadzie całą chaotyczną fabułę. W mieszkaniu wybucha bomba i zabija właściciela, o napadzie na pocztę donosi uczciwy obywatel, ale nie wiadomo, czy naprawdę uczciwy, czy wtyka przestępców. Milicjanci na każdym kroku robią potworne głupoty, gubią tropy i dają się wmanewrować sprytnym przestępcom (dość nietypowo ginie milicjant, który przypadkiem obezwładnia pijaczka na dworcu w drodze na odprawę). Kończy się zupełnie w połowie (prawie że "a potem mieli inne przygody").
13 - Henryk Gaworski "Fotografia mówi prawdę"
Po ostro zakrapianej imprezie ginie jeden z gości. W wyjaśnieniu zupełnie innego przestępstwa pomaga zdjęcie zrobione przez zaginionego. W trakcie śledztwa kochliwy milicjant ucina sobie romansik z jedną z podejrzanych, a każdy, kto był za granicą, musi być szpiegiem.
14 - Helena Turbacz "Świecznik maurów"
W samolocie zostaje otruty znawca sztuki, przewożący kopię antycznego świecznika za granicę. Ograbianie biednej ojczyzny ze skarbów kultury oraz tekściarscy milicjanci.
34 - Walerian Drohiczyn "Feralny wtorek"
Wznowienie śledztwa w sprawie domniemanego samobójstwa starego księgarza i kolekcjonera. W trakcie pojawia się mała orgietka, a biedna kultura polska cierpi w wyniku pozaoficjalnego obrotu dziełami sztuki.

Vaclav Ctvrtek - Hanka

Poziom: 1 * Czytam / 20:50:53

Oczywiście to wszystko wina Siwej, bo przez nią kupiłam zestaw książek z dziecięctwa ("Mniejszy szuka dużego" leży na stosiku koło łóżka i czeka). I pewnie wydam majątek na zakup "Stacji nigdy w życiu" (ostatnio najtańsza poszła za 52 zł, najdroższa za 150 zł Kup Teraz), jakby kto chciał się pozbyć, proszę dać cynk (a jak sprzedacie komu innemu, to 30% dla mnie).

Hanka, Rumcajsowa kobieta, poza tym, że jest seksowna (znak szczególny - czerwona spódnica i białe pięty błyskające spod), jest sprytna. Nie tak jak Rumcajs, ale w myśl zasady "Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle", wystaczy, że zakręci kuperkiem, błyśnie gładkim liczkiem (albo piętą) i faceci wyskakują z portek. Znany też jest ogólnie fakt, że wystarczy ładnej babie wysmarować policzki jagodami i na głowę zarzucić chustkę, żeby stała się Zupełnie Kimś Innym (działa równie dobrze jak w Gwiezdnych Wojnach - dzięki sprytnej zmianie imienia nikt nie skojarzył farmera Bena Kenobiego z Obi-Wanem Kenobim). Mimo że książka w zasadzie jest o przygodach Hanki, pierwszoplanową postacią jest Rumcajs, pierwowzór dla Czaka Norrisa. Kopnięciem z półobrotu w wiadomą część ciała (wprawdzie nie własnym, ale jelenia trzydziestoszóstaka) wypędza z zaczarowanej Hanki wielkopańskie maniery. Po tupnięciu nogą trzęsie się ziemia, a przy kichnięciu wiatr się wzmaga. Nie ma się co zastanawiać, czy Rumcajs to romantyk czy pozytywista - wiadomo, jest zawsze po stronie biedaków, chyba że coś kombinują. Ale jak to zwykle w Czechach bywa, biedacy są mili, grzeczni i życzliwi, więc źle im się nie dzieje. Klasa posiadaczy (tutaj uosabiana przez księcia pana i księżną "mon cheri" panią z Jiczina oraz wielkiego cesarza Austro-Węgier) jest głupia, skąpa, chciwa i z łatwością daje się zajść od tyłu.

Warte zapamiętania cytaty:
"Przynieś mi ostre pióro i cierpki atrament. Pośpiesz się, aby złość we mnie nie wystygła "
[Rumcajs] "Ostro zaklął specjalnym słowem i to wybiło w kamyku dziurkę"
"Jesteś równie głupi jak niesolony salceson!"
"Na taką zniewagę flinta księcia pana wystrzeliła sama, ale kula wychodziła z lufy trochę wolniej. Rumcajs skoczył i błyskawicznie odwrócił księcia pana wraz z krzesłem ku szóstemu oknu (...) I takim sposobem książeca kula ugodziła leżącego tam olbrzyma" [a nie Rumcajsa, który się kulom nie kłaniał].

15 kwietnia 2006

Może się wreszcie nauczę, że...

Poziom: 1 * Różne takie / 19:59:42

... nie podważa się łupin cebulowych paznokciem. Po to dobra Bogini stworzyła nóż, żeby obierać nożem.

14 kwietnia 2006

Nieustający konkurs na najidiotyczniejszą nazwę produktu spożywczego

Poziom: 1 * Różne takie / 09:16:42

Dziś wygrywa Fromage na chlebuś.

13 kwietnia 2006

Foklor

Poziom: 1 * Różne takie / 20:02:53

Nienawidzę polskiego folkloru. Chłopskich strojów, przyśpiewek, upierdliwej muzyki, oj dana dana, usia husia, rzępolących skrzypeczek i jednostajnego rytmu. Tym bardziej, że folklor wyległ dzisiaj do mojego ulubionego malla, gdzie usiłowałam w rytm usia-husia zjeść coczwartkową sałatkę z tuńczykiem. Niestety, nie mieli guziczka "off".

11 kwietnia 2006

Ewa wzywa 07 - shorts (2)

Poziom: 1 * Czytam / 22:37:13

12 - Janusz Głowacki "Dzień słodkiej śmierci"
Bardzo słaby kryminał (motyw: "podejrzanym jest cała Warszawa", wielotorowe śledztwo, a na końcu i tak zamordował ktoś inny), natomiast warstwa obyczajowo-cyniczno-językowa jak u Głowackiego. Ginie biznesmen (lata 70.), drobni kombinatorzy, handlarze walutą, złota młodzież, ludzie sztuki i inne cwaniaczki.
48 - Ewa Wielicka "Zanim zapadnie wyrok"
zamknięte śledztwo wśród urzędników, fałszerstwa, ambicje i awanse w PRL-u. Ginie księgowy w firmie w bliżej nieokreślonym Zjednoczeniu, a sprytni milicjanci po nitce do kłębka trafiają do źródeł zbrodni.
49 - Zenon Borkowski "Zemsta kusi nad grobem"
Straszliwy produkcyjniak. Posterunkowy z tzw. ludzkim podejściem trafia na pierwsze w miasteczku morderstwo. Jest bohaterski ORMO-wiec, który ginie na wstępie, ten pędzi bimber, ta sprzedaje mięso z nielegalnego uboju, a sklepowa daje od tyłu.
50 - Marina Butrym "Umarłym wstęp wzbroniony"
morderstwo w restauracji, skomplikowany system przemytniczy w oparciu o celnika na Okęciu. Sporo pań o dużym seksapilu, tekściarski a kochliwy milicjant.

09 kwietnia 2006

Remember, remember the fifth of November

Poziom: 1 * Oglądam / 23:21:54

Wbrew przypuszczeniom cholernie dobry film (mimo Wachowskich, odżegnania się Moore'a i aktorów, którzy rezygnowali z ról). Bardzo wierny, chyba mniej brutalny niż komiks, z bardziej rozwiniętą warstwą historyczno-polityczną (zamiast osobisto-psychopatycznej). Nie wiem, czy chcę go obejrzeć jeszcze raz.

Dodano: Tak, chodzi o "V jak Vendetta".

Kobieca Agencja Detektywistyczna nr 1

Poziom: 1 * Czytam / 15:33:34

Ktoś się kiedyś chwalił, że ze 100% pewnością rozpozna, czy książkę pisał facet, czy kobieta. Zważywszy na liczne nieporozumienia związane z pisarkami, piszącymi pod męskim pseudonimami (i rzadziej odwrotnie), nie bardzo w to wierzę. Podejrzewam, że w ślepym teście na afrykańskie powieści Alexandra McCall Smitha (płci męskiej) wielu by się złapało. Książka rekomendowana jako kryminał, ale IMO kryminałem nie jest - składa się raczej z epizodów podobnych do tych z książek Guareschiego o księdzu Don Camillo - społecznych, pokazujących pewne zachowania i świat, który wokół bohaterów jest. Bywa smutno, bywa refleksyjnie, Afryka jest piękna, a zagadki da się wyjaśnić na tzw. babski rozum. Przyjemne.

04 kwietnia 2006

Danuta Frey - Broszka z zielonych kamieni

Poziom: 1 * Czytam / 22:35:37

Kryminały Chandlera kojarzą się z deszczem, prochowcem z podstawionym kołnierzem i papierosem zapalanym zapałką, którą trzeba osłaniać dłonią przed deszczem. Nic bardziej mylnego. Akcja książek Czandlera najczęściej dzieje się w pełnym słońcu (bo rzadko pada w Kalifornii). A i tak zapamiętane mam, że pada.

W którejś recenzji z "Pierwszej sety" (chyba "Czy lubi pani UFO?") przeczytałam zdanie, które mi się spodobało (i dość dobrze pokazuje moje wspomnienia) - PRL i epoka gierkowska kojarzy się ze słońcem. Też mam takie odczucia (chyba wspólnota pokoleniowa), dlatego dość nietypowy był kryminał "Broszka z zielonych kamieni" Danuty Frey. Jest brzydko. Ziąb, deszcz, ludzie okutani w płaszcze z czerwonymi zmarzniętymi rękami. Świat jest ponury, bury i przaśny. Świat tzw. prywaciarzy - którzy zamiast pracować uczciwie "na państwowym" - rozkręcają swoje interesiki, na pewno niezgodne z prawem (bo każdy prywaciarz to złodziej).

Mam pana Zelmana, współwłaściciela nieźle prosperującej prywatnej firmy, wytłaczającej pocztówki dźwiękowe. Ma pieniądze, ale szczęścia mu nie dają - nie dogaduje się z drugą żoną, ani z jej synem z pierwszego małżeństwa, garsonierę (no, wynajmowaną kawalerkę w blokowisku, brzydko umeblowaną i niewygodną) współdzieli z większością znajomych. Żona nie jest już pierwszej świeżości, poza tym o siebie za bardzo nie dba ("Zakręcone na lokówki włosy, ukryte pod ciemną ażurową siatką, wypuszczały tu i ówdzie rudawe pędy. W odrobinę wulgarnej twarzy, która kiedyś z pewnością musiała być ładna, z wiekiem jednak nabrała zwiotczałej obwisłości, mrugały niebieskie oczy, obramowane powiekami o nienaturalnie czarnych, sztywnych od tuszu, przykrótkich rzęsach."), nie dziwi więc, że naturalną koleją rzeczy dla pana Zelmana jest zaopatrzenie się w kochankę - maturzystkę Ulę. Sielanka nie trwa długo, kochankę ktoś zamordował w często odwiedzanej garsonierze. Zważywszy na to, że w garsonierze bywało pół Warszawy - była kochanka Zelmana i jednocześnie żona jednego z dwóch współpracowników w firmie, piosenkarka Bożena Horn, wraz z aktualnym kochankiem czy drugi ze współpracowników, podstarzały satyr Giziński, który spotykał się z płatnymi kochankami zdala od domowych pieleszy. Okazuje się też, że potajemnie klucze podbierał pasierb Zelmana, żeby pokosztować zakazanej rozkoszy seksu przedmałżeńskiego ze swą dziewczyną Jolą. Sprzątająca czasem mieszkanie wynajmująca je właścicielka nie krępowała się z wyrażaniem swojego zgorszenia ("Co ja się, proszę pana, nieraz nasprzątałam! A to włosy zbieraj z podłogi łazienki, wynoś butelki. A pościel! Żeby pan tylko widział, jak pościel po takich nocach wyglądała! Raz to go nawet wprost zapytałam, ale on jak się nie obruszy! Że wara mi niby od jego prywatnych spraw, że płaci w terminie i już mnie nic więcej nie powinno obchodzić"), ale pieniądz jest pieniądz. Zelman ułagodził panią Marcjannę prezentem w postaci broszki z zielonymi kamieniami i wzburzenie właścicielki zmalało.

Mały to swiatek, wszyscy sypiają ze wszystkimi, a z tego sypiania rodzi się zbrodnia. Oprócz zwłok (w ciągu powieści pojawiają się i następne) mamy tajemnicę - co zawiera tajemnicza teczka, kto kogo trzyma w ręku i czym szantażuje, co oznacza tytułowa broszka z zielonymi kamieniami (tak, właśnie taka, jaką w prezencie dostała pani Marcjanna).

W porównaniu z prywaciarskim bagienkiem, milicja to ostoja moralności. Dzielny porucznik Marek Wanacki jest zdegustowany zgnilizną moralną, na jaką trafia, analizując powiązania między związanymi ze sprawą ludźmi. Do sprawy dociera dwiema drogami - najpierw prosi go o pomoc znajoma z prosektorium, oczywiście dawna, niespełniona miłość, której na przeszkodzie stanął wyjazd dziewczyny na roczne szkolenie za granicę (niestety, było to przed epoką emaili i takie związki się rozpadały, bo listy szły miesiącami, a telefonistki mówiły, że nie ma takiego miasta jak Londyn, jest Lądek, Lądek-Zdrój). Jest zaniepokojona problemami siostry najlepszej koleżanki, traf chciał - maturzystki Uli. Niestety, intuicja zawodzi przedstawiciela organów ścigania - dopóki nie zostaje odkryte ciało, lekceważy zaniepokojenie znajomej. Potem oczywiście sprawa staje się osobista i za punkt honoru stawia sobie odkrycie świata zbrodni.

Ciekawie brzmią wrażenia gwiazdy polskiej estrady, pani Horn, na turnee w kapitalistycznej Austrii - oczywiście garderoba Polki, tak świetna i robiąca wrażenie w Sali Kongresowej, w zestawieniu z kreacjami na widowni wydaje się dość skromna. Na zakupy w najlepszych butikach jej nie stać, szczęśliwie odkrywa sklepy, gdzie jest wprawdzie taniej, ale jeszcze wytwornie.

Autorka ma swoje prywatne fetysze - każdy ma lekko falujące włosy, a w niewietrzonych pokojach panuje zaduch. Wszyscy palą jak smoki. Niestety, prowadzący śledztwo porucznik w zasadzie nie ma żadnych refleksji ani na temat ustroju, polityki czy pracy, nie ma nawet w zasadzie życia osobistego (choć ma żonę, wspomnianą mimochodem przy okazji wyjaśniania przeszłego uczucia do Elżbiety z prosektorium) - czy dzień, czy noc, czy pogoda, czy deszcz (a jakoś tak się składa, że przeważnie deszcz) podąża tropem przestępstwa. Raz tylko wspomniane jest, że na obolałe gardło łyka pastylkę akronu, a w pustawej lodówce znajduje pętko kiełbasy.

Książka nie obfituje w zasadzie w żadne oceny czy warte wspomnienia cytaty - tło jest bardzo skrótowo naszkicowane, w zasadzie poza prowadzonym śledztwem nie dzieje się nic, w pracy milicjanci nie plotkują, nie pożyczają sobie "stówy" do pierwszego, jedynie wymieniają służbowe informacje.

03 kwietnia 2006

Dym (i trochę Brooklyn Boogie)

Poziom: 1 * Oglądam / 21:22:33

Harvey Keitel obsadził mi się mentalnie w roli prymitywnego i niemoralnego bydlaka, zwłaszcza zdolnego do morderstwa czy każdej podłości. I za każdym razem odkrywam, że mimo tego doskonale gra role sympatycznych, inteligentnych facetów - np. Auggiego Wrena w "Dymie" (a potem w "Brooklyn Boogie"). Lubię filmy z epizodami, historyjkami, które łączą bohaterów, ale mimo to są dość luźno powiązane. Sklepikarz codziennie od ponad 10 lat robi zdjęcia swojego sklepu na rogu, pisarz usiłuje uporządkować sobie życie po śmierci żony, dzieciak (32-letni Michael z "Losta", grający 17 latka) szuka miejsca w życiu, właściciel stacji benzynowej usiłuje się utrzymać, mimo że na stację nikt nie przyjeżdża. Ładne, spokojne, melancholijne. W przeciwieństwie do "Brooklyn Boogie", gdzie epizody są luźnymi impresjami z nowojorskiego życia, tutaj jest spójna historia.

02 kwietnia 2006

Ruth Rendell - Jezioro ciemności

Poziom: 1 * Czytam / 15:55:24

Niedawno odkryłam, że scenariusz do bardzo zakręconego Drżącego ciała Almodovara powstał na podstawie książki tej autorki. Nie dziwi mnie to, bo Rendell bardzo sprawnie pisuje wielowątkowe książki o miłości, śmierci i zawirowaniach finansowych, a wątki nieodmiennie się na końcu splatają.

Po bardzo dobrym "W matni" czytałam dwie słabsze książki ("Próżność niełatwo umiera" i trochę lepsza "Drzewo dłoni"). "Jezioro ciemności" to zwyżka formy - główny bohater, nudny i przeciętny angielski księgowy z klasy średniej wygrywa w totalizatorze sportowym sporo pieniędzy. Na totalizatora namówił go przypadkowo spotkany kolega ze szkoły, więc wraz z pieniędzmi pojawiają się dylematy - powiedzieć koledze, czy nie (i ile mu odpalić, bo by wypadało). A pieniądze tak czy tak bohater planuje przeznaczyć po części na cel szczytny - dać potrzebującym. Na jakich potrzebujących trafia, jakie decyzje podejmuje i jakie są tych decyzji konsekwekcje - wychodzi w książce. Ale jak się łatwo domyślić - pieniądze mu szczęścia nie dają (nieprawda, mnie by dały - a tu znowu w Lotto 1-2 trafne...).

Nowsze wpisy
Wcześniejsze wpisy